Wpisz i kliknij enter

Zbigniew Karkowski & Zenial w Krakowie – 13.06.06

Nie jest łatwym zadaniem napisanie relacji z występu pozbawionego śladów narracyjności, a takim był koncert Zbigniewa Karkowskiego. Łatwiej jest w przypadku dźwięków wykreowanych przez Zeniala, ale o tym później.    Nie jest łatwym zadaniem napisanie relacji z występu pozbawionego śladów narracyjności, a takim był koncert Zbigniewa Karkowskiego. Łatwiej jest w przypadku dźwięków wykreowanych przez Zeniala, ale o tym później.

   Koncert rozpoczął się z niewielkim opóźnieniem. Przy konsolecie zasiadł akustyk, a chwilę później do swojego PowerBooka podszedł Karkowski. Znienacka, niczego nie spodziewających się ludzi, uderzył duszny, świdrujący noise. W ciągu pierwszych minut koncertu z sali wyszło kilka osób nie przygotowanych na ekstremalne doznania. Niech żałują swojej niecierpliwości.























   Gdy tylko percepcja słuchacza poradzi sobie ze zmieszaniem wywołanym nawałnicą dźwięków, następuje zmiana poczucia czasu, a w dźwiękach daje się dostrzec dramaturgię nie porównywalną z niczym innym. Gdy krótki występ Karkowskiego dobiegł końca trudno było domyślić się, iż trwał on niespełna pół godziny. Jedyne, co mogło spowodować niedosyt to momenty ciszy, które wydawały się załamywać napięcie. Jak się później okazało w zamierzeniu Karkowskiego nie było ciszy! Dźwięki o częstotliwości ca 60 Hz nie były w stanie przebić się przez akustykę sali. To największy minus koncertu.

   Po chwili do stolika z komputerami podszedł Zenial. O ile Karkowski wykreował duszną, klaustrofobiczną atmosferę, to Łukasz Szałankiewicz wpuścił do sali nieco przestrzeni. Dzięki selektywności i dużo większej palecie brzmień, wygenerowane przez niego dźwięki były zdecydowanie bliższe tradycyjnie rozumianej muzyczności. Nie oznacza to, iż należy na podstawie tych ilościowych kryteriów oceniać wartość występów obu artystów. Bez wątpienia Zenial i Karkowski to artyści o różnej wrażliwości. Występ Szałankiewicza był dużo bliższy jakiejś formie narracji niż miało to miejsce w przypadku Karkowskiego.























   Występ Zeniala mógłby być ścieżką dźwiękową do opowieści o statku kosmicznym samotnie przemierzającym kosmos, od czasu do czasu wpadającym w niemałe tarapaty. Świat dźwięków Karkowskiego jest o wiele bardziej abstrakcyjny. Dramaturgia rozgrywa się na poziomie bardziej elementarnym, niż forma czy rytm. Podsumowując – koncert Karkowskiego i Zeniala był ucztą dla wszystkich spragnionych pięknej i ciekawej muzyki. Jedyny minus to akustyka sali.







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


2 Komentarzy

  1. Coz, ja rowniez uczestniczylem w wystepie. Karkowski byl dosc ciekawy,ale Zenial IHMO pokazal prawdziwa klase.

    Jezeli chodzi o Noise/Harsh Noise to wole analogowe rzeczy – Karkowski za laptoptem produkujacym halas nie robi show ;P

    PS. Zwrociliscie uwage jak Zenial sobie dyskretnie tanczyl do swojego wystepu? ;P

  2. Miałem również przyemność byc na wyżej opisywanym koncercie – wiec i wtrące parę słówek odnośnie wrażeń. Osobiście dla mnie niepodzielnie panował Karkowski. Zawsze słuchając tego rodzaju hałasu odczuwa się mały dyskomfort z powodu braku interpretacji i kategoryzacji. Ale wg mnie to właśnie się liczy – wykluczenie jakiś manierycznych odczyć i obnarzenie człowieka – czystym , nie mieszczącym się w kategoriach estetyki, dzwiękiem. Tego oczekiwałem i wpelni dostałem. Oczywiście dla pan pod pseudonimem Zenial wielka pochwała – ale to po prostu już nie moja działka więc się nie rozpisuję:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy