Wpisz i kliknij enter

mice parade – obrigado saudade


odkryjmy gitary akustyczne po raz kolejny. ta płyta jest jak głęboki, miękki fotel, w który zagłębimy się z przyjemnością. gdybym miał znaleźć jakieś słowo swym brzmieniem i treścią odpowiadające nowej muzyce mice parade – powiedziałbym: gentle. gentle acoustic. i właściwie już wszystko wiadomo.
pochodzący z nowego jorku adam pierce konsekwentnie tworzy wysublimowane, wartościowe albumy. po skomponowanych i nagranych właściwie w pojedynkę trzech pierwszych krążkach mice parade – „ramda”, „the true meaning of boodleybaye” i „mokoondi” – muzyk powołał do życia prawdziwy band, w którego skład weszli członkowie kilku post-rockowych nowojorskich formacji [m.inn doug scharin z him i dylan cristy z the dylan group]. z tak zkompletowanym zespołem pierce nagrał dwa albumy – wydany w 2002 roku „all roads lead to salzburg” [był to zapis improwizowanej w studiu radia bbc sesji] i opisywany właśnie, tegoroczny „obrigado saudade”. jest więc bardzo gitarowo, delikatnie i ciepło. bez zgrzytów, bez niepokojów – ot po prostu – miła dla ucha opowieść, dźwięki snujące się, gęste, tworzące klimat wszechogarniającej sjesty [ba, jeden z kawałków nosi nawet nazwę „spain”]. takie płyty powinny zapewne ukazywać się w lato – tak, aby jeszcze bardziej podkreślić panujący za oknami skwar. i może właśnie to bijące z tych czternastu kawałków ciepło sprawia, iż głos zaproszonej do sesji anny valtýsdóttir [oficjalnie múm] wydaje się być elementem do całości nie pasującym. islandka przyzwyczaiła nas, iż śpiewa zazwyczaj do zimnych, trzeszczących pasaży – tutaj mamy bujające się wolno hamaki, ciepły sok, stojące powietrze. podobnie jak na nowej płycie savath + savalas, podobnie jak na niektórych krążkach tortoise czy mogwai. akustyczny, stylowy post-rock. szczęście całe, że pani valtýsdóttir pojawia się raptem w dwóch kompozycjach.
cały album właściwie mógłby nosić nazwę jednego z kawałków – guitars for plants; jest to właśnie takie organiczne, miejscami ambientowe akustyczne granie. kawał dobrej roboty, mówiąc brzydko. najciekawsze kawałki? moim faworytem „miltion road”, i chyba cała druga część albumu – „here today”, „out of the freedom world”, również wspomniane „guitars for plants”. dla tych, którzy chcą odpocząć od elektronicznej zimy – rzecz obowiązkowa.
2004







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy