Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.



Super Numeri – The Welcome Table


Czas naprawdę wielkiej muzyki jeszcze nie minął. Po prawie trzech latach studyjnego milczenia: Pop Levi, Snap Ant i Karl Webb wracają z albumem, który jednoznacznie udowadnia powyższą tezę. W odróżnieniu od mocno improwizowanej epki z 2003 roku, tj. „The Coastal Bird Scene” nacisk jest tutaj położony na tworzenie bardzo gęstych dźwiękowych struktur. W brawurowym początku „The First League Of Angels” bębny starają się zapełnić każde puste miejsce. Zaś wyrazisty temat wygrywany jest na gitarach, które organizują cały ten 24-minutowy hymn i wyznaczają szerokie harmonie. Po tak monumentalnym i morderczym wstępie, można być już pewnym, że Super Numeri pewnie skręca w stronę kosmicznego fusion, albo raczej już dawno ten zakręt minęło.

Z upływem kolejnych minut pojawia się coraz więcej egzotyki. Na tym polu najlepiej wypada lekko ascetyczny, orientalny, przyozdobiony partiami wykonywanymi na harfie „The Sea Wolves” z powtarzającym się basowym motywem i bardzo czytelną grą perkusji oraz „The Buzzard And The Lamb” w którym to cały kolektyw pozwala się porwać „improwizacji na całego” i daje pokaz kreowania atmosfery za pomocą gitarowych efektów. W całości warto również zwrócić uwagę na dziwnie „pocięty” futurystyczny rock`n`roll „The Chart” i „The Spies Of St.Ives”, gdzie mieści się wszystko co było uznawane za najbardziej istotne w soundtrackach do filmów z lat 60-tych. Oddech przychodzi wraz z tytułowym „The Welcome Table” sugestywnie ilustrującym wyprawę do najdalszych zakątków dżungli.

Wszelkie więc porównania Super Numeri do grup spod znaku Silver Apples, czy The Velvet Underground są o tyle uprawnione, że trio z Liverpoolu działa w podobnym duchu i ich muzyka broni się sama. Można więc odetchnąć z ulgą, że istnieje jeszcze zespół, którego twórczość nie jest powodowana kompleksem przeszłości, a jednocześnie nie rezygnuje z inspiracji przerysowując je w charakterystyczny dla siebie sposób. Oczywiście nasuwa się w pewnym momencie myśl, że przecież mogliby grać odrobinę poważniej. Tylko po co, skoro błyskotliwie wykorzystują konwencję, sprawnie wyciągają wnioski ze swoich wcześniejszych nagrań, a przy okazji – w jakimś stopniu – ustanowili nową jakość.
Ninja Tune 2005

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. cicala

    Tudna płyta. Ciągle częściej wracam do zwiewnej, efemerycznej i imho spójniejszej jedynki – Great Aviaries .

  2. cicala

    Tudna płyta. Ciągle częściej wracam do zwiewnej, efemerycznej i imho spójniejszej jedynki – Great Aviaries .