Wpisz i kliknij enter

the streets – a grand dont come for free


druga w dorobku płyta mike skinnera jest prostą kontynuacją dokonań zawartych na pierwszym wydawnictwie tego artysty. i nie jest to wcale najgorsze z rozwiązań na które mógł zdecydować się ten dość młody artysta. „orginal pirate material” powalał swoją świeżością w podejściu do podkładów oraz melodyjnością wokaliz. na długo zapadał w pamięć niesamowity „londyński” akcent jedynego jak dotąd członka the streets a płyta nosiła znamiona jednej z ciekawszych płyt 2002 roku.
„a grand dont come for free” pomimo podobieństw do „orignal pirate material” nie daje nam odczuć, że mamy do czynienia z czymś wtórnym wobec debiutu skinnera sprzed dwóch lat. wbrew moim obawom the streets nie straciło nic ze swojej energii i zafundowało nam płytę niezwykle równą i niezwykle ciekawą. także specyficzny, „brytyjski” klimat, który powalał swoim urokiem na debiucie, został zachowany i słuchając tego materiału nie jedna osoba poczuje się jak mieszkaniec przedmieść londynu, gdzie skinner mieszkał przed sukcesem wydawniczym. w porównaniu z debiutem możemy także zauważyć, że utwory oscylują wokół tych samych tematów. lekkość tekstów i ich bezpretensjonalność, które są poruszane na „a grand dont come for free” nie sprawi bowiem, że popadniemy w depresję a większość z nas uśmiechnie się podczas słuchania nie raz. „a grand dont come for free” nie jest jednak prostą kopią pierwszej płyty. usłyszymy tutaj wielu gości, których na „orignal pirate material” nie było a którzy dużo wnoszą do tych jedenastu utworów. także niektóre rozwiązania brzmieniowe są zdecydowanie lepsze od tych, które mogliśmy usłyszeć wcześniej. druga płyta the streets nie jest może dziełem wszechczasów warto poświęcić jej jednak chwilę uwagi.
tak jak na debiucie niezwykle mocną stroną są podkłady. najróżniejsze brzmienia jakie można tu usłyszeć pokazują po raz kolejny, iż muzyka 2 step nie musi ograniczać się tylko do prostego beatu ale pozwala na użycie szerszej palety środków. i z tej palety artysta nie bał się korzystać. nie dziwi więc już wcale obwołanie swego czasu przez new musical express the streets największym odkryciem od czasów oasis (sic!). zmiany w porównaniu z „orginal pirate material” (nie jest ich wiele) na „a grand dont come for free” zaczynają się już od pierwszego utworu „it was supposed to be easy”. słyszymy tu dźwięki orkiestrowe i bardzo ciekawe rozwiązania brzmieniowe, które możemy usłyszeć także w dalszej części. użycie orkiestry nie jest jednak jedyną zmianą jaką zostaniemy na „a grand dont come for free” uraczeni. także po raz pierwszy została na płycie the streets użyta mocna, przesterowana gitara (podobno pożyczony od znajomego fender telecaster), którą możemy usłyszeć w kojarzącym się ze słynnym „parklife” blur singlowym „fit but you know it”. kolejne to trochę mroczniejsze brzmienia w niektórych utworach (np. what is he thinking).widać, że skinner jest mocno zafascynowany amerykańskim hip-hopem i jego także nie ominęła moda na rozwiązania brzmieniowe zza oceanu. jednak pomimo tak szerokiego spectrum użytych środków nie mamy wrażenia jakby wydawnictwo było tylko zbiorem utworów. dźwięki te są bowiem bardzo inteligentnie użyte i zaakcentowane w odpowiednich miejscach. nie odnosimy także wrażenia jakby były używane na siłę. słychać także, że skinner nie boi się ładnych melodii, których brak jest często bolączką wydawców tego rodzaju muzyki. soulowy w klimacie „wouldnt have it any other way” bez problemu mógłby zaistnieć na amerykańskiej liście przebojów. pomimo tych wszystkich zalet płyta ma niestety jeden ogromy defekt. mianowicie jest nim produkcja. wokalizy skinnera oraz jego gości brzmią jak by były źle nałożone co niestety mocno pogarsza komfort słuchania. słychać także, że poszczególne utwory były różnie realizowane co także nie dodaje płycie uroku. pomimo tych minusów, płyta jako całość, wychodzi obronną ręką i może powtórzyć sukces debiutu.
muzyka the streets nie jest muzyką skomplikowaną i na pewno nie odkrywa nowych horyzontów. nie wnosi także zbyt wiele do przemysłu muzycznego. chciałbym jednak, że w zalewie hip-hopowych dokonań rodzimej produkcji znalazł się choć jeden twórca, który z taką lekkością i wdziękiem uraczy nas właśnie takim użyciem samplera i gramofonów, jak to zrobił pewien młody chłopak z północnego londynu.
2004







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy