Wpisz i kliknij enter

Wighnomy Brothers – Metawuffmischfelge

Dwugłos o DJ-miksie Wighnomy Brothers.

Minimal zgnuśniał i spowszedniał, toteż najbardziej wyraziści przedstawiciele gatunku postanowili pokombinować. Nowy twór Wighnomy Brothers to mix cd – tylko i aż. Bracia nie poszli na łatwiznę i postanowili pójść za ciosem Richiego Hawtina z epoki DE9 | Transitions. Jak dobrze pamiętamy, artysta pochlastał kilkadziesiąt kawałków na drobnicę i, dodając swoje dźwięki, sporządził ciekawy, precyzyjny i programowo taneczny kolaż.

Na Metawuffmischfelge jest identycznie – siedemnaście tracków składających się na set to w rzeczywistości (uwaga!) 64 (słownie: sześćdziesiąt cztery) zmontowane na nowo skrawki najprzeróżniejszych utworów. Wśród współczesnych minimal-techhouseowych wymiataczy typu Robag Wruhme, Dj Koze, Stewart Walker, Matthias Kaden, czy Trentemoller znalazło się miejsce dla samej Lisy Gerrard, która powinna natychmiast nawiązać współpracę z Matthew Dearem (aka False) oraz Miguelem Sar (aka Tadeo) – tak miażdżące jest to połączenie. A to przecież zaledwie preludium do całej opowieści.

Dalsze rozdziały stopniowo, konsekwentnie angażują – do abstrakcyjnych, suchotniczych, typowych dla nowej szkoły minimalu dźwięków Bracia z powodzeniem dołączają brzmienia głosów i żywych lub elektronicznie przetworzonych instrumentów. Styl minimal, dotąd mocno hermetyczny i formalnie ograniczony, nabiera barw i rumieńców, powstając właściwie z martwych. Nabiera przestrzeni, z braku której zwyczajnie w ostatnich latach się dusił.

Co ciekawe – Wighnomy Brothers udowadniają, że dopiero kilkudziesięciu podobnie brzmiących minimalistów połączonych ze sobą w sposób nam, słuchaczom, szerzej nieznany wypycha minimal z niebezpiecznie zamykającej się zatoki ku szerszym wodom. Jasno wyczuwalna taneczność tej propozycji wydaje się warunkować jej powodzenie na parkietach, co staje się jednak mocno dyskusyjne w momencie, gdy w kolejnych utworach pojawiają się mocno niewesołe, a przy tym diablo intrygujące barwy. Wprost zmuszają, by na kanapie lub podczas miejskich ipodowych eskapad ze słuchawkami wsłuchać się w nie dokładniej.

Powstało niezwykle spójne dzieło ukazujące możliwości współczesnej, studyjnej djki, a jednocześnie kreślące kilka paradoksów. Parkietowy minimal okazuje się być nastrojowym, czasami wręcz melancholijnym i smutnawym soundtrackiem współczesnych samotnych, nie najmłodszych już raverów. Takie antyhedonistyczne noir techno. IDM-owe, choć z klasycznym IDM-em mające niewiele wspólnego. Relaksujące i niepokojące zarazem, żaden głupi lounge. Jakże ja się cieszę, że minimaliści pokochali klasyczne instrumenty i coraz częściej eksplorują ich możliwości. Że przypomnieli sobie o jazzie i elektroakustycznych, akademickich korzeniach. Że wyściubili nos poza Europę i puścili się na wody ethno, z dala od new ageowej pokraczności world music. Co prawda, Metawuffmischfelge nie przebije tu zeszłorocznego, rewolucyjnego Kasmiru autorstwa Onur Ozera, ale nawał minorowych akordów jest wystarczający, by płyta stała się momentami elegijnym zapisem pewnego rozdziału historii współczesnych brzmień. Poezja wkracza na dancefloor, bunt ustępuje refleksji, hi-fi porządek i kameralność dźwięków połączonych w jedną opowieść spowalnia wszelki ruch i wbija w fotel. Czas na nowy etap, choć to, całe szczęście, jeszcze nie emerytura.

Tomek Sobczak

W zalewie płyt z didżejskimi miksami, od czasu do czasu pojawiają się takie, które sprawiają, że wszystkie te, które wcześniej słyszeliśmy, bledną i gasną po ich poznaniu. Takim miksem jest ten, którego dokonał Gabor Schablitzki alias Wighnomy Brothers (czasem z Sörenem Bodnerem – tutaj jednak samodzielny) na płycie „Metawuffmischfelge”, wydanej właśnie przez jego macierzystą wytwórnię – Freude Am Tanzen.

Niemiecki didżej i producent, znany ze złotego dotyku (patrz: dwa albumy z remiksami innych artystów – „Remikks Potpourri”), serwuje swym słuchaczom godzinny zestaw połączonych ze sobą siedemnastu elementów. Tak – elementów, a nie utworów, bo na każdy z takich segmentów miksu składają się motywy zaczerpnięte z od dwóch do sześciu nagrań. Podstawą całej tej konstrukcji jest oczywiście rytm – Schablitzki koncentruje się tutaj głównie na minimalowych bitach, choć często ozdabia je elementami innych estetyk: od disco przez tech-house po electro. Hipnotyczne rytmy stanowią szkielet swoistego mash-upu, którym niemiecki artysta sprawia, że w miarę słuchania płyty szczęka opada nam coraz niżej z wrażenia.

Zresztą zaskakuje już sam wstęp: na technicznym pulsie zaczerpniętym z utworu „Fed On Youth” False`a pojawia się niespodziewanie… eteryczna wokaliza Lisy Gerrard wyjęta z kompozycji „Cometenderness”. Całość uzupełnia dyskretnie soczysta linia basu wysamplowana z kompozycji Tadeo – „Eclipse”. Dalej jest jeszcze ciekawiej. Schabliztki zestawia ze sobą różnorodne elementy: plemienne conga, klasyczne smyczki, ambientowe pasaże klawiszy, IDM-owe tła, afrykańskie zaśpiewy, dubowe efekty, wibrafonowe melodie, prog-rockowe organy… Wszystko to – dozowane oszczędnie i z umiarem – nanizane zostaje na motoryczny podkład rytmiczny, tworząc taneczną, ale i melodyjną całość.

Najwspanialszy fragment miksu zaczyna się od segmentu czternastego, którego motywem przewodnim jest przejmujący „Psalm” zaczerpnięty z płyty duetu Sidsel Endresen & Buggy Wesseltoft. Podniosły śpiew zostaje tu wtopiony w szeroko rozlany strumień ambientowych dźwięków i podszyty transowym pulsem. Schabliztki podtrzymuje ten szalenie emocjonalny nastrój w następnych fragmentach miksu, wyciskając słuchaczowi w finale łzy niesamowicie (nowo)romantycznym electro, sklejonym z kraftwerkowych klawiszy, wokoderowej wokalizy, masywnego basu i połamanego rytmu (główny motyw – „Mosca Via” Machiste).
„Metawuffmischwelge” to mistrzostwo świata w swej klasie. Dzięki takim ludziom, jak Gabor Schablitzki didżeja można nazwać artystą, a efekt jego pracy – sztuką.

Paweł Gzyl

Freude Am Tanzen 2008

freude-am-tanzen.com |

wighnomy-brothers.de







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Stina
Stina
13 lat temu

Panowie – spokojnie. Na opisie do plyty nie ma tytulow trackow, tylko tytuly utworow wykorzystanych w miksie.

anarchy in poland
anarchy in poland
13 lat temu

panie hmm, znasz pan znaczenie słowa bynajmniej…?

hmm
hmm
13 lat temu

…tracklista ma nazzwy wykonwacow i utworow, bynajmniej moja wersja plyty.

hmm
hmm
13 lat temu

coz dodac, plyta rewelacyjna , recenzja dobra, okladka znakomita !

Polecamy