Wpisz i kliknij enter

Mr Oizo – Lambs Anger


Wszak Quentin Dupieux zawdzięcza swój światowy rozgłos właśnie futrzanemu Flat Ericowi, któremu tajemnicze ręce chcą przeciąć oko brzytwą, niczym w legendarnym filmie Bunuela i Daliego sprzed osiemdziesięciu lat. Bo przecież, jak pamiętamy, ta zabawna maskotka była ozdobą wideoklipu do utworu Mr Oizo „Flat Beat”, będącego jedną z najlepszych ilustracji muzycznych do reklam słynnych dżinsów 501 Levi`sa.
Trzy albumy, jakie Dupieux nagrał po sukcesie wspomnianego singla, stanowiły spore zaskoczenie dla fanów Flat Erica – artysta jakby celowo uciekał od podobnie energetycznych i melodyjnych nagrań, serwując ekscentryczne wycieczki w stronę bardziej pokręconej elektroniki. Dopiero „Lambs Anger” z Erikiem na okładce przynosi muzykę, jaką od dawna oczekiwali wielbiciele „Flat Beatu”.


Na album składa się siedemnaście kilkuminutowych kompozycji, w których mieszają się wszystkie elementy kojarzone z French Touch w muzyce tanecznej i takimi nazwami, jak Daft Punk czy Justice: bombastyczne electro, zmutowane disco i zmysłowy funk. A wszystko to pod egidą najmodniejszej obecnie wytwórni, która wypłynęła na fali nu rave – Ed Banger Records.
Dupieux żongluje na „Lambs Anger” muzycznymi cytatami, przeskakując z jednego stylu w drugi. Mamy więc tutaj wokoderowe wokalizy wpisane w twarde bity podszyte morderczymi basami („Hun”), rave`owe klawisze zestawione z samplami pianina i fletu („Pourriture 2”), funkowe partie gitar i dęciaków podszyte warczącymi loopami („Cut Dick”), dyskotekowe rytmy uzupełnione soulowymi wokalami („Two Takes It” z udziałem Carmen Castro), hipnotyczny puls techno wpisany gąszcz ludzkich głosów („Positif”), a nawet crunkowe bity zestawione z zadziornymi rymami („Stereoids” z raperką Uffie). Wszystko to podporządkowane jest maksymalistycznemu (przeciwieństwo minimalistycznego) brzmieniu spod znaku nu rave, eksplodującemu przerysowanymi i przesterowanymi dźwiękami o celowo brudnym charakterze.
„Lambs Anger” jest bez wątpienia najlepszą płytą Quentina Dupieux – w idealny sposób łączący bowiem oczekiwania fanów z artystycznymi ambicjami jej twórcy.
Sprawdź

2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kid Loco
Kid Loco
12 lat temu

Dzwiek tu dzwiek tam. Nie dam sie nabrać. 1/5

flegmatyczna owca
flegmatyczna owca
12 lat temu

moim zdaniem to plyta mierna, bardzo slabe wydawnictwo. rozlazla, malo porywajaca, nieskoordynowana i bardzo, bardzo wtorna. te pare momentow geniuszu, ktore lapia za ucho i podnosza cisnienie krwi to stanowczo za malo, przy takim ogromie szarego i nijakiego wypelniacza. jak na takiego zdolniache, ktorym jest dupieux, ta plyta to wstyd, mam wrazenie ze zrobil ja na ciezkim psychicznym zjezdzie, na szybko, bo gonil go termin wytworni.

DeftAphid
DeftAphid
12 lat temu

Zgadzam się z autorem recenzji, dla mnie to również najlepszy album Oizo. Z tej „schizowej papki” wyłaniają się świetne melodie, potężne basy i czysta, taneczna energia – jak np. w „Gay Dentist”, „Bruce Willis Is Dead”, „Positif”, czy moim ulubionym „Pourriture 7”.
Świetna rzecz, tylko trzeba jej trochę uwagi poświęcić 🙂

drinx
drinx
12 lat temu

jak dla mnie płyta bardzo bardzo słaba, taka siekanina bez polotu. przesłuchałem żeby odhaczyć ale już przy 3 kawałku miałem ochotę wyłączyć!

szlam
szlam
12 lat temu

uwielbiam to zeschizowane electro/dicho, nikt jeszcze takiego nie nagral.

Polecamy