Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Piernikowski – The best of moje getto

Ile w tobie jest z białasa.
(Tekst zawiera przekleństwa)

Białasy są, primeshit również. Skoro mamy dwa wyraźnie rozpoznawalne składniki to oznacza, że Robert Piernikowski jest w pobliżu. Jako, że zalicza się on do grona twórców płodnych i oryginalnych, a jednocześnie potrafiących uwierać słuchacza, więc jego najnowszy album „The best of moje getto” również do takich zaliczyć należy. Zmiany są także i to istotne. Przede wszystkim zmienił się wydawca. Przeskok nastąpił z Latarnii do Asfaltu. Pojawili się znaczący goście i w zakresie liczby i artystycznego wkładu. Okładka też inna, kontrastująca swoją kolorystyką z poprzednią, monochromatyczną z płyty „No Fun”. Teksty też zmieniły swoją treść na bardziej, hmm, duchową? Sam Piernikowski pozostał sobą i ze swoją nieodłączną manierą wokalną wciąga nas do swojej gry.

Płyta „The best of moje getto” jest popisem żywej wyobraźni jej twórcy, z całym bagażem, który się z tym wiąże. Mam tu na myśli chwile irytujące, trudne do przełknięcia, a nawet słabe (indywidualna ocena), które trafiają się na płycie. Nawet jej słuchanie było zadaniem niewdzięcznym, gdyż raz wzmiankowane momenty były nie do przejścia, a innym razem nie zwracały na siebie uwagi. Chętnie bym ją podsumował tak: miła, ale ma w sobie bezwzględność. Słuchając jej można się przekonać ile w tobie jest z białasa. Rozpoczynamy naszą przygodę w towarzystwie kraczących wron, bijącego dzwonu, westernowego motywu, płaczu noworodka i grzmotów błyskawic („Enter the getto”). Jeśli w tej chwili przed oczami staje wam filmowa konwencja, to dobrze kombinujecie.

Chwilę później wpadamy do „scen z życia rapera”(„Salka”), w opowiadaniu których Piernikowskiemu pomaga Hades. Taki wers się na przykład trafia: „Nuda / Weekendowe cuda / rozchylone uda / Nuda”. W tym utworze pojawiają się trudne, dla mnie, przeszkody w postaci auto-tune`ów, do których jeszcze wrócę. I kiedy myślisz sobie „niezły rozbieg” to trafiasz wprost na przerwę na papierosa („White sage”). Po wygaszeniu spotykamy Brodkę, która nie przeklina, w przeciwieństwie do Kachy Kowalczyk, o czym zaraz, ale zaraz po jej linijce wpada Piernikowski z tekstem: „Ej, się posuń, zasłaniasz, spierdalaj / Patrzę w stronę słońca”. Brodka przyciągnie do rapera nowych, być może nie wiedzących czego się spodziewać, słuchaczy. Współpraca obojga wypada dobrze i naturalnie.

Nienaturalnie i okrutnie dla uszu wypada za to auto-tune w „Być jak”. Początek jest nieznośny mimo, iż potem kawałek zmienia ton i przynosi nam Piernikowskiego, który śpiewa, a przynajmniej próbuje. „Białas chciałby być, być, być, ani dobry, ani zły” wyśpiewuje, a z drugiej strony oddaje się tęsknym myślom o byciu prosto jak ten wiatr. Niemal identycznie rozpoczyna się poprzedzający „Białas chciałby”, w którym trudno zrozumieć słowa śpiewane przez Adama Repucha. Konfuzję potęguje, znajdujący się przecież na tym samym krążku, najbardziej synoski „Drive by”, w którym synoska magia oddziałuje najmocniej. Również w zakresie tekstu, gdzie miejskie życie, odzież sportowa i przyziemne sprawy takie jak „chusteczkami zajebana pralka”, mieszają się ze sobą. Tylko ten auto-tune…

Rozwinięcie w sobie gruczołów smakowych zapewnia nam bezapelacyjnie najlepszy i przynoszący mocną woltę stylistyczną utwór „Dobre duchy”. Psychodeliczne rozwleczenie, solo na saksofonie w wykonaniu Michała Fetlera i uduchowiona tematyka „Dobre duchy, gdzie one są? / Nie tu / Gdzieś daleko stąd”. Wyśmienicie wypada Kacha Kowalczyk z Coals, która, jak wspomniałem, przeklina: „Pierdolę ten gniew”. Co lepsze, na koniec Piernikowski ucieka w taneczne (!) rytmy serwując nam zaskakująco przyswajalny (jak na jego standardy) „Best of moje getto”, w trakcie którego przyroda w sensie dosłownym występuje jako pełnoprawna ścieżka dźwiękowa. Pomimo wyrażonych wyżej rozterek jakoś nie mogę porzucić, ani tym bardziej przekreślić tej płyty. Mogę tylko zamknąć swoją recenzję stwierdzeniem: szanuję to.

Asfalt | 2019
FB
FB Asfalt

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze