Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.



David Carretta – Rodeo Disco


Zafascynowany nowofalową elektroniką, zakupił analogowy sprzęt (syntezator i sekwencer Korg MS 10 i MS 20 oraz sampler Ensoniq Image), aby dysponując tym ekwipunkiem, założyć swój pierwszy projekt – Art Kinder Industrie. Kiedy Europę zalała fala techno, Carretta, połączył swe dawne muzyczne fascynacje z nowym brzmieniem. Prekursorskie, jak na owe czasy dźwięki, zachwyciły DJ Hella, który właśnie uruchamiał swoją własną wytwórnię – Gigolo Records.
Jej nakładem ukazały się pierwsze single Carretty oraz dwa albumy – „Le Catalogue Electronique” i „Kill Your Radio”. Kiedy współpraca francuskiego producenta ze swym niemieckim protektorem osłabła, artysta wrócił do swej rodzimej Marsylii, aby związać się z działającą tam firmą Thrust Records, a potem założyć wytwórnię – Pornflake Records. Oprócz własnych nagrań, Carretta remiksował innych artystów (od Kiko przez Steve`a Buga po Scratch Massive) i didżejował po całym świecie (co podsumował płytą „Electro Dash”). Na początku 2003 roku uruchomił nową własną tłocznię – Space Factory. I to właśnie jej nakładem ukazuje się jego trzeci album – „Rodeo Disco”.
Po przesłuchaniu zawartości krążka, staje się jasne, że Carretta odpuścił sobie eksperymentowanie i idąc śladem dawnych fascynacji, postawił na rozwój swego charakterystycznego stylu, wyznaczonego już wczesnymi nagraniami dla Gigolo Records.
Z jednej strony mamy tu zgodnie z tytułem sporo elementów disco. Chodzi oczywiście o kosmiczną wersję tej muzyki spod znaku italo – a więc: wijące się powoli strumienie mrocznych klawiszy („Planet Research”), przewalające się kaskady wibrujących akordów („New Disco Beat”) i przestrzenne efekty („Running The Planet”). Drugim ważnym składnikiem brzmienia albumu są dźwięki spod znaku EBM. To oczywiście zbasowane partie syntezatorów o blaszanym sznycie („Dance Machine”), monotonnie tętniące akordy („Sex On The Moon” przypominający późny D.A.F.) oraz mechaniczne rytmy o industrialnym pulsie („New Love” w stylu Front 242). Carretta łączy elementy tych gatunków w pomysłowy sposób – kiedy bity mają bardziej dyskotekowy charakter, uzupełnia je ciężkimi brzmieniami EBM („Disco Dance”), a gdy podkład rytmiczny jest twardy i masywny, ozdabia go kosmicznymi pasażami syntezatorów rodem ze space disco („Planet Research”).

Nie brak tu oczywiście sygnałów współczesności – wszystkie bity, choć wywiedzione z muzyki sprzed ćwierć wieku, podrasowane są na dzisiejszą klubową modłę, jednoznacznie odwołując się do masywnego techno. Analogowe dźwięki oldskulowych syntezatorów przeszywają od czasu do czasu świdrujące loopy o brzęczącym brzmieniu rodem z modnego obecnie nu rave`u („Running The Planet”). Nie brak na płycie również wokali – przede wszystkim tych wokoderowych („Dance Machine”), jak i tych naturalnych, serwowanych zmysłowym głosem przez Gigi Succ?s („Sex On The Moon”). Wszystkie utwory połączone są ze sobą dźwiękowymi miniaturami rodem z dawnych filmów sci-fi, nadając całości dodatkowy – soundtrackowy – wymiar.
Nowe kompozycje Carretty nie dość, że eksplodują niepohamowaną taneczną energia, to niosą ze sobą na wzór lat 80. silnie zaznaczone melodie – przejmujące, romantyczne, chwilami wręcz filmowe („Goodbye Honey Moon”). To sprawia, że większość z nich ma szalenie przebojowy charakter – ot, choćby te najlepsze, z końcówki płyty: „Sex On The Moon” i „Running Planet”. Trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek mógł się oprzeć takim nagraniom na klubowym parkiecie.
„Rodeo Disco” to bez wątpienia najlepsze dokonanie w karierze Davida Carretty. The master is back!
Sprawdź

2008

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. Stinky

    Dla mnie też – killer!

  2. godzilla

    Płyta konkret, mocno i do przodu w tempo.