Wpisz i kliknij enter

Netlabel Rain – trochę ambientu na Nowy Rok

Nie mylę się chyba bardzo, myśląc, że miłośnicy nowych brzmień w okresie noworocznym nie stają się nagle fanami kolęd, słuchającymi ich najnowszych aranżacji na antenach popularnych stacji radiowych. www.archive.org/details/rain
Podejrzewam, że – być może wbrew otoczeniu – pozostają miłośnikami nowych brzmień i oddają się spokojnie słuchaniu tego, czego słuchają na co dzień. Na przykład raczej pozbawionych ciepła i pogody ducha okolic dark ambientu. W duchu zdrowej przekory wobec muzycznej tradycji świąt, twardo broniącej swoich prostych akordów i melodii, postanowiłem zapoznać się z kilkoma ostatnimi wydawnictwami rodzimego netlabelu Rain sygnowanymi pseudonimem „Aairria”.
Gwoli przypomnienia: założony w 2005 roku ambientowy netlabel to pododział amatorskiej wytwórni cd-r USEI Records, dziecko młodego polskiego twórcy Marcina Drabota. O swoim profilu wydawniczym Rain informuje odbiorców następująco: „naszym jedynym kryterium jest to „coś” w muzyce. Owo „coś” to szczególne uczucie przestrzeni zawartej w dźwięku. Niezależnie od gatunku, dla nas ambient jest odczuwaniem muzyki, a nie kategorią”.
Aairria – „Urbanisation”

Artystą, który wydał w Rainie najwięcej, jest sam Drabot – najpierw jako Martin Dot, później jako Ananta, ostatnio zaś jako Aairria. O swojej twórczości pisze: „w mojej muzyce najważniejsza jest nieistotność czasu. (…) Bardzo ważne jest dla mnie to, by pozwolić słuchaczowi zapomnieć o jego uplywie”. Rzeczywiście, słuchając „Floating Gate” (Rain027), nietrudno ulec sile oddziaływania nieskończonej rzeki dźwięków, która jak gdyby została na chwilę przeniesiona z wieczności w teraźniejszość i przypadkowo zarejestrowana.
Aairria – „Floating Gate”

Przez prawie 50 minut obcujemy z jednostajnym szumem tła, bardzo głębokim i przestrzennym, niemal całkowicie atonalnym i arytmicznym, choć oczywiście niepozbawionym specyficznych struktur quasi-rytmicznych i pewnych trudno opisywalnych modulacji. Nieliczne ruchy w tej muzyce to jednak ruchy bardzo dobrze przemyślane i zorganizowane, zarówno jeśli chodzi o wspomniany szum najdalszego tła, jak i swoisty „pierwszy plan” (to odrobinę niefortunne w odniesieniu do ambientu określenie musi zostać ujęte w cudzysłów).
Czuć, jak Drabot nie tyle stopniuje, co niezwykle subtelnie podnosi i obniża napięcie, pozwalając ostatecznie odpłynąć rzece dźwięków z powrotem w nieskończoność. We „Floating Gate” uwagę zwraca wyważony i dopracowany we wszystkich szczegółach dźwięk (słowo „aranż” również wydaje się tu nie na miejscu), gładki i szklisty, przesycony pięknymi, czystymi pogłosami najwyższej jakości, równomiernie wypełniający całe pasmo i panoramę stereo, niepozostawiający miejsc pustych, ale niestwarzający również wrażenia jakiegokolwiek nadmiaru. Słowem – drone/noise ambient w bardzo dobrym wydaniu.
Aairria – „Sleepwalking”

Kolejne wydawnictwo netlabelu, również sygnowane Aairria, jest zatytułowane „Drone Works” (Rain028). Podobnie jak w przypadku „Floating Gate”, także tutaj możemy mówić o równowadze, idącymi w parze oszczędności i swoistym bogactwie, czystości i charakterystycznej szklistości przesyconego wspaniałymi pogłosami brzmienia. 44 minuty dźwięku przynoszą jednakże jeszcze mniej ruchu, więcej zaś tonalności. To już typowy drone, pozbawiony elementów noise. „Sleepwalking” (Rain029) jest za to w brzmieniu nieco bardziej chropowaty, mniej przestrzenny, dysharmoniczny i zdecydowanie bardziej mroczny.
„Urbanisation” (Rain030), najnowszy album Aairrii, w porównianiu z trzema poprzednimi nieco zaskakuje – mamy tu do czynienia z brzmieniem o wiele jaśniejszym, oddalającym się od obszarów dark, bogatszym, obejmującym przetworzone dźwięki natury, kontrastujące z nimi dźwięki miasta, a także sporo nieustannie modulowanych elementów abstrakcyjnych. Całość znów jest bardzo przestrzenna, zrównoważona, gładka i szklista, choć zdecydowanie bardziej zrytmizowana i melodyjna, jakby szykowała się do skoku w stylistykę IDM. Nie powinno to zresztą dziwić, skoro dla Drabota ambient nie jest gatunkiem, lecz „szczególnym uczuciem przestrzeni zawartej w dźwięku”. Kreowaniu tej przestrzeni, kreowaniu będącemu próbą symbolicznej i emocjonalnej ucieczki z jałowego miejskiego krajobrazu (zwracam uwagę na tytuł, a także motto albumu zaczerpnięte z „Kafki nad morzem” japońskiego pisarza Haruki Murakamiego), wyraźnie partonuje prekursor gatunku – Brian Eno.
Aairria – „Urbanisation”

22-letni Marcin Drabot to bez wątpnienia artysta w swoim nurcie bardzo jakościowy i wszechstronny, doskonale zapoznany z tradycją gatunku i – co najważniejsze – perfekcyjnie realizujący własne pomysły. Fani ambientu znajdą u niego wszystko to, czego można w nim poszukiwać: otwartych, zastygłych w bezruchu przestrzeni, niespiesznie płynących emocji, niemej i nieruchomej kontemplacji z dala od świata. Z pewnością jest tu także miejsce na doświadczenie wyjścia poza czas, na którym artyście tak zależy. Licząc, że mamy do czynienia z naprawdę młodym twórcą, który już osiągnął całkiem sporo, możemy po nim oczekiwać jeszcze wielu arcyciekawych produkcji i prężnego rozwoju netlabelu Rain. Czego świątecznie jemu i sobie życzmy.
Wszystkie wydawnictwa netlabelu można pobrać za darmo pod adresem www.useirecords.ovh.org/rain







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
dadaista
dadaista
12 lat temu

Kawałek „Floating Gate” to niemal „Les Sœurs Lumière” z albumu „Unerforschtes Gebiet” Thomasa Könera, tylko bez wstawek mówionych. Siłą rzeczy musi mi się więc ten utwór podobać 😉

Polecamy