Wpisz i kliknij enter

Telefon Tel Aviv – Immolate Yourself

Trudny powrót.

Właściwie już sam fakt, że wydaje ją berlińska wytwórnia BPitch Control wskazuje, że możemy oczekiwać zmiany w brzmieniu muzyki Joshuy Eustisa i Charlesa Coopera.
I tak też jest w rzeczywistości: „Immolate Yourself” został zrealizowany wyłącznie z wykorzystaniem analogowych syntezatorów, podczas jego tworzenia ani razu nie użyto gitary, a znajdująca się na nim muzyka nie ma nic wspólnego, ani z post-rockiem dominującym na „Fahrenheit Fair Enough”, ani z IDM-ową elektroniką rodem z „Map Of What Is Effortless”. Czegóż więc możemy się spodziewać po tym albumie? Przede wszystkim nostalgicznego powrotu do brzmień z początku lat 80. – synth-popu, electro-popu, new romantic.

Oto bowiem Eustis i Cooper osadzają większą część swych nowych nagrań na motorycznych bitach o lekko podłamanym charakterze, które znamy z zakurzonych nagrań Vice Versa, Transparent Illusion czy Oppenheimer Analysis. Tak – to electro, ale nie to amerykańskie, o jednoznacznie tanecznym charakterze, ale typowo angielskie, bliższe mrocznej nowej fali. Takie rytmy słyszymy już w otwierającym album „The Birds”, czy w następującym po nim „Your Mouth”.

Te mechaniczne bity oplatają oczywiście sążniste partie masywnych klawiszy, niosących zdecydowanie noworomantyczne melodykę – bliską wczesnym dokonaniom Depeche Mode. Przykładem tego chociażby „M” czy „Helen Of Troy”, które właściwie z powodzeniem mogłyby znaleźć się na takich albumach tria z Basildon, jak „A Broken Frame” czy „Construction Time Again” (mamy tu podobnie – bo metalicznie – brzmiące perkusjonalia).

Czasem pojawiają się na płycie jeszcze chłodniejsze brzmienia – jak mocno zbasowane akordy klawiszy w tytułowym „Immolate Yourself”, przywołujące wspomnienie nagrań The Human League z okresu „Travelogue” i „Reproduction”. Do takich dźwięków świetnie pasują wokale duetu – z jednej strony lekko stylizowane na new romantic („Stay Away From Being Maybe” przypominający początkowe nagrania OMD), a z drugiej – na rozmarzony dream-pop, czy nawet shoegazing (choćby wtopiony w syntezatorowe brzmienia głos w „The Birds”).

Są jednak na płycie kompozycje, które wyłamują się z tej synth-popowej konwencji. Pierwsza z nich to „Mostly Translucent” – melancholijna piosenka osadzona na ambientowym podkładzie, którą z powodzeniem mógłby umieścić na swym solowym albumie Thom Yorke. Drugi ze wspomnianych utworów – „Your Every Idol” – zaskakuje natomiast zwrotem w stronę psychodelicznego grania o transowym pulsie, bliskiego dokonaniom krautrockowych formacji o bardziej elektronicznym charakterze w stylu Neu! czy Cluster.

Wszystkie nagrania z „Immolate Yourself” mają jednak wspólne, silnie zaznaczone brzmienie – głębokie, masywne, momentami brudne, niemal garażowe, a przez to nadające całości własne, indywidualne piętno.

BPitch Control 2008 

Sprawdź







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Karmazynowy
Karmazynowy
11 lat temu

owszem.. płyta może nie jest rewelacyjna ale kawałki : M, The Birds, Immolate Yourself są na prawdę genialne !
szczerze mówiąc płyta Fahrenheit Fair Enough była o niebo lepsza ;]

itap
itap
11 lat temu

TTA sa genialni uważam że płyta jest świetna, zupełnie inna niż poprzednie, szkoda tylko że ostatnia…

Nu-Romantik
Nu-Romantik
11 lat temu

Nie znam wcześniejszych produkcji tego amerykańskiego duetu, ale płyta „Immolate Yourself” zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Wyczucie, z którym udało im się przywołać muzyczne klimaty lat ’80 zasługuje na uznanie i szersze zainteresowanie.

bo
bo
11 lat temu

bo ta płyta jest zrealizowana w pewnej konwencji, słusznie zauważył autor recenzji, że ma wiele wspólnego z synthopopem lat 80-tych, mnie te klimaty bardzo odpowiadają i widzę immolate obok dzieł junior boys etc..uinteresująca płyta, wspaniale zrealizowana..jak dla mnie świetna.

Sergio
Sergio
11 lat temu

Dla jednych ta płyta jest najsłabsza, dla innych najlepsza (na przykład dla mnie). Szkoda Charlesa.

cycletrack
cycletrack
11 lat temu

z punktacji wnoszę, że to ok płyta, ale z tekstu to w zasadzie nie wiem jak jest. źle, że mam słabość do tej kapeli, bo posłuchałem i niestety panowie wydali najsłabszą płytę w swej karierze, naprawdę kiepska.

bojanix
bojanix
11 lat temu

może dlatego 31-letni muzyk – Charles Cooper – który Telefon Tel Aviv tworzył wraz z Joshuą Eustisem, został znaleziony martwy w poniedziałek w Chicago.

ryba16
ryba16
11 lat temu

bojanix, naprawdę widzisz jakiś związek między poziomem tej płyty a śmiercią coopera?

Polecamy