Wpisz i kliknij enter

Słuchamy nowego Depche Mode!

Na tydzień przed premierą nowego krążka Depeche Mode jeden z belgijskich serwisów opublikował ekskluzywny odsłuch całego albumu! Jak informuje nasz forumowicz Boshek, płyty „Sounds od Universe” posłuchać można na stronach www.dhnet.be/dm/. Łącznie czeka nas odsłuch trzynastu premierowych kawałków w całości! Słuchajcie i piszcie, co sądzicie!







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
26 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Furious
Furious
14 lat temu

„playing” nie dorasta do pięt SOTU. pfff… osoby, które się tu wypowiadają mają jakieś nadludzkie oczekiwania i sami są nudni jak flaki z olejem, dlatego nie podoba im się płyta na miarę SOFAD. przykro, przykro że depeche mode, zespół który liczył zawsze na swoich fanów, w tym momencie dostają zero wsparcia. powiem jedno, Ci którzy psioczą na SOTU są takimi fanami depechów jak z koziej dupy trąba.

DepesznaPszczoła
DepesznaPszczoła
14 lat temu

„Sounds of the Universe”… Po ćwierćwieczu słuchania ich, kilku małych („Ultra”) i jednym wielkim („Exciter”) rozczarowaniu nauczyłem się nie oczekiwać zbyt wiele. Ale „Playing…” ożywiło jednak nadzieję, że stare dobre DM jeszcze nie umarło. SOTU chyba jednak tę nadzieję z całą swą delikatną wyrafinowaną finezją grzebie. Pochłania ją plastikowe, jakby debiutancko niewyrobione pop-synthowe brzmienie, prawie nie różniące się od siebie brzmieniowo ani „klimatycznie” kompozycje, odgrzewana (udawana?) pseudoświeżość, nieznośna lekkość bytu a la wczesne lata 80te, od której DM już dawno nas odzwyczailo. Płyta, urozmaicana kilkoma ciekawszymi nawiązaniami do klasyki DM a la lata 80 („Wrong”, „In Chains”), a la lata 90 („Corrupt”), czy alternatywnymi rozwiązaniami („The Truth Is”), nie może jakoś przekonać słuchacza, że wyszła spod tego samego pióra, co jej wielkie poprzedniczki sprzed 20-25 lat. Może dlatego, że chyba bardzo się stara. Za bardzo. Najgorsze, że ten album wcale nie jest zły. On jest całkiem dobry. Ale to nie ta miara. Nie ta epoka. Nie ten zespół. Od DM oczekuje się czegoś zupełnie innego niż nagranie przyzwoitej płyty. Poprzeczka lata temu zawisła zbyt wysoko. I albo się ją ponownie przeskoczy, albo pozostanie ciągłe udowanianie, że „mimo wszystko jeszcze się coś tam wciąż potrafi”. Co do samych utworów: #”In Chains” – po dziwacznym, lekko absurdalnym intro następuje jeden z najlepszych utworów na płycie; szkoda tylko, że do końca nie wyeksplorowanym brzmieniowo (Hillier – zawiodłeś!); aż prosi się tu o rozwinięcie dramaturgii, o mocniejsze wejście z perkusją, o kilka efektów brzmieniowych a la SOFAD #”Hole To Feed” – obowiązkowa (niestety…) od kilku lat kontrybucja Gahana do twórczości DM. Dość nijaki, przeciętnawy, „mało-depeszny” utwór w typowym gahanowym stylu. Nadawałby się na jego album solo, a tu… po co? #”Wrong” – kto wie, czy nie najlepszy utwór na płycie. Mocny, elektroniczny; w starym dobrym depeszowskim upbeatowo-transowo-molestującym stylu. I do tego interesujący tekst, co od dawna przestało już być oczywistością dla DM #”Fragile Tension” – miła dla ucha, szybko weń wpadająca i równie szybko wypadająca popowa zapchajdziura #”Little Soul” – interesujące nawiązanie do klimatów z połowy lat 80tych; dobry, lekko „balladyzujący” kawałek w stylu utworów śpiewanych przez Gorea wieki temu na „SGR” lub „BC” #”In Sympathy” – komentarz jak do „Fragile Tension”; ten sam styl, ten sam klimat #”Peace” – dobry, acz szalenie denerwujący swoim ostentacyjnym brzmieniem a la wczesne lata 80te, utwór; może się podobać, ale – uwaga! – bardzo przypomina Erasure (czy to komplement?) # „Come Back” – jeden z utworów Gahana, w jego charakterystycznym przyciężkawym „gahanowskim” stylu, idealnie pasowałby na jego autorską płytę; wciśnięty pod sztandar DM, trochę razi swym quasi-rockowym brakiem polotu i urozmaicenia i przez to jest na pewno jednym ze słabszych punktów SOTU # „Spacewalker” – a cóż to jest? Nauka gry na pierwszym syntezatorze kupionym przez babcię na urodziny? Autopastisz? Puszczenie oka do widowni z przesłaniem „a teraz robimy sobie z was jaja”? # „Perfect” – zaraz, zaraz; czy ja już tego nie słyszałem? „In Sympathy”? „Fragile Tension”? Nie, to następny kawałek z gatunku jeszcze jedna arcysympatyczna popowa zapchajdziura. # „Miles Away/The Truth Is” – ostatnia i najlepsza z całej trójki kompozycja autorstwa Mr. Davea. Owszem, i ona bardziej stylistycznie pasuje do jego dokonań solo niż do DM, ale — trzeba przyznać – tu pojawia się naprawdę ciekawe, „odjazdowe” brzmienie o lekko gotycko-halucynogennych klimatach. Utwór męczący, ale takie muzyczne molestowanie przecież lubimy, czyż nie? # „Jezebel” – a tu niespodzianka: wreszcie, na sam koniec płyty uaktywnia się jako solista-wokalista pan Gore. Sama ballada średnio udana, w zasadzie nie wnosząca nic nowego do tego, co już od lat znamy w utworach przez niego wykonywanych – „Corrupt” – lekkie zaskoczenie; mocny akcent na koniec albumu. Właściwie lepiej późno niż wcale. Dość wyrazisty, mocno elektronicznie upbeatowy utwór, ze swoimi „przetrąconymi” gitarowymi akordami plasujacy się gdzieś pomiędzy „Personal Jesus” a „Barrel of a Gun” . Z pewnością jeden z najmocniejszych punktów na płycie. #… a potem mamy jeszcze jakieś dwie minuty ciszy i kilka „plum-plum” i „dzyń-dzyń” na pożegnanie; taki „reprise” sam już nie wiem którego z utworów, bodaj „Wrong”; jak się komuś chce czekać, to niech czeka.

Na koniec jeszcze kilka, obawiam się, że niestety retorycznych, pytań: dlaczego na zasadniczej płycie nie znalazły się takie utwory jak „Light”, „Oh, Well” i przede wszystkim „Ghost”? Dlaczego groteskowo-głupawego „Spacewalkera” nie zastąpiono lepszym „Esque”? Dlaczego w ogóle DM zabawiają się ze swą widownią komercyjnymi sztuczkami typu: „album zasadniczy”, „album rozszerzony”, „album superzozszerzony de-luxe”, „album top de-luxe z unikalnymi zdjęciami świnki morskiej Gahana” itd.? Po co ten cały cyrk? (Właściwie wiadomo, po co…) Czy publika DM, która chyba nie jest taką sobie przypadkową popową publiką, nie zasługuje na poważniejsze (czyt.: mniej ostentacyjnie komercyjne) traktowanie? Jak się czuje, że się nagrało masę ciekawych utworów, to klawo – wydaje się (pierwszy notabene w historii) podwójny album i wszyscy popiskują z zachwytu! No, ale to chyba byłoby możliwe tylko w Mute i w latach 80tych… One touch is all it took To draw you in To leave you hooked One kiss, you paid the price You had a taste Of paradise

Coldaim
Coldaim
14 lat temu

Krążek zaczyna się jak jedna z płyt Roberta Wyatta. Zlepek dźwięków, które mają doprowadzić do zagłady wszechświata. Przy pierwszym odsłuchu pomyślałem,”nieźle”, zaraz usłyszę najlepszy opener od czasu „World In My Eyes”. To jednak closer, a dokładnie „Higher Love” z SOFAD. Charakterystyczny głos Gahana, bardzo mocny, chropowaty, ale już nie ten sam, zapraszający nas na parkiet w house’owym blasku jak na początku lat 90. W 1:47 wchodzi efekt ‘wah-wah’, który prawdę powiedziawszy irytuje. Podbicie bitu w 2:29 nie zmienia nic w tym ‘w końcu trzeba to powiedzieć’ nudnym kawałku. Motyw na wysokości 3:37 pamięta jeszcze czasy „Some Great Reward”. Kawałek trwa prawie 7 minut. Zadziwiające jak na singlowy charakter zespołu.
więcej na: http://coldaim.blogspot.com/

muted
muted
14 lat temu

Po bardziej uważnym przesłuchaniu stwierdzam, że SOTU to zdecydowane brzmieniowe nawiązanie do korzeni DM (np. „A Broken Frame”). Wykonawcy tego formatu co DM gdy chcą brzmieć bardziej nowocześnie / współcześnie stają się śmieszni i nienaturalni. Czerpiąc z własnych korzeni, nie próbując upodobnić się na siłę do współczesnego mainstreamu, DM dokonują ruchu przemyślanego i moim zdaniem bardzo trafnego. To współcześni twórcy czerpią z DM a nie na odwrót, tak więc uaktualniając swoje brzmienie wystarczyło wykonać taki banalny, ale jakże skuteczny comeback 🙂 [gdyby dodać trochę szorstkich gitar kawałek „My Secter Garden” z 82 r. mógłby spokojnie znaleźć się na SOTU!].

marcabru
marcabru
14 lat temu

ja sie kajok tez nigny nie zalapalem na zajawke pod tytulem depeche mode, dla mnie to pop. kawalki na mtv wpadaly mi kidys w ucho i tyle, ciekawe jaki singiel tym razem bedzie lecial w stacjach muzycznych, pewnie sie znow znajdzie taki co wpada.

Siemomysl
Siemomysl
14 lat temu

troll2: Nie słyszałem w życiu ani jednej płyty!

K0$+3k
K0$+3k
14 lat temu

Nie słyszałem w życiu ani jednej płyty Depesz Mołd.

bojanix
bojanix
14 lat temu

Wiecie dlaczego SOTU nie będzie przełomową płytą, tylko kolejną płytą w dyskografii DM – takim zbiorem piosenek – niczym więcej? Po kilkakrotnym przesłuchaniu odnoszę wrażenie, że wiem już czemu. Naprowadziło mnie na to również spostrzeżenie „muted”.

muted: „Dużo archaicznych brzmień? TAK…takie są teraz trendy.”

Właśnie – takie są teraz trendy. Zgadza się, Analogi, chiptunowe dźwięki – jest tego mnóstwo na SOTU.
I to jest właśnie powód dla którego SOTU nie będzie przełomem. Wszystkie ich płyty, na których znalazły się ich wielkie przeboje robili POD PRĄD trendom. Nie zastanawiali się „jak się dzisiaj gra”. Robili coś zupełnie inaczej – jak w przypadku MOTM czy Violatora. Dzisiaj płyną z prądem popkultury, idąc na łatwiznę, zarabiając swój kesz, nie martwiąc się zbytnio o to co tak na prawdę zamieszczają na płycie.
SOTU to kilka ładnych melodii, okraczonych brzmieniami starodawnymi, święcącymi tryumfalny powrót, ale żadnych przełomowych – jak choćby „Poliy of Truth” ze wspomnianego Violatora.
No i tylko ta gitara w „Come Back” – dla mnie najlepszy track na płycie.

Krych
Krych
14 lat temu

No tak – można i należy dać temu albumowi szansę. Tyle że wrażenia, po n-tym przesłuchaniu co najwyżej „podskoczą” ze „słaba” na „przeciętna”. To jest płyta bezwysiłkowa, bezbarwna, bez jaj, bez melodii. Jasne – kilka momentów jest fajnych, parę motywów może i zostanie w głowie i będzie tam jakiś czas dzwonić, co nie zmienia faktu iż są to wyjątki w szarzyźnie. Ta płyta nie ma koloru. I w tym przypadku – jest to minus. Wieeelki minus. Niestety 🙁

muted
muted
14 lat temu

Dużo archaicznych brzmień? TAK…takie są teraz trendy. Przecież nie mogli nagrać następnego Violatora!!! Trzeba brać pod uwagę kontekst powstawania płyty, mamy 2009 rok! Utrzymanie się na rynku zakłada postęp, jeśli ktoś stoi w miejscu to znaczy, że się cofa. SOTU to płyta nowoczesna nie pozbawiona jednak klimatu klasycznego DM…bardzo dobra 🙂

goodnightvienna
goodnightvienna
14 lat temu

muted – przybij piątkę!
😉

Jerk
Jerk
14 lat temu

Zdecydowanie odradzam przyzwyczajanie się do wrażenia, z jakim zostaje się po pierwszym przesłuchaniu. Ja minę miałem nietęgą, zaś słowo nasuwało się tylko jedno – rozczarowanie. A – moim zdaniem – prawda o SOTU jest taka, że to jeden z najdłużej „przegryzających” się albumów w karierze Depeszy. Naprawdę warto poświęcić mu trochę czasu, bo ocena zmienia się diametralnie. Pozdrawiam!

goodnightvienna
goodnightvienna
14 lat temu

Opinia przytoczona przeze mnie zamieszczona została na stronie HMV przez jednego z klientów,nie sądze,żeby HMV bawił się w preparowanie recenzji w celu zwiększenia zbytu. SOFAD najlepsza? coż,każdy ma swoje zdanie,ja uważam,że apogeum wszystkiego co najlepsze w DM znalazło się na płytach Black Celebration/Music For The Masses,najbardziej wysmakowane dzieło zaś według mnie to Ultra,ale co fan to opinia,szanujmy to.
Chris – widzę,że jesteś ekspertem,po czym to oceniasz? może celowo chcieli tak zabrzmieć?no dobra,jedź do Horsham i powiedz Alanowi,żeby wpadł następnym razem do studia i nauczył Hilliera jak obsługiwać analogi,ehhhhh.. :/

m4p
m4p
14 lat temu

Najlepsze recenzje powstają z perspektywy czasu, gdy emocje opadają. I nie są raczej zamieszczane na stronach sklepów bo te zainteresowane są jak najlepszą sprzedażą, na którą mają wpływ marketingowe hasła typu „the best album since Violator”. A najlepszym naprawdę był i chyba już pozostanie „Songs of Faith and Devotion”.

chris
chris
14 lat temu

Solidna płyta haha goodnightvienna nie rozbrajaj mnie. Na tej płycie brzmią, jakby dopiero uczyli się obsługi analogów.

goodnightvienna
goodnightvienna
14 lat temu

p.s. uważam,że brytyjczycy są najlepszymi krytykami jeśli chodzi o muzykę,oto co napisano na stronie sklepu HMV:
„The album needs a few listens before it sticks in your mind, but the reaction from long term fans is that this is the best album since Violator”
Nic dodać,nic ująć. Solidna płyta. Słucham ich mniej więcej od 1985/86,choć to nie ma większego znaczenia. Słyszałem jedynie fragmenty,całości posłucham jak kiedyś po zakupie w sklepie,jak za dawnych dobrych czasów 🙂

chaoss_
chaoss_
14 lat temu

coz srednio sie podoba, ale tez nigdy wszystkiego od nich nie uwielbialem. Wole posluchac „Playing…”

goodnightvienna
goodnightvienna
14 lat temu

Gadki o Wilderze mnie rozwalają ahahahah 🙂 i bez niego nagrali dobre płyty „A Broken Frame” i „Ultra” – nie przeceniajcie go,on sam wszystkich płyt DM w końcu nie nagrał,były przecież takie osoby jak Gareth Jones,Dave Bascombe,Flood,Eric Radcliffe i last but not least – Daniel Miller i cała masa innych ludzi.kurde,przesadzacie z tym Wilderem. Z resztą – jego „Subhuman” to też niestety porażka,nie ma co ukrywać,to samo mięcho co „Liquid”,ale podane inaczej. Jestem pewien,że powrót Wildera na łono zespołu niewiele by zmienił,już widzę Wasze miny gdyby nagrał z nimi klapę gorszą niż np „Exciter” co jest wielce prawdopodobne 🙂

chris
chris
14 lat temu

Każda legenda niesie za sobą mit. Mit DM przeminął, legenda upadła.
Wilder po odejściu zabrał ze sobą przebojowość, pomysły, duszę.
Jak ktoś twierdzi, że SOTU jest dobre to niech posłucha Songs Of Faith And Devotion Live. Psychari podpisuję się pełną gębą – Artystyczna Klapa Roku.

psychari
psychari
14 lat temu

Artystyczna Klapa Roku – archaiczna elektronika, brak pomysłu i polotu – DM to już tylko mit!

sbk
sbk
14 lat temu

Płyta nie jest aż taka słaba jak większość psioczy 🙂 ale fakt że bez fajerwerkow.. po depeszach spodziewałem się dużo więcej

Gasin
Gasin
14 lat temu

nie jestem fanem DM, w zasadzie w ogole ich nie slucham, a jednak ten album mnie zaskoczyl… i oczarowal. nowoczesnie zaaranzowany. swietny album.

kosecki
kosecki
14 lat temu

To już jest koniec Depechów. 🙁

m4p
m4p
14 lat temu

Ja na razie jestem właśnie na etapie „bez wyrazu, bez pazura”. No ale zobaczymy za parę dni bo dziś rano łaził mi po głowie kawałek Jezebel

mikikerd
mikikerd
14 lat temu

slucham tego juz kilka dni, za pierwszym razem bylem niezadowolony z efektu. calosc wydala mi sie bez wyrazu, bez pazura… ale jak powiedzialem bylo kilka dalszych odsluchow i jest… coraz lepiej. brzmi fajnie to juz jest cos na zaczepke (nie tylko te gitary, piesze jako gitarowy czlowiek), mam bilety na koncert i czuje ze do czasu konfrontacji live, material bedzie mi juz bliski… dobre nagrania z reguly „wchodza” nie za pierwszym razem!

bojanix
bojanix
14 lat temu

To co mi się podoba w nowym DM to gitary. Szczególnie podchodzi mi gitara w „Come Back”. Jakby tak wyciąć wokal i rytm w tym tracku, to sądzę, że sam Fennesz by się tak zniszczonej gitary nie powstydził 🙂 – bardzo Fenneszowa

Polecamy