Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.

Claro Intelecto – In Vitro – Volume 1 & 2
Paweł Gzyl:

Piękna, ale niemodna muzyka.

Paweł Doskocz / Vasco Trilla – Hajstra
Jarek Szczęsny:

Nieprawidłowości w działaniu zmysłów.

Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.



Metropolitarny Sheehan

Nowa Zelandia to kraj, z którego pochodzi wielu ciekawych muzyków i producentów. Odkryciem z Oceanii może być również Rhian Sheehan. Autorem tekstu jest Marcin Niewęgłowski

Na początek warto przypomnieć, że z Nowej Zelandii pochodzą także książę elektronicznego soulu, fenomenalny Mark De Clive Lowe, Recloose oraz spora reprezentacja dość znanych, drumnbassowych projektów (Concord Dawn, Bulletproof, State of Mind). Ale to oczywiście nie wszyscy, bo np. jeszcze do niedawna nie była mi znana twórczość Rhiana Sheehana. Jak do tej pory zapisał się on raczej jako producent przyjemnych, przestrzennych chillloutowo-downtempowych kompozycji. Parę z nich pojawiło się nawet na składankach z serii „Cafe del Mar” oraz na Youtube: My Absolution (z albumu „Paradigm Shift”) oraz Hiding Place i Boundaries (z drugiego longplaya „Tiny Blue Biosphere”).

I ze względu na ten ostatni bardzo ciężki, futurystycznie triphopowy numer dochodzę do wniosku, iż Sheehana nie można bezmyślnie wrzucać do nurtu chillout. Bo jego najnowszy trzeci studyjny album to już inna bajka. „Standing In Silence”, który powstał podczas podróży do Indii, Hiszpanii i Japonii, to międzymetropolitarna ścieżka dźwiękowa. Przez pierwsze dwadzieścia minut panuje ambientowo-morski ulotny klimat jakby wyciągnięty z bajki, którego wzieńczeniem jest idmowy zgiełk „Standing In Silence Part 6”. Druga część „Standing In Silence” to już orkiestrowa, filmowa gra Sheehana wraz z zaproszonymi gośćmi. Słuchając motylkowych skrzypiec „Standing In Silence Part 9” samoistnie przechodzi po plecach gęsia skórka.

Rhian zmienił się nie do poznania. Po raz kolejny udowadnia, że warto wykorzystywać synergię z elektroniki i muzyki neoklasycznej. Przygotował bardzo ludzki plan podróży od natury po technologię łącząc to wszystko w jedną organiczno-technologiczną całość. W przeciwieństwie do Benna Jordana z kosmologicznego albumu Pale Blue Dot, Sheehan skonstruował żywy poemat idealnie wpisujący się w maksymę Terencjusza „Człowiekiem jestem, i nic co ludzkie, nie jest mi obce”.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.