Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Metropolitarny Sheehan

Nowa Zelandia to kraj, z którego pochodzi wielu ciekawych muzyków i producentów. Odkryciem z Oceanii może być również Rhian Sheehan. Autorem tekstu jest Marcin Niewęgłowski

Na początek warto przypomnieć, że z Nowej Zelandii pochodzą także książę elektronicznego soulu, fenomenalny Mark De Clive Lowe, Recloose oraz spora reprezentacja dość znanych, drumnbassowych projektów (Concord Dawn, Bulletproof, State of Mind). Ale to oczywiście nie wszyscy, bo np. jeszcze do niedawna nie była mi znana twórczość Rhiana Sheehana. Jak do tej pory zapisał się on raczej jako producent przyjemnych, przestrzennych chillloutowo-downtempowych kompozycji. Parę z nich pojawiło się nawet na składankach z serii „Cafe del Mar” oraz na Youtube: My Absolution (z albumu „Paradigm Shift”) oraz Hiding Place i Boundaries (z drugiego longplaya „Tiny Blue Biosphere”).

I ze względu na ten ostatni bardzo ciężki, futurystycznie triphopowy numer dochodzę do wniosku, iż Sheehana nie można bezmyślnie wrzucać do nurtu chillout. Bo jego najnowszy trzeci studyjny album to już inna bajka. „Standing In Silence”, który powstał podczas podróży do Indii, Hiszpanii i Japonii, to międzymetropolitarna ścieżka dźwiękowa. Przez pierwsze dwadzieścia minut panuje ambientowo-morski ulotny klimat jakby wyciągnięty z bajki, którego wzieńczeniem jest idmowy zgiełk „Standing In Silence Part 6”. Druga część „Standing In Silence” to już orkiestrowa, filmowa gra Sheehana wraz z zaproszonymi gośćmi. Słuchając motylkowych skrzypiec „Standing In Silence Part 9” samoistnie przechodzi po plecach gęsia skórka.

Rhian zmienił się nie do poznania. Po raz kolejny udowadnia, że warto wykorzystywać synergię z elektroniki i muzyki neoklasycznej. Przygotował bardzo ludzki plan podróży od natury po technologię łącząc to wszystko w jedną organiczno-technologiczną całość. W przeciwieństwie do Benna Jordana z kosmologicznego albumu Pale Blue Dot, Sheehan skonstruował żywy poemat idealnie wpisujący się w maksymę Terencjusza „Człowiekiem jestem, i nic co ludzkie, nie jest mi obce”.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.