Wpisz i kliknij enter

Swayzak – Loops from the Bergerie


Swym poprzednim autorskim albumem [Dirty Dancing, 2002] panowie David Brown i James Taylor nakreślili definicję dub-techno-popu, jakkolwiek by nazywać bardzo minimalistyczne, do przesady syntetyczne konstrukcje i arażnacje swayzakowych piosenek. Ta punkwa miejscami energia, jaka biła z tego tanecznego albumu stała się w pewnym sensie znakiem rozpoznawczym duetu – panowie wzięli bowiem na warsztat modę odwołującą się do syntetycznych brzmień lat 80, następnie doprowadzili ją, na swój sposób, do formy wręcz ekstremalnej – kto słyszał takie kawałki jak „In the Car Crash” wie o czym piszę. Jednej, dość konkretnej formy nie można jednak eksploatować zbyt długo, i chyba właśnie taka myśl przyświecała Swayzakowi podczas prac nad premierowym materiałem.
Rok temu Brown i Taylor przenieśli się na wieś – wybrali położony pod Montpelier dom zwany Bergerie, gdzie stworzyli swe własne, małe studio nagraniowe. Cztery tygodnie później zawartość nowego albumu była mniej-więcej gotowa. Ostatecznego miksu dokonano już w Londynie, jednak wszystkie kompozycje powstały właśnie w wiejskim Bergerie. Motto „powrotu do natury” od początku więc przyświecało pracom nad tym materiałem. „Nie chcieliśmy tworzyć kolejnego wygenerowanego na laptopie albumu. Po techno-popowym Dirty Dancing mieliśmy ochotę na bardziej naturalne, analogowe brzmienia”. Podczas prac na „Loops..” laptop był więc bardzo często zastępowany przez starszy sprzęt, pamiętający jeszcze lata 70 czy 80. „Laptop był jedynie naszym…wielośladem” – mówią dziś muzycy. Jak więc brzmi ten nowy krążek Swayzaka? Przede wszystkim – jest cieplejszy. Wydaje się, że – mimo większej ilości brzmieniowych eksperymentów – „Loops from the Bergerie” jest płytą przystępniejszą, bardziej przyjazną niż „Dirty Dancing”. Konstrukcja poszczególnych kawałków opiera się na większej ilości płaszczyzn – jest tutaj po prostu więcej dźwięków, więcej pomysłów, jest sporo kombinowania, próby nasycenia tej tanecznej przecież muzyki jakąś dawką muzycznego eksperymentalizmu. I podczas gdy idea poprzedniego krążka opierała się na brzmieniowym minimaliźmie – tutaj dzieje się więcej, zdarzają się tak rozbudowane kawałki jak 8080 – porywające siedem i pół minuty dudniące rytmem, z tradycyjnie brzmiącą gitarą i francuskim tekstem. Nad całością, razem ze Swayzakiem współpracował Kenny Paterson, znany z pracy nad albumami Placebo czy Broadcast. Jak mówią muzycy – współpraca przebiegała na tyle sprawnie, iż Paterson traktowany jest już jako trzeci pełnoprawny członek zespołu. Inaczej niż na „Dirty Dancing” przebiegała również praca z wokalistami. Muzycy nie wysyłali swych loopów mailem, po prostu zapraszali wybranych artystów do Bergerie i tam wspólnie pracowali nad poszczególnymi utworami. I tak na „Loops from the Bergerie” usłyszymy Benjamina Zephaniaha, Kirsty Hawshaw, Clair Detrish czy Richarda Davisa, który zaśpiewał w singlowym, najbardziej chyba przebojowym kawałku „Another Way”.
Elektronika wraca więc do natury – choćby za sprawą analogowego instrumentarium, które jeszcze raz potwierdza, iż spokojnie może konkurować z najnowszymi technikami tworzenia i rejestracji dźwięku. Nagrana na wsi taneczna elektroniczna płyta – czemu nie, tym bardziej, iż Swayzak dostarcza nam porcję naprawdę udanych dźwięków; „Loops from the Bergerie” jest więc lekkim odejściem od totalnej syntetyki w stronę cieplejszych brzmień. Nic specjalnie odkrywczego, wszystko jednak na odpowiednim, bardzo wysokim poziomie.
2004







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
t
t
14 lat temu

och, jak ja lubie te plyte…poznalem ja u progu XXI wieku, to bylo prawdziwe odkrycie electro.:)

Polecamy