Wpisz i kliknij enter

Joergmueller – Mjiu


Mueller urodził się w 1978 roku w Kolonii, a muzyczną karierę zaczynał od gry na gitarze i komponowania kiepskich piosenek dla kiepskiej publiki. Potem połączył siły z kumplem i wspólnie zbudowali pierwsze, małe studio. Artysta zderzył się z nowoczesną produkcją i zajął się tworzeniem elektroniki. W 2001 wyszła jego pierwsza epka „5 Schritte im Kreis”, rok później „Hexa”, następnie „Parat”, „Dipol 01” i „feder.masse”. Teraz, nakładem Shoreless Recording świat ujrzała „Mjiu” – ponad półgodzinna wędrówka na falach tech-dubu i piany elektronicznych drobiazgów, podczas której będziemy zanurzać się między innymi w głębinie ambientu.
Mueller zaczyna spokojnie, od podzwaniającego „Mak”, który gdzieniegdzie uderzy mocnym, cyfrowym kickiem, chlaśnie hatami, a także odbije się drewnem pałeczki perkusyjnej; w tle zapłonie sztucznym ogniem, tak jakby dźwiękowiec w teatrze miął słomę, aby wywołać efekt paleniska, zaś co chwilę będzie się wyłaniał pad. Tworzy to nastrój chaosu na niby, chaosu japońskiego poranka. „For Yoshi” rozlega się błyskami akordów i nieskoordynowanymi a nastrojowymi chrzęstami, do czego miękko klaszcze stopka, zaś głęboki bas drga niczym deep house’owy kontrabas Black Jazz Consortium. Ów nieczęsto słyszany patchwork brzmi spójnie, pomimo że łączą się tu bezkompromisowe (choć nienachalne) eksperymenty z popową wrażliwością „kompaktowców”.
„Senko” zaczyna się przefiltrowanym loopem uderzenia piłeczki tenisowej – podobny trik, lecz z większą finezją, zastosował DJ Koze w „40 Love”. Ten utwór w ogóle przywodzi na myśl album Kozalli „Kosi Comes Around” i zastosowanymi brzdękami pierwszy z niego kawałek – „Estrellę”. Usłyszymy udziwniony house, gdzie na warstwę perkusyjną nałożono wszelakie powykręcane ozdoby dźwiękowe. „Oikona” to z jednej strony minimal techno tłuczące podwodnym basem, na które z drugiej nacierają rozległe klawisze, szkliste sople oraz dźwięczący urwany klakson.
Ostatni kawałek („Makuri”) plasuje się gdzieś pomiędzy nieokreślonością Jessego Somfay’a i gęstością brzmienia Vladislava Delay’a. Niespokojny, rozdygotany pad jest tłem dla żywych, choć odrealnionych trzasków i szumów. Utwór przewija się niczym zestarzała taśma celuloidowa, z której prześwietlają niewyraźne kontury akcji.
Joerg Mueller stworzył muzykę, klejąc w jedno dub techno, IDM, ambient oraz dorzucając od siebie nieco eksperymentu. To nawet zaskakujące dzieło, przynoszące lekką bryzę świeżości. Na bazie tanecznych rytmów artysta osadził eksperymenty brzmieniowe nie ograniczając się do użycia niebanalnych dźwięków, lecz także osadzając je w utworach w niekonwencjonalny sposób. Dzięki temu „Mjiu” przymila się do słuchacza na dwa sposoby i staje się wartą polecenia płytą.
Shoreless 00.5, 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy