Wpisz i kliknij enter

Gonjasufi – A Sufi And A Killer


Poeta, piosenkarz, raper, DJ, nauczyciel yogi – to tylko niektóre przymioty Sumacha Ecksa vel Gonjasufi. Nie jest to żaden żółtodziób, bo choć wielu usłyszało o nim dopiero przy okazji płyty „Los Angeles” Flying Lotusa sprzed dwóch lat, Ecks na kalifornijskiej scenie muzycznej obecny jest znacznie dłużej, bo od początku lat 90. Podobno mieszka na pustyni Mojave pod Las Vegas, jest także zdeklarowanym wyznawcą sufizmu (mistycznego nurtu islamu) i nałogowcem po odwyku, ale sądząc po niektórych fragmentów pełnometrażowego debiutu, niewykluczone że nadal lubi sobie przypalić. Nie żeby to był zarzut; niestety, są inne.

„Nie jestem zwolennikiem efektów komputerowych (…) Kiedy widzę na koncercie gościa z komputerem, mam ochotę iść na scenę, zrzucić z niej komputer i zapytać: Co teraz? (…)” – przy takim stwierdzeniu, które w jednym z wywiadów padło z ust Gonjasufi *, dziwi wybór producentów płyty: Flying Lotusa, Gaslampa Killera i Mainframea – bądź co bądź laptopowców, zresztą całkiem zdolnych. Biorąc pod uwagę możliwościach tego tria, „A Sufi And A Killer” nie powala brzmieniem, wręcz trochę nim przynudza, nawet pomimo niewątpliwego eklektyzmu całości. Album jest bowiem swoistym przekrojem muzycznym ostatniego półwiecza.






Ten swoisty kosmopolityzm działa zarówno z pożytkiem dla albumu, jak i na jego niekorzyść Doprawdy, czego tu nie ma! Staroświecki trip-hop żywcem przeniesiony z ulic Bristolu, psychodelia rodem z lat 60., dub, blues, soul, folk, punk, jazz, hip-hop, elektronika oraz sample z muzyki tureckiej i hinduskiej i Allah wie co jeszcze. A jednak ten swoisty kosmopolityzm działa zarówno z pożytkiem dla albumu, jak i na jego niekorzyść; o ile erudycja Gonjasufi robi wrażenie, o tyle tej multigatunkowej miksturze zwyczajnie brakuje koherencji. W rezultacie całość rozpada się na pojedyncze atomy, zaś jedyne wspólne ogniwo stanowi charakterystyczny, pełen lamentu i fałszywych nut wokal Ecksa, który na zmianę deklamuje, śpiewa, krzyczy i mruczy.

„Chciałem, żeby ten album niemal ranił bębenki uszne, szokował ludzi surowym i twardym brzmieniem” – poniekąd tak rzeczywiście się stało, ale nie jestem pewien, czy w sensie, o który chodziło autorowi. Być może tak, w końcu on sam twierdzi, że bez muzyki byłby niebezpiecznym człowiekiem, zaś „A Sufi And A Killer” miał ilustrować „toczoną przez dwie przeciwne strony osobowości walkę o duszę”. To by tłumaczyło nie tylko trochę naiwną otoczkę, powiedzmy, mistyczną, ale też schizofreniczne rozstrzelenie stylów. Czasami „mniej” rzeczywiście znaczy „więcej”.

Głosy zewsząd mówią, że to płyta dobra. Ja nie mówię, że jest zła, tylko że mnie rozczarowała. Warto pamiętać, że szwy na szyi pupila były jeszcze całkiem świeże, gdy doktor Frankstein wrzeszczał: „To żyje!”.

* P.S. Rzeczony wywiad znajduje się tutaj.
Warp Records, 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin Chleb
Marcin Chleb
11 lat temu

dla mnie jedna z plyt roku. bez dwoch zdan.

Mlody_chlopak
Mlody_chlopak
11 lat temu

Bardzo lubię miśków takich jak ryba, gość nie za bardzo czai o co chodzi, ale jedzie na to coś. Zdaje się, że jeśli ktoś ma jakiekolwiek muzyczne kompetencje, jest chociaż lekko osłuchany to, jestem pewien, musi docenić tę płytę, a to czy się podoba czy nie to inna historia.

ryba16
ryba16
11 lat temu

pierdy, trzaski i zgrzyty plus placzliwy glosik nawiedzonego pseudomistyka… i to ma byc nowa muzyka? panu gonjasufi juz podziekujemy.

raskain
raskain
11 lat temu

podtrzymuje solidność czwórki.Album lirycznie i muzycznie broni się w zalewie czystych dźwięków swym brudem.

laudia
laudia
11 lat temu

Kohenrencyjny pierwiastek to potężna chmura puszczona prosto w twarz całej „nowej” muzyce. Nawet jeśli dla niektórych przeważa tu chaos, rażą jakieś niedorobki – godny zamysł, solidna czwóra ode mnie.

sobek
sobek
11 lat temu

jest na tym albumie kilka utworow od ktorych nie moge sie oderwac, ale całość strasznie męczy i zniechęca.
odseparowałem 5-6 utworow, a do reszty raczej nie bede wracał.
bedę wypatrywał kolejnych wypocin GanjaSufi, bo potencjał chłopak ma 🙂

stachman
stachman
11 lat temu

No ja po pierwszym zachlysnieciu tez nieco stonowalem podejescie do albumu… Proba czasu na krotki dystans zawalona. Zobaczymy jak sie sprawdzi na dystatnsie dlugim…

paide
paide
11 lat temu

zgadzam się z Craususem – recenzja na duży plus, muzyka już słabiej, a w zasadzie to bardzo szybko wyleciała z mojego playera, była bardziej odpychająca niż interesująca.

Crausus
Crausus
11 lat temu

świetna recenzja, mimo, że jeszcze nie jestem pewien, czy się z nią zgadzam 🙂

Polecamy