Wpisz i kliknij enter

Ikonika – Contact, Love, Want, Have


Na wstępie muszę przyznać, że nie należę do fanów labelu Hyperdub, przynajmniej w jego obecnej kondycji. Oczywiście nie uważam go za label zły, bo w końcu nie można tego powiedzieć o wytwórni, która dała nam Memories of the Future autorstwa Kode9 & The Spaceape czy oba dotychczasowe albumy Buriala. Twórczość tych właśnie postaci przyciągnęła moją uwagę do tego labelu w okresie jego kształtowania – z jednej strony numery futurystyczne i hipnotyczne, z drugiej zaś twórczość zdecydowanie bardziej emocjonalna, wykraczająca poza typowe ramy dubstepu. Jednak z czasem zauważyłem, że z praktycznie każdym kolejnym releasem moja sympatia do Hyperdub zanika i choć wiem, że jest to label niewątpliwie zasłużony i wydawanym materiałem zdobywa całkiem spore rzesze zwolenników, to ja jednak do nich już dawno przestałem należeć.

Dzisiaj Hyperdub stawia na rozwój bardziej eksperymentalnego odłamu dubstepu ze słyszalnymi wpływami brzmień 8-bit czy klimatów 2-stepowych, czerpiąc obecnie zdecydowanie rzadziej z ambientu. W tej lidze Hyperdub znajduje się z pewnością w ścisłej czołówce sceny dubstepowej, a od czołówki wymaga się oczywiście konkretów i jednym z nich miał być długo oczekiwany album „Contact, Love, Want, Have” autorstwa Sary Abdel-Hamid znanej muzycznemu światu lepiej jako Ikonika.

Właściwie już po wcześniejszych releasach na Hyperdub można było mniej więcej spodziewać się jaki styl zdominuje album Ikoniki – wyraźne nawiązania do 8-bitu i wszechobecne melodie syntezatora to przewodnie motywy „Contact, Love, Want, Have”. Zresztą najlepiej będzie przytoczyć samą Ikonikę, która niecały miesiąc temu wypowiadała się na temat swojego albumu w wywiadzie dla bloga blackdown. Co ciekawe, stwierdza tam, że na dubstep trafiła zupełnie przypadkowo i nie czuła się godna reprezentowania Hotflush, zaś w samej kwestii muzycznej, pytana o typowe dla niej fałszujące, dysharmonijne melodie, Ikonika odpowiada, że po prostu nie wie, jak grać poprawnie, dlatego spontanicznie tworzy zlepek dźwięków aż wyjdzie z tego coś fajnego. Mówi, że chce, by w ten sposób jej muzyka przekazywała emocje – będąc właśnie czymś tworzonym intuicyjnie. Problem jednak w tym, że ta spontaniczność ociera się niebezpiecznie o chaos i przypadkowość, nazbyt uciążliwą wręcz w przypadku niektórych numerów.
Nie sposób uniknąć odniesienia do płyty 2562 „Unbalance”, gdzie jednak słychać było, że ten pozorny chaos służy czemuś więcej i generalnie ma to wszystko sens. Tutaj, niestety, ciężko podejść do tego albumu poważnie, bo i wygląda na to, że w samym zamierzeniu „Contact, Love, Want, Have” nie miał być czymś poważnym, a raczej czymś stworzonym pod wpływem impulsu i służącym lekkiej rozrywce i jeśli takie było zamierzenie, to album spełnia te przesłanki co najmniej bardzo dobrze. Jeśli nie szukać tu głębokich, ‘dostojnych’ kompozycji a skupić się na swawoli i frywolności producenckiej, to płytę z pewnością można ocenić bardzo wysoko. Co więcej, sama jakość i brzmienie produkcji jest rewelacyjne – uwypuklone zostaje to, w czym Ikonika odnajduje się najlepiej, czyli powykręcane syntetyczne melodie, których jest tu pod dostatkiem i choć pierwszy, nieco stonowany „Ikonoklast (Insert Coin)” nie zapowiada tej werwy, którą Ikonika starała się włożyć w swój materiał, to dalsza część płyty jest bezsprzecznie solidnym rozwinięciem motywu przewodniego. Jak wspominałem wcześniej, słychać tu akcenty 8-bitowe np. w dynamicznym, breakbeatowym „Psoriasis”, kosmicznym „Continue?” czy połamanym „Idiot” o dźwiękach rodem z Tetrisa. Z kolei „They Are All Losing the War” to wyraźny ukłon w stronę 2-stepu, dodatkowo stylizowanego popowo. Sama Ikonika zresztą przyznaje, że lubi inspirować się popem czy rnb, stąd też i nie dziwne, że spora część materiału z jej albumu przeznaczona jest na parkiet – czego sama też nie ukrywa. Zdarzają się też jednak akcenty bardziej ‘miękkie’ – taki np. „Heston” to powolna podróż w bańce mydlanej na dno oceanu czy bajkowy, niczym zagrany z elektro-katarynki „Red Marker Pens (Good Ending)”.

Co by nie mówić, „Contact, Love, Want, Have” to płyta naprawdę solidnie wyprodukowana. W kwestii dźwięków wyraźnie podkreślona jest pierwszoplanowa rola syntetycznych melodii, przy dość skąpych, choć bynajmniej niemrawych beatach i raczej subtelnych basach, które robią tu za delikatne tło. Z pewnością o to chodziło, lecz zabieg ten wydaje się nie tyle karkołomny, co jednak dość ryzykowny – wszędobylskie dysharmonijne linie melodyczne, choć rzeczywiście ciekawe, bezkompromisowe i oryginalne na pierwszy rzut ucha, po jakimś czasie zaczynają być irytujące i mimowolnie ciśnie się na usta pytanie, czy to wciąż jest dubstep. Można oczywiście zauważyć ewolucję tego gatunku w nieraz bardzo różnych kierunkach, ale czy album Ikoniki można właściwie rozpatrywać w ramach tego, co typowe dla dubstepu? Osobiście kierowałbym się ku odpowiedzi na ‘nie’, ale takie stwierdzenie oczywiście nie miałoby na celu krytyki, a raczej spostrzeżenie tego, że mamy do czynienia z kolejnym nowatorskim produktem spod szyldu Hyperdub, przekraczającym standardowe ramy tego, co zwane powszechnie dubstepem i wkraczającym na nowe terytoria. Nie każdemu musi się to podobać, ale z pewnością nie da się przejść obok tego obojętnie.

Hyperdub, 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
mallemma
mallemma
10 lat temu

dobry dubstep, acz zrozumiałam b późno 🙂

noekeller
noekeller
10 lat temu

Heh…, z ust mi to wyjąłeś Microtonal Man. W pełni się z Tobą zgadzam.

[microtonal man]
[microtonal man]
10 lat temu

autor recenzji ma racje; nie da sie przejsc kolo tego albumu obojetnie, poniewaz pojawia sie pytanie – co sie dzieje z kondycja muzyki skoro ktos decyduje sie wypuscic na rynek taki album ? znamienna rzecz: „Ikonika odpowiada, że po prostu nie wie, jak grać poprawnie, dlatego spontanicznie tworzy zlepek dźwięków aż wyjdzie z tego coś fajnego. „. swietnie. byc moze wszyscy powinismy cos tam poklikac, wyslac material demo do Hyperdub i wydac album ? Takie podejscie to nie tylko HD zreszta, sluchajac Gonjasufi i kilku innych, mam wrazenie ze wszystkie labele postanowily po macoszemu podejsc do sprawy wydajac mierne albumy bedace zlepkiem byle-jakich kawalkow ktore niczemu nie sluza oprocz pokrzywionej, nieudanej i zdyshamronizowanej zabawy gluchego. Jesli uznac (wogole) calosc dzialanosci Hyperdub za wyjatkowa (czyzby ze wzgledu na album kode9 & spaceape ? tenze byl niczym wiecej niz zlepkiem trackow wyroslych na wykorzystaniu jednej, nudnej formuly, tlusty bas, gleboki glos, troche plumkania, hype = sukces w UK, gdzie o sukces latwo i tak biorac pod uwage ze wiekszosc ludzi slucha tam Gorillaz, Snow Patrol, Sugarbabes i U2) to ten album sprowadza label na ziemie z glosnym, tlustym dubstepowym tapnieciem. po 2 tracku nie tylko syntezatory sie nudza, bo oprocz histerycznego klawiszowania nawet bas/hi-hat nie wprowadza nic poza to co poznalismy 8 lat temu odpalajac piracka kopie Fruuity Loops 3 i mieszajac galkami do „default preset”. jesli ktokolwiek inny nagralbym taki album posadzony by zostal albo o gluchote, albo o prowokacje, albo o zanik formy tak wielki ze trzeba by bylo szukac pracy w biurze matrymonialnym. nei wiem czy efekt tutaj stanowi nazwisko tej pani bedace (chyba) malym „novum” w swiecie zagarnietym przez klony z wysp brytyjskich tasmowo produkujace nudne dubstepowe single remasterowane chyba na jednym i tym samym komputerze w londynie, byc mzoe chodzilo o to zeby bylo „inaczej” i fakt. dobrze ze gdzies ktos stara sie wypuscic na rynek cos nowego. ale nie poswiecajmy nowatorstwa muzycznego tylko dla checi zaistnienia bo przez to na polkach bedzie goscic coraz wiecej takich wtornych, infantylnych i na sile nagranych albumow. odmiennosc na tak, nuda i fruity loops na nie. to nie „kazdy moze spiewac” w tvn niestety.

Aes
Aes
10 lat temu

Jak dla mnie płyta daje radę. Właśnie dlatego, że nie jest to typowy dubstep, tylko taki dubstep z przymrużeniem oka. 😉

p.a.
p.a.
10 lat temu

mi się podoba:)

asx
asx
10 lat temu

Dlatego napisałem, że przecież nie ma nic złego w tym, że nie jest to typowy dubstep. Absolutnie nie mam nic przeciwko odmienności, której przykładem ten album niewątpliwie jest 😉

robek
robek
10 lat temu

jasny gwint, dajta już spokój temu dubstepowi, myślę, że nieszczęsne pytanie czy to jeszcze dubzy nie jest najważniejszym problemem ani dla Ikoniki, ani dla całego [hyperdubu], o czym autor z pewnością wie, pomimo sentymentu dla Buriala i memories of the future.

Polecamy