Wpisz i kliknij enter

Cocorosie – Grey Oceans

Zmierzch usmolony mgłą. Zupełnie jak wtedy, kiedy nieporadnie podnosisz się z trawy po całodziennym pikniku nad stawem…
Ktoś za twoimi plecami wypowiada figlarne „hopscotch” i nagle niezauważony przez nikogo wdzierasz się do krainy śmierci, skąd Tim Burton w asyście dziewczęcego duo Cocorosie puszcza do ciebie oko.

Niech cię strach nie obleci, gdy rzutki czerw o twarzy Petera Lorre wykona karkołomny slalom po zmurszałych kościach nadgniłej panny młodej, kościotrupy ustawią się w chwiejną piramidę a nieokrzesane gałki oczne przemkną w zasłonie dymu z cygaretki pobladłej Thedy Bary.

To fajnie, że siostry Casady konstruując układankę pt. „Hopscotch” uszczknęły nieco z cmentarnej estetyki Burtona. Ja to kupuję bez mrugnięcia okiem. I to wesołe miasteczko z watą cukrową i rollercoasterem, gdzie aktorki ze spalonego teatru odgrywają tanie scenki z musicali a brodate kobiety namiętnie wróżą z kart. I ten wielobarwny wodewil, turlający się po klawiaturze rozstrojonego pianina. Wszystkim tym napawam się zuchwale, bo oto Sierra i Bianca Casady wytoczyły zmyślne muzyczne działko, które z wielką precyzją wstrzeliło się w burzliwy rytm moich receptorów.

Co się tyczy celności reszty amunicji, zalicza ona co i rusz skuchy i pudłuje z naiwnością nieopierzonego wojaka. Mimo trików i sztuczek czarodziejskich, tuzina rozklekotanych grzechotek, nakręcanych kogucików („Trinity’s Crying”, „Smokey Taboo”), tu i ówdzie rzucanych zaklęć, wsamplowanych kołysanek w języku czirokeskim („Undertaker”) bądź ujmującego szczebiotu dzikiego ptactwa („Gallows”), nie podobna ocenić „Grey Oceans” na wyżej niż naciągany dobry. Asamblaż dźwięków jest umiarkowanie absorbujący; album nie robi mentalnego kuku, nie przełamuje kanonów przyzwoitego folkowego grania, ale na szczęście zaostrza apetyt na coś więcej.

Maybe next time. Tymczasem – rozgrzeszam.

SubPop 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
evasive
evasive
10 lat temu

Płyta jest świetna! Kto powiedział, że aby trafić do słuchacza musi zaskakiwać i być innowacyjna, musi zmieniać się i ewaluować w związku z płytą poprzednią? nie jest to wcale przepis na sukces a wręcz przeciwnie jak się nie wie do końca co by zmienić a wszystko jest właściwie ok, to bez sensu zmieniać coś na siłę. Nowe kawałki są w tej samej stylistyce co na poprzednich płytach i chwała zespołowi za to. Są równie piękne i ujmujące. Co do recenzji…”Asamblaż dźwięków jest umiarkowanie absorbujący” błagam… ten pseudo intelektualny bełkot podparty jak mniemam słownikiem wyrazów obcych ani nie trafia do czytelnika ani nie czyni tekstu profesjonalnym. Życzę autorce przełamywania kanonów przyzwoitego pisania i zaskakiwania swoimi recenzjami adekwatnie do oczekiwać wobec artystów i ich płyt.

BibiPulp
BibiPulp
10 lat temu

2:41 i oko liska rozkłada na łopatki!

Polecamy