Rafael Anton Irisarri – Peripeteia
Jarek Szczęsny:

Ambient wagi ciężkiej.

Bouchons d’oreilles – Stray Dog with a Collar
Jarek Szczęsny:

W połowie drogi.

Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.



UNKLE – Where Did The Night Fall


Nie wiem, czy James Lavelle – główny umysł zawiadujący komórkami projektu UNKLE – jest geniuszem, ale z pewnością nie sposób odmówić mu ponadprzeciętnej erudycji. Kompozytor, instrumentalista, wokalista, producent, DJ, promotor i muzyczny kameleon, człowiek-gąbka chłonący popkulturę wszystkimi porami. Poza wszechstronnością Lavelle ma też inny talent – zdolność do otaczania się odpowiednimi współpracownikami.

Liczne zawirowania personalne w składzie UNKLE i zdumiewająca wszechstronność Lavelle’a zawsze skutkowały radykalnymi woltami gatunkowymi. Założona w 1994 roku grupa zaczynała od trip-hopu, potem miała niemożliwą do sklasyfikowania fazę „indie-elektroniki”, po czym przyłożyła stoner rockiem i muzyką quasi-filmową. Nie powinno zatem dziwić, że czwarty (lub piąty, zależnie od kryteriów) studyjny longplay UNKLE przynosi odmienione oblicze zespołu. „Where Did The Night Fall” mieści się w ramach szeroko pojętego, współczesnego rock’n’rolla – mocno „zelektronizowanego” i przesiąkniętego zarówno orkiestrowym rozmachem, jak i garażowym zaduchem oraz gęstą psychodelą.





Te czternaście kawałków to przede wszystkim dowód na to, jak znakomitym kompozytorem i liderem jest Lavelle. Chwytliwe melodie, antemiczne refreny, nisko zawieszony bas, potężne bębny, kawalkady klawiszy, gitarowa ściana dźwęku i komputerowe przeszkadzajki – to główne składniki tego albumu. Całość wyraźnie nawiązuje do najlepszych tradycji wysparskiego grania, przy czym niemal na każdym kroku słychać, że to UNKLE. Kiedy nie brzmią jak UNKLE, brzmią jak Lali Puna („On A Wire”), Mansun („The Answer”) i The Kills („The Runaway”, ale może to przez wokalne podobieństwo Elle J i Alison Mosshart). W finalnej balladzie „Another Night Out” zawodzi Mark Lanegan, który coraz bardziej przypomina Toma Waitsa – zarówno wokalnie, jak i tekstowo. To zresztą najlepszy moment na całej płycie. Najbardziej elektroniczne kawałki są zarazem najkrótsze: mylący opener „Nowhere” i urocze interludium „Heavy Drug”, które kojarzy się z grupą Beach Boys przefiltrowaną przez producenckie sito Kevina Shieldsa.

„Where Did The Night Fall” to solidny album z pogranicza rocka, elektroniki i popu (już widzę te spojrzenia niektórych fanów Merzbowa…). Jest z nim jednak pewien problem – pomimo niezaprzeczalnej radochy, jaką daje odsłuch, po jego zakończeniu w człowieku zostaje niewiele. Muzyka wpada jednym uchem, przez godzinę cieszy zwoje, a następnie bezboleśnie wypada drugim uchem. To są oczywiście znakomite kompozycje, wykonane z klasą i na najwyższym poziomie, ale pokazują też, że formuła takiego grania zdaje się być wyczerpana, bo jest go po prostu za dużo.
Surrender All, 2010

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Laszlo

    „Where Did the Night Fall” to jak pisze autor recenzji kawał dobrego muzycznego kotła. James Lavelle konsekwentnie upamiętnia brzmienia naszych czasów okraszone dawką elektroniki. Zbieranina muzyków jaka pracowała przy tej płycie czy przy każdej poprzedniej to nie jednokrotnie ikony muzyki i klasycy, którzy pozostawili po sobie ślad ale tylko w pewnych kręgach czy okresach. UNKLE to twórcy pracujący nad zapisaniem w brytyjskiego brzmienia tak, żeby jeszcze ten jeden raz poderwało nas i podrażniło zmysły. „WDTNF” to nie jest płyta prekursorska ale odtwórczą też trudno ją nazwać. Dla mnie jest to raczej kompilacja, zapis brytyjskiej sceny muzycznej, która jest przecież dla nas wszystkich swoistą Mekką, większość z nas może powiedzieć, że to z UK pochodzi jakaś część muzyki jakiej słucha albo jaką jest inspirowana.
    Jako wielki fan muszę jednak krytycznie napisać, że nie jest to już UNKLE moich młodzieńczych lat i ich muzyka nie wywołuje już na moich policzkach wypieków. Nie odpływam w siną dal myślami. Nie znajduję w tej muzyce inspiracji dla siebie tak jak tego doświadczałem przy „Never, Never Land” czy choćby przy „War Stories” zagranym na plaży w Płocku, gdzie w deszczową noc poczułem ciarki na plecach, że oto są i grają pełnię energii. Wszystko się zmienia i UNLKE idzie w inną stronę, ale jestem pewien, że tak jak tutaj nie zawiedli tak w przyszłości James Lavelle nagra jeszcze raz materiał wybitny.

    Post jest mój, nie kolegi Ryba16. PHP nowamuzyka.pl zaszwankowało…:-)

  2. ryba16

    „Where Did the Night Fall” to jak pisze autor recenzji kawał dobrego muzycznego kotła. James Lavelle konsekwentnie upamiętnia brzmienia naszych czasów okraszone dawką elektroniki. Zbieranina muzyków jaka pracowała przy tej płycie czy przy każdej poprzedniej to nie jednokrotnie ikony muzyki i klasycy, którzy pozostawili po sobie ślad ale tylko w pewnych kręgach czy okresach. UNKLE to twórcy pracujący nad zapisaniem w brytyjskiego brzmienia tak, żeby jeszcze ten jeden raz poderwało nas i podrażniło zmysły. „WDTNF” to nie jest płyta prekursorska ale odtwórczą też trudno ją nazwać. Dla mnie jest to raczej kompilacja, zapis brytyjskiej sceny muzycznej, która jest przecież dla nas wszystkich swoistą Mekką, większość z nas może powiedzieć, że to z UK pochodzi jakaś część muzyki jakiej słucha albo jaką jest inspirowana.
    Jako wielki fan muszę jednak krytycznie napisać, że nie jest to już UNKLE moich młodzieńczych lat i ich muzyka nie wywołuje już na moich policzkach wypieków. Nie odpływam w siną dal myślami. Nie znajduję w tej muzyce inspiracji dla siebie tak jak tego doświadczałem przy „Never, Never Land” czy choćby przy „War Stories” zagranym na plaży w Płocku, gdzie w deszczową noc poczułem ciarki na plecach, że oto są i grają pełnię energii. Wszystko się zmienia i UNLKE idzie w inną stronę, ale jestem pewien, że tak jak tutaj nie zawiedli tak w przyszłości James Lavelle nagra jeszcze raz materiał wybitny.

  3. Deviant

    Dupa nie tragedia – płyta wpada powoli w ucho. Dzisiaj chodziły za mną utwory z tej płyty. Powoli odkrywam wszystko to, co najlepsze w niej – kawał dobrej muzyki!

  4. Kid Loco

    TRAGEDIA. Jestem najwiekszym na swiecie fanem plyty Never Never Land ktora uwazam za plyte dekady, ale na tym Unkle zakonczyl. „Where Did The Night” to tylko swietny tytul plyty i okladka. Muzycznie dno. Posluchajcie tej plyty „bez wokali” a robi sie po prostu zenujaco. Sprobujcie drugi „Follow Me Down” czy „Ablivion”.