Wpisz i kliknij enter

Walkner.Moestl – Structures


Dokładnie dekadę temu elektroniczna scena w Wiedniu święciła swe największe triumfy. A wszystko to za sprawą fali nu-jazzu, który właśnie w stolicy Austrii trafił na wyjątkowo podatny grunt. Jedną z najważniejszych wytwórni tamtego okresu była G-Stone, dla której nagrywały takie tuzy gatunku, jak Tosca, Peace Orchestra czy Kruder & Dorfmeister. Ważnymi pozycjami w jej bogatym katalogu były dwie EP-ki zrealizowane przez duet Walkner.Moestl – „Bluish” i „Heaven Or Hell”. Stojąca za nimi para wiedeńskich producentów równie szybko wskoczyła na szczyt nu-jazzowej fali, jak równie szybko z niej spadła. Po dwóch latach współpracy drogi Uwe Walknera i Karla Moestla rozeszły się na równo dekadę. W tym czasie pierwszy kontynuował karierę didżeja, a drugi – założył wytwórnię Defusion. Brak indywidualnych sukcesów sprawił, że drogi austriackich producentów znowu się skrzyżowały. W efekcie dopiero teraz powstał ich pierwszy wspólny album – „Structures”.

Dwa nagrania otwierające zestaw to jakby wspomnienie dawnych czasów – ale niestety bez tamtej energii. „Presence” i „Meanwhile” to mdławe downtempo, łączące połamane podkłady rytmiczne z soulowymi wokalizami w konwencjonalnym stylu. Od razu można je sobie darować.

Tak naprawdę płyta zaczyna się dopiero od czwartego utworu – „The Dawning”. Spowolniony bit, głęboki pochód basu i żrące akordy klawiszy składają się na efektowną całość, w którą wpisana zostaje sugestywna wokaliza Martina Kleina. Od tego momentu wiedeński duet zaczyna sypać dubstepowymi killerami jak z rękawa.

Najpierw pojawiają się nagrania odwołujące się do rave`owych brzmień sprzed prawie dwóch dekad. W „Head Down” słychać skorodowane akordy klawiszy na tle których rozlegają się energetyczne nawoływania do wspólnej zabawy, a w „Ascend” – radosna partia wesołkowatego piano, podbita masywnym pulsem basu. „Fragments” i „Promise” to zupełnie inna wersja brytyjskiego gatunku. W smoliste bity wpisane zostają sentymentalne pasaże klawiszy i eteryczne wokale Evy i Niny, w efekcie czego otrzymujemy niemal popową wersję dubstepu. Gdyby utwory te wydała jakaś duża wytwórnia – pewniakiem zawojowałyby europejskie listy przebojów.

Dalsza część krążka przynosi kolejna zmianę nastroju – tym razem austriaccy producenci biorą się za UK garage. W „Crab Apple” i „Follow Me” mijają się dudniące bity i połamane basy, perliste partie syntezatorów i zmysłowe wokalizy. W drugim z nagrań ważną rolę odgrywają ambientowe brzmienia – nadają one całości przestrzenny charakter znany z produkcji LTJ Bukema. Zresztą następny utwór w kolejce – „Broken World” – to już czytelny ukłon wiedeńskiego duetu w stronę drum`n`bassowej klasyki.

Najlepszym nagraniem z tego zestawu okazuje się „Faces”. Walkner i Moestl, nie rezygnując ze swej skłonności do chwytliwych melodii, stawiają tu jednak na inny klimat – mroczny i niepokojący – który tworzą metaliczne akordy klawiszy zatopione w gęstwinie dubowych szumów i pogłosów. To angielski garage w chmurnej wersji – nie pozbawiony jednak tanecznej energii.

Gdyby nie słaby początek, płyta robiłaby świetne wrażenie. Okazuje się bowiem, że austriacki duet ma dobrą rękę do tworzenia wyjątkowo przebojowej odmiany dubowych połamańców. Przy ich produkcjach nawet Rusko wysiada. Mała siła przebicia niezależnej wytwórni dla której nagrywają, pogrzebie jednak zapewne ich marzenia o komercyjnym sukcesie.

www.defusionrecords.com

www.myspace.com/karlmoestlmusic
Defusion 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy