Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Steve Reich i Jonny Greenwood na Sacrum Profanum

Przyszłoroczna edycja festiwalu Sacrum Profanum, która rozpocznie się 11 września w 10. rocznicę zamachu na nowojorskie WTC, będzie świętem amerykańskiego minimalizmu. Na festiwal w 2011 roku złożą się cztery projekty: Modern Classic, prezentujący muzykę Steve’a Reicha i jego przyjaciół (Johna Adamsa, Terry’ego Riley’a, Davida Langa, Julii Wolfe i Michaela Gordona), Made in Poland – Miłosz Sounds, przedstawiający nowe utwory sześciu wybitnych kompozytorów polskich młodego pokolenia (Pawła Mykietyna, Agaty Zubel, Jagody Szmytki, Dobromiły Jaskot, Aleksandry Gryki i Wojciecha Ziemowita Zycha ) w mistrzowskich wykonaniach czołowych zespołów specjalizujących się w wykonawstwie muzyki współczesnej (m.in. Ensemble Modern, London Sinfonietta, Alarm Will Sound i Bang on a Can All-Stars), Debiuts, dedykowany młodym zespołom wchodzącym na rynek (Amadrums), oraz Freak, który od przyszłego roku wytyczy nowy rozdział w rozwoju festiwalu.

Imprezę zainauguruje wspólny koncert Steve`a Reicha z gitarzystą Radiohead, Jonny`m Greenwoodem. – To wydarzenie bez precedensu, pogłębienie bliskiej nam od lat idei zacierania granic pomiędzy współczesną muzyką klasyczną a rozrywkową. Sacrum Profanum staje się teraz miejscem gdzie artyści reprezentujący kulturę masową sięgną po dzieła „klasyków”. To na inaugurację. A co na finał? Spadniecie z krzeseł – twierdzi Filip Berkowicz, dyrektora artystyczny Sacrum Profanum.

Steve Reich – Fot. Jeffrey Harmann

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 6

  1. wiosen

    Znakomicie, że Reich będzie w kilku odsłonach m.in. 18 musicans i Different trains

    A propos tegoż drugiego znalazłem w necie ciekawą refleksję w związku:

    Jest jeszcze wcześnie rano kiedy wchodzisz na dworzec kolejowy w obcym dla siebie mieście. Wygląda tak jak każdy inny na jakim byłeś do tej pory – brudno i tłoczno, a mimo to jakoś inaczej. Trochę bezdomnych, chyba nieco mniej przypadkowych turystów twojego pokroju, całkiem sporo normalnych ludzi podróżujących do pracy oraz zwykłych ćpunów i złodziei. Masz się na baczności, mimo, że jest jeszcze przed 7:00. Nigdy nie wiadomo, a chyba nie zapomniałeś czym ostatnio skończyła się chwila nieuwagi… Nagle słyszysz ostry, wysoki dźwięk lokomotywy a po chwili piszczące hamulce zapowiadają zatrzymujący się na peronie pociąg. Po chwili błądzenia odnajdujesz okienko informacyjne, które zdaje się być przydatne jedynie dla anonimowej kobiety o bladej, zmęczonej twarzy siedzącej po drugiej stronie tłustej od brudu szyby. Kiedy w końcu udaje ci się kupić bilet, wsuwasz go szybko do portfela, liczysz resztę i pędzisz na swój peron. Z jakiegoś powodu czujesz, że nie zdążysz. Jednak w ostatniej chwili wpadasz na miejsce i wsiadasz równo z ostatnim gwizdkiem konduktora, który rzuca w twoją stronę znudzonym spojrzeniem człowieka, który wydaje się mieć serdecznie dość swojej pracy. Ignorujesz go, poprawiasz plecak i myślisz już tylko o tym, żeby znaleźć jakiś wolny przedział. Kiedy jak zwykle okazuje się to niemożliwe wsiadasz do tego, którego pasażerowie wydają się być najmniej zaczepni i kłopotliwi. Starsza kobieta i o wiele młodszy, bardzo elegancki mężczyzna. Nie jest źle. Mówisz zdawkowe dzień dobry, pytasz czy możesz się dosiąść i po chwili szukasz już w plecaku splątanych słuchawek, żeby zasygnalizować że nie interesują cię ewentualne rozmowy z przypadkowymi towarzyszami podróży. Kiedy dwie stacje później otwierasz oczy dociera do ciebie, że mężczyzna zniknął a jego miejsce zajął starszy konduktor (na szczęście nie ten, którego spotkałeś na stacji A). Wzruszasz ramionami, słuchasz muzyki a jednostajny, rytmiczny stukot jadącego pociągu kołysze cię do snu. W momencie kiedy już prawie udaje ci się zasnąć padają baterie a ty oczywiście nie masz zapasowych. Klniesz w wyobraźni na to na czym ten świat stoi, żeby usprawiedliwić przed sobą własne niedopatrzenie i mimowolnie zaczynasz się przysłuchiwać rozmowie kobiety i konduktora. Mimo że masz wystarczająco dużo własnych problemów to sam nie wiesz kiedy zaczynasz się interesować tym, co mówią. Opowiadają swoje historie z wielkim zaangażowaniem i dbałością o szczegóły. Zastanawiasz się przez kilka sekund czy się znają czy może jest to ten rodzaj szczerości, kiedy okazuje się że lepiej rozmawia ci się z obcą osobą niż z tymi, których znasz od lat. Wysyłasz to pytanie w próżnię a pociąg dalej jedzie swoim stałym rytmem – szybko, wolniej i znowu szybciej. Historia starszej kobiety nie należy do najweselszych ale mimo to uśmiech nie znika z jej starej, ostro doświadczonej przez życie, ale jednocześnie niesamowicie pogodnej twarzy. Starszy konduktor przez większość czasu słucha w skupieniu, tylko co jakiś czas wtrąca jakąś krótką anegdotę (ma ich na pewno jeszcze sporo w zanadrzu, po tylu latach pracy na kolei na pewno widział i słyszał niejedno). Kiedy dochodzi do puenty razem z kobietą wybuchają zaskakująco głośnym, szczerym i niczym nieskrępowanym śmiechem. Po jakimś czasie milkną i kontynuują przerwaną rozmowę. Nagle zaczynasz czuć się jakoś dziwnie i nieswojo i tak też mijają kolejne minuty podróży. Pewne odcinki pokonujesz szybciej, czas jaki zajmuje przejechanie kolejnych wydaje się nigdy nie kończyć, tak jakby twój przedział nagle znalazł się w jakimś innym wymiarze. Szybko, wolno, szybko. I ciągle słyszysz ten miarowy stukot szyn, odliczany z jakąś morderczą precyzją i zagłuszany tylko w momencie hamowania lub świstu sygnału lokomotywy. Szybko, wolno, szybko… Ten stukot rozbrzmiewa ci w głowie jeszcze przez całą drogę z dworca do domu, nadając rytm twoim krokom. Kiedy w końcu zamykasz za sobą drzwi mieszkania i myślisz już tylko o tym, żeby wziąć prysznic i położyć się spać, nagle przeszywa cię dobiegający z oddali ostry sygnał odjeżdżającego pociągu i nie wiedzieć czemu uśmiechasz się sam do swoich myśli.

  2. keisuke

    Obstawiam wielki finał – wspólny występ: Steve Roach + Moby & The Philip Glass Ensemble 😀

  3. Goldfinger

    A ja stawiam na Sonic Youth.

  4. 10

    stawiam na wykonanie 344 wspomnianego cagea przez najslynniejsza orkiestre swiata – nowojorska filharmonie z towarzyszeniem eno w duecie z biosphere,cymesik

  5. Stalkyer

    To kogo sprowadzą na finał? Depeche Mode??? oczywiście żart, ale kto po Kraftwerkach i Aphexie może spowodować efekt spadnięcia z krzesła. Chyba ożywiony John Cage. Bardzo jestem ciekaw