Wpisz i kliknij enter

Jatoma – Jatoma

Gęsta i wielowątkowa muzyka.

Oto kolejny projekt, którego członkowie chcą zachować anonimowość. Wiadomo, że tworzy go trzech muzyków, z których jeden jest doświadczonym producentem, a dwaj – jego młodszymi kolegami. Co prawda jeszcze nie grali koncertów, ale już zapowiadają, że na występach będą się pojawiać w maskach. Materiał na ich debiutancki album powstał w ciągu kilkunastu godzin – podczas długiego jamu w jeden z zimowych dni tegorocznego stycznia. W sesji wykorzystano różne instrumentarium, przede wszystkim elektroniczne, ale także gitary czy perkusję. W efekcie powstała intrygująca całość, wymykająca się jednoznacznym klasyfikacjom.

Otwierający krążek utwór „Little Houseboat” sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z próbą połączenia ambientu z shoegazem`u na bazie klubowej rytmiki. Bo faktycznie – Jatoma, jak jej poprzednicy w rodzaju The Field czy Pantha De Prince, zgrabnie godzi typowe dla tych gatunków elementy – stosując do tego glitchową obróbkę dźwięku. Podobne pomysły odnajdujemy również dalej – oto w „Dust In Wong” pojawia się partia elektrycznej gitary, której towarzyszą pasaże syntezatorów zanurzone w cyfrowych szumach i bulgotach. Pod koniec albumu producenci wracają do tego typu brzmień w „Permafrost”. Choć rytm jest tu znacznie spowolniony, to otaczają go sążniste akordy klawiszy, tworzące monolityczną ścianę dźwięku.

Inny trop pojawia się wraz z utworem „Manipura”. To głębokie techno o majestatycznym tonie, w którym ciężki puls bitu stanowi podstawę do powtarzających się uderzeń fali masywnych syntezatorów. Wątek ten kontynuują następne kompozycje – „Durian” i „Smoking Keys”. Pierwszą z nich tworzą sążniste kaskady sonicznych akordów rodem z Detroit, a drugą – wijący się motyw klawiszowy przywołujący echo dokonań gigantów muzyki progresywnej. Mimo tych różnic, oba nagrania tętnią twardym rytmem o niemal berghainowej mocy.

Wraz z połączonymi utworami „Wood Face” i „Bou” w muzyce Jatomy pojawiają się elementy plemiennego industrialu. Bo choć ich głównym elementem konstrukcyjnym są zaszumione pasaże ambientowych syntezatorów, to podkład rytmiczny tworzą współgrające z elektronicznym bitem hipnotyczne partie blaszanych bębnów. Stąd niedaleko już do kraut-rockowych inspiracji. Trafiamy na nie w dwóch kompozycjach – „Helix” i „Luvdisc”. To oczywiście motoryczny motyw perkusyjny, wywiedziony z wczesnych produkcji grupy Neu! Jatoma uzupełnia go oldskulową elektroniką o kosmicznym brzmieniu. W pełnej krasie podobne dźwięki znajdujemy w nagraniu „Ma10as”, które z powodzeniem mogłoby się znaleźć na pochodzących sprzed trzydziestu lat płytach J.D. Emmanuela czy Haralda Grosskopfa.

Gęsta i wielowątkowa muzyka zespołu stanowi wyzwanie dla słuchacza – właściwie dopiero po kilku przesłuchaniach jesteśmy w stanie wychwycić wielość tworzących ją dźwięków. „Żywy” feeling, jakim emanuje pozwala przypuszczać, iż Jatoma świetnie sprawdzi się podczas występów. Krakowski Unsound byłby idealnym miejscem dla koncertowej prezentacji projektu.

Kompakt 2010

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.myspace.com/jatoma







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


1 Komentarz

  1. Pierwsze nuty przypominają zeszłoroczne cudo Jessego Somfaya, reszta nie zawodzi. Świetna pozycja!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy