Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.



Frank Bretschneider – Komet


Jest obok Thomasa Fehlmanna i Moritza Von Oswalda jednym z najstarszych twórców nowej elektroniki w Niemczech. Urodzony i wychowany po wschodniej stronie granicy w Karl-Marx-Stadt (obecnie Chemnitz), zaczynał eksperymentować z dźwiękami w połowie lat 80. Zainspirowany dokonaniami The Residents i Der Plan, powołał do życia grupę AG Geige, której debiutancki album „Trickbeat” zdążyła jeszcze w 1989 roku wydać socjalistyczna Amiga (wcześniej samodzielnie opublikował kasety „Yachtclub” i „Buchteln”). Po upadku muru berlińskiego dał się porwać nowym brzmieniom z Berlina – ambientowi i techno. Aby wydawać realizowane już autorsko nagrania powołał do życia wytwórnię Rastermusic, która po połączeniu w 1999 roku z firmą Carstena Nikolaia – Noton – przekształciła się w powszechnie dziś szanowany Raster-Noton.

Autorskie produkcje Bretschneidera, firmowane własnym nazwiskiem lub pseudonimem Komet, szybko wytyczyły nowe kierunku rozwoju eksperymentalnej elektroniki. Wydane przez Mille Plateaux w 1999 i 2001 roku albumy „Rand” i „Curve” przyczyniły się do definicji stylu glitch, stając się siłą napędową do rozwoju estetyki click`n`cuts. W przeciwieństwie do swych kolegów z Raster-Noton, niemiecki weteran nie zrezygnował jednak nigdy ze swych fascynacji z okresu młodości. Echa muzyki techno zawsze były obecne w jego produkcjach. Szczególnie wyraźnie słychać to na najnowszym albumie producenta – „Komet”.

Siedem opublikowanych na nim utworów połączonych jest w jedną całość. Podstawę większości z nich stanowi charakterystyczny rytm techno poddany glitchowej obróbce – trafiamy nań w otwierającym płytę „Subharchorded Waves” czy kończącym ją „Twisted In The Wind”. Ważną rolę w konstruowaniu podkładu ma również bas – tutaj tworzący wyjątkowo głęboki puls poszczególnych utworów. W „Flight 09” niemiecki producent tak synchronizuje ze sobą uderzenia bitu i basu, że składają się one razem na masywny taran – uzupełniony jednak charakterystycznym dla estetyki glitch cykaniem cyfrowych hi-hatów.

„Like A Little Lizard In The Sun” i „Echotron” wprowadzają do muzyki Bretschneidera dubowe efekty. W pierwszym z nagrań owocują one powstaniem wytłumionego bitu o mechanicznym metrum, a w drugim – gęstej sieci studyjnych pogłosów, otaczających miarowo dudniący rytm. Wszystko to zrealizowane jest w wyjątkowo oszczędny sposób – jakby Bretschneiderowi wystarczyły jedynie śladowe dźwięki powstałe w wyniku komputerowej obróbki cyfrowych szumów.

Ważnym elementem składowym nagrań z płyty są majestatyczne drony. Tak dzieje się choćby we wspomnianych „Subharchorded Waves” i „Flight 09”. W każdej z tych kompozycji motoryczna struktura rytmiczna zostaje podszyta gęstym strumieniem chmurnych dźwięków, nadających całości niepokojący klimat. Mało tego – przemysłowe tło „Flutter Fitter” wypełniają niemal wyłącznie industrialne hałasy podbite poszatkowanym bitem o mechanicznym metrum. To jakby wspomnienie niemieckiej elektroniki sprzed ćwierć wieku, której Bretschneider był przecież współtwórcą w ramach działalności projektu AG Geige.

„Komet” to idealne wpisanie zasad funkcjonalnego techno w formułę minimalistycznego glitchu. Dawno nie słyszeliśmy tak gęstego i zawiesistego brzmienia, jakie udało się stworzyć niemieckiemu producentowi na swym najnowszym krążku. Mimo to – ani śladu w tej muzyce jakiegokolwiek wysiłku. Bretschneider nagrał ją bowiem na żywo, podczas krótkiej sesji we własnym studiu. I właśnie ta niewymuszona swoboda sprawia, że mimo awangardowego charakteru, nagrania z „Komet” to zdecydowanie muzyka taneczna.

www.shitkatapult.com

www.myspace.com/shitkatapult

www.frankbretschneider.com

www.myspace.com/frankbretschneider
Shitkatapult 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. maladziec

    materiał niezły, ale nadal franka trzeba „już” lubic zeby go móc słuchać..

  2. ryba16

    @phamm: bo mam własne zdanie inne od Twojego? nie kompromituj się, okularniku

  3. phamm

    oj rybka lubi ciągle pływać w swoim ścieku; najbardziej przystępny album Franka, świetna robota jak dla mnie

  4. ryba16

    straszne rozczarowanie. utwory sa monotonne, plaskie i zmierzaja donikad.

  5. mallemma

    nieśmiałe Bretschneidera na dancefloor wypady. świetna rzecz dla niedowiarków, którym eksperymenty zawsze kojarzyły się z przymusem słuchania i nie tylko dla nich.