Wpisz i kliknij enter

Frivolous – Meteorology

Radosny album na smutne okazje.

Dramatyczne przeżycie zakończenia związku z ukochaną osobą stało się w historii popkultury impulsem do powstania wielu wspaniałych płyt. Do grona tych najwybitniejszych zalicza się chociażby „Closer” Joy Division czy „Grace” Jeffa Buckleya. Teraz dołączy do tej długiej listy „heartbreak albums” nowe wydawnictwo – „Meteorology” kanadyjskiego producenta Daniela Gardnera ukrywającego się pod szyldem Frivolous.

Okoliczności powstania tego materiału są dosyć niezwykłe. Wiosną 2009 roku rezydujący od dłuższego czasu w Berlinie artysta otrzymał propozycję zamieszkania na egzotycznej wyspie na Pacyfiku. Nie zastanawiając się długo, spakował cały swój studyjny ekwipunek i wyjechał do nieznanego mu kompletnie miejsca. Tam zatrzymał się w małym domku na szczycie wzniesienia, z którego roztaczał się wspaniały widok na okolicę – góry, las i zatokę. Co więcej – wyspę zamieszkiwali tubylcy żyjący zgodnie z rytmem natury, niemal całkowicie pozbawieni kontaktu z zachodnią cywilizacją. W tym środowisku Gardner zaczął tworzyć materiał na nowy album. Miesiąc przed opuszczeniem wyspy, miała go odwiedzić dziewczyna, z którą był w ponad dwuletnim związku. Na dzień przed jej przybyciem otrzymał od niej e-maila z wiadomością o zerwaniu. Załamany, dokończył w samotności prace nad płytą i wrócił do Berlina.

Pamiętając o okolicznościach, w jakich powstały utwory na „Meteorlogy”, nie zaskakuje fakt, iż mają one słodko-gorzki ton, łączący radość ze smutkiem. Gardner oczywiście nie rezygnuje z tanecznego charakteru swej muzyki – a wręcz przeciwnie, podkręca go do maksimum! Ponieważ specjalizuje się w graniu live actów, nadaje swym utworom mocno energetyczny charakter, tak, aby bez problemów sprawdzały się one na parkiecie. Na płycie dominują więc ekstatyczne rytmy łączące funkowy puls z house`owym brzmieniem („Red Tide”), choć trafia się tu również bardziej zmysłowy deep house („Allen Town Jail”), a nawet motoryczne electro („One Final Solstice”).

Tym dynamicznym podkładom towarzyszy dosyć zróżnicowana melodyka. W pierwszej części krążka dominują egzotyczne wspomnienia z wyspy – plemienne conga („One Final Solstice”), sample latynoskich śpiewów („Allen Town Jail”) czy zdubowane dęciaki o karaibskim brzmieniu („Cryin`”). Wszystko to uzupełnione jest oczywiście nowoczesną elektroniką, balansująca od trzeszczących efektów o glitchowym rodowodzie („Lunar Phaser”) po zawodzące pasaże klawiszy o minimalowej proweniencji („Back Into The Deep”). Nic dziwnego, że takie granie spodobało się Luciano – wszak blisko tej muzyce do tego, co zazwyczaj kryje się pod szyldem jego Cadenzy.

Druga część album jest jeszcze bardziej imponująca. Jakby na przekór naszym oczekiwaniom, Gardner jeszcze bardziej wzmacnia taneczny groove tworzących ją nagrań, wpisując go jednak w kontekst nostalgicznych melodii. Oto bowiem w energetycznym „Cinemascopique” rozbrzmiewają tęskne dźwięki jamajskiej melodiki, podstawą rozbuchanej „Ostalgii” jest wygrany na wibrafonie opętańczy motyw cyrkowego walczyka, a w zdubowanym „Wasting Time” – trafiamy na zgrabnie wyśpiewany duet rozstających się kochanków.

Wokale są zresztą mocną stroną tego albumu. Gardner z upodobaniem przekształca swój głos przez komputerowe efekty (na koncertach śpiewa najczęściej przez telefoniczną słuchawkę), próbując w ten sposób zgoła odmiennych sposobów wokalnej interpretacji – od radosnego swingu („Red Tide”) po smutną balladę („Serenade Des Excentriques”). Za każdym razem jego śpiew niesie jednak głębokie emocje, którymi zresztą przesycone są wszystkie dźwięki na tym albumie.

„Tańczmy po miłości kres” – wydaje się wołać do nas Gardner słowami z piosenki Cohena. I pewnie nie raz przyjdzie mu śpiewać te utwory w klubach ze łzami w oczach. Być może dzięki temu łatwiej pozbiera się po uczuciowej porażce. A my mamy z tego tylko korzyść – radosny album na smutne okazje.

Cadenza 2011

www.cadenzarecords.com

www.myspace.com/cadenzarecords

www.frivolouslive.com

www.myspace.com/frivolouslive







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
mesbrutah
mesbrutah
10 lat temu

(…)„Tańczmy po miłości kres” – wydaje się wołać do nas Gardner słowami z piosenki Cohena. I pewnie nie raz przyjdzie mu śpiewać te utwory w klubach ze łzami w oczach.(…)

…błagam!

mesbrutah
mesbrutah
10 lat temu

boszszsz czy to recenzja albumu czy telenowela brazylijska?? LOOOL Oczywiście dla Frivolousa Big Respect za dźwięki 😉

Polecamy

Jlin – Wywiad

„Spodziewałam się, że moja ścieżka zawodowa kiedyś zaprowadzi mnie na sztukę baletową. Nie mogłam jednak przypuszczać, że pierwszym baletem, na który pójdę będzie ten, do którego muzykę skomponowałam.”