Wpisz i kliknij enter

Tommy Four Seven – Primate

Jeden z najlepszych albumów w historii techno.

Nowa definicja muzyki techno, jaką udało się stworzyć producentom związanym z Ostgut Ton i klubem Berghain sprawiała, że również inne wytwórnie i artyści postanowili zaprezentować bardziej autorskie podejście do gatunku. Pisaliśmy niedawno o Stroboscopic Artefacts i debiutanckim albumie Lucy, a teraz czas na kolejną sensację z tej sceny – firmę CLR (czyli Create-Learn-Realize) i wydającego w niej swój pierwszy album brytyjskiego producenta ukrywającego się pod pseudonimem Tommy Four Seven.

Zaczynał na londyńskiej scenie techno bardzo wcześnie – bo już w wieku siedemnastu lat. Umiejętności, jakie wówczas prezentował, okazały się jednak wystarczające, aby zostać rezydentem w popularnym klubie Fire. Stamtąd drogi wiodły tylko wyżej – do Fabric, Turnmills i The End. Po ukończeniu studiów inżynierii dźwięku, Tommy przeniósł się z Londynu do Berlina. Tam podpisał kontrakt z wytwórnią Chrisa Liebinga – CLR. Nie oznaczało to jednak wyłączności. Jego materiał publikował również Speedy J nakładem swej Electric Deluxe czy David Duriez pod szyldem dwóch tłoczni – Brique Rouge i Kill Brique. Mając na swym koncie kilka entuzjastycznie przyjętych dwunastocalówek, brytyjski producent postanowił zrealizować debiutancki album. Pod wymownym tytułem „Primate” wydała go właśnie wytwórnia CLR.

Podstawowym wyróżnikiem muzyki Tommy`ego jest fakt, że w jej tworzeniu nie używa on żadnych syntezatorów. Większość nagrań powstaje w wyniku sound designu – komputerowego przetwarzania dźwięków otoczenia, rejestrowanych przez angielskiego twórcę w swym miejskim otoczeniu. Ważnym elementem jego utworów jest także ludzki głos – ale również poddany radykalnej obróbce. Jakie są efekty tych działań?

Rewelacyjne – muzyka zawarta na debiutanckim albumie Tommy`ego po prostu miażdży swym ciężarem i mocą. Już Marcel Dettman czy Ben Clock produkowali masywne podkłady rytmiczne, ale brytyjski producent idzie jeszcze o krok dalej. Większość utworów z „Primate” osadzona jest na morderczo twardych bitach, które raz odwołują się do klasyki tego rodzaju grania w stylu Planetary Assault Systems („Track 5”), a kiedy indziej przywołują sejsmiczne wstrząsy typowe dla producentów z Berghain („Talus”).

Najciekawsze są jednak autorskie rytmy opatentowane przez Tommy`ego – to potężne uderzenia bitu wywołujące tektoniczne chrzęsty i zgrzyty. Tak dzieje się w otwierającym płytę „Sevals” czy późniejszych „Ratu” i „CH4”. Brzmi to brutalnie i wulgarnie, ale niezwykle energetycznie – jakby brzmienie bębnów zostało drastycznie przesterowane. I aż dziw bierze, że Tommy wykorzystał do skonstruowania takich rytmów zwykłe odgłosy… uderzenia o krzesło.

Pozostałe elementy kompozycji z „Primate” mają zdecydowanie industrialną proweniencję. Brytyjski producent wyciska ze swych sampli toksyczne wyziewy przemysłowych gazów („Snout”), skleja z nich kłębiące się chmury gęstego szumu („Track 5”), uzupełnia metalicznymi smagnięciami fabrycznych odgłosów („Talus”), osadzając je na głębokich tłach o mrocznym tonie („G”). W niektórych nagraniach pojawiają się radykalnie przetworzone ludzkie głosy – to przede wszystkim niepokojące jęki („Talus”) i tajemnicze westchnienia („G”), ale również niebiańskie chóry („Verge”) i wojownicze nawoływania („Armed 3”). Wszystko to zanurzone zostaje w kaskadach rezonujących pogłosów, tworzących monumentalne brzmienie spustoszonego silosu.

Trzy razy Tommy odchodzi od hipnotycznego metrum techno. „G” i „Armed 3” to smolisty dubstep rozciągnięty między marszowymi wstrząsami połamanego bitu a warczącymi dronami uplecionymi z odgłosów portowych syren. W „Verge” nie ma żadnej struktury rytmicznej – to ambientowa miniatura buchająca ciężkimi oparami nisko zawieszonych dźwięków, przeplecionych… anielskim chórem.

„Primate” to kolejne nowe słowo w nieustannie rozwijającym się nurcie techno. Tak totalnie miażdżącego brzmienia jeszcze nie słyszeliśmy. W albumie Tommy`ego zakochają się zarówno ci, którzy wychowywali się niegdyś na nagraniach Tresora czy Downwards, jak również ich młodsi następcy, uwielbiający styl z Berghain. Brytyjski producent podnosi bowiem tamte brzmienia do wyższej potęgi. Kto mu dorówna?

CLR 2011

www.clr.net/

www.tommyfourseven.com







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Mateusz
9 lat temu

Bardzo konkretna rzecz. Masywne brzmienia, cała masa różnych chrobotów, trzasków itd. plus wyjątkowo ciężki klimat. Bomba.

sobek
sobek
10 lat temu

jeden z najlepszych albumów techno jakie miałem okazje usłyszeć!

DeadRiot
DeadRiot
10 lat temu

Raduje się me serce na płyty takie, jak ta! Wreszcie powrót potężnego techno. BTW. „Primate” kojarzy mi się trochę z najlepszą bodaj płytą Speedy J „A Shocking Hobby”.

Polecamy