Wpisz i kliknij enter

Fink – Perfect Darkness

Ciekaw jestem reakcji duetu Coldcut, założycieli wytwórni Ninja Tune, kiedy po debiutanckiej produkcji Fink zaprezentował im swój drugi album – ‘Biscuits for Breakfast’. Musieli przeżyć lekki szok, gdy zamiast kolejnej porcji mocno samplowanej muzyki od DJa z Brighton usłyszeli głęboki tembr głosu i oszczędnie dawkowane frazy gitary klasycznej. Wywołując małe trzęsienie ziemi swoją twórczością Fin Greenall wpisuje się w nurt dzisiejszej muzyki folkowej prezentując ciekawą fuzję stylu gry Nicka Drake’a otulonego liryczną wrażliwością Jeffa Buckley’a.

Ktoś złośliwy mógłby napisać, iż jedyne co zmieniło się w muzyce Finka od ostatnich nagrań to fakt, iż ‘Perfect Darkness’ zrywa z pielęgnowaną od dłuższego czasu tradycją prezentowania jego podobizny na okładce albumu. Warto jednak zastanowić się, czy wielu jest dzisiaj pieśniarzy (nie piosenkarzy) trzymających tak wyrównany poziom artystyczny, co on. Sztuka to przecież niełatwa – nie popadając w banał, lub, co gorsza – plagiat, napisać i nagrać piosenki, które miło posłuchać dziś, jutro i za miesiąc. I to czwarty raz z rzędu.

Album, choć pozornie utrzymany w jednolitym tonie, rezonuje ciekawymi inspiracjami i przez blisko pięćdziesiąt minut absorbuje uwagę pozostając dalekim od zaszufladkowania jako muzyka tła. ‘Fear Is Like Fire’ brzmi, zapewne zupełnie przypadkowo, jak hołd złożony wokaliście Alice In Chains, a podrygujący rytmicznie ‘Wheels’ sięga korzeniami do najczarniejszych odmian bluesa . Całokształt prezentuje także niemałą sinusoidę uczuć i nastrojów, a to przede wszystkim za sprawą śpiewu Greenalla – od zmęczonego, emanującego zwątpieniem i rezygnacją w ‘Yesterday Was Hard On All Of Us’, po mocny i pewny jutra w ‘Berlin Sunrise’.

Kameralny minimalizm szybko stał się jego znakiem rozpoznawczym. Wprawdzie gitara elektryczna zawarczy momentami w tle, a dyskretnie rozwijana sekcja smyczków pomoże unieść refren na wysokości satelitarne, lecz są to zabiegi czysto kosmetyczne. Nadal najważniejszy jest głos i gra Greenalla, który nawet bez produkcyjnych ozdobników oraz symbolicznego wsparcia sekcji rytmicznej potrafi zahipnotyzować swoją muzyką.

‘Perfect Darkness’ wypełniają piosenki odznaczające się chwytliwymi melodiami i niebanalnymi tekstami. Fink ponownie zdołał nagrać album frapujący – pozornie tak podobny do jego poprzednich produkcji, a w rzeczywistości najbardziej chyba dojrzały, wymagający od słuchacza skupienia, który w zamian otrzymać może znacznie więcej niż parę zgrabnie napisanych melodii.

‘Where do we go now? Where do we go?’, pyta Fink w jednym z utworów, lecz tak naprawdę nigdzie się nie wybiera. ‘Perfect Darkness’ zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się nagrany dwa lata temu album ‘Sort Of Revolution’. I chyba dobrze, gdyż jakikolwiek poważniejszy eksperyment brzmieniowo-stylistyczny mógłby skutkować utratą jednego z ciekawszych, czynnie działających pop-folkowych pieśniarzy. Nick Drake byłby zadowolony z takiego następcy.

Ninja Tune | 13.06.2011

4/5







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Recenzje albumu „Perfect Darkness” przeczytać można tutaj. […]

Polecamy