Wpisz i kliknij enter

Ada – Meine Zarten Pfoten


Michaela Dippel to jedna z najbardziej charakterystycznych postaci elektronicznej sceny w Kolonii. Dokładnie dziesięć lat temu wystartowała ze swymi didżejskim setami, idealnie wpisując się w narodziny modnego wtedy tech-house`u. Jej własne nagrania publikowały różne wytwórnie – przede wszystkim Areal, ale także znacznie bardziej popularny Kompakt. Choć podczas swych klubowych sesji zawsze koncentrowała się na energetycznych rytmach, autorskie wydawnictwa firmowane szyldem Ada często przynosiły tęsknotę za popową piosenką. Kulminacją tej tendencji jest drugi album jasnowłosej producentki – „Meine Zarten Pfoten”.

Płytę otwiera cover nagrania z repertuaru amerykańskiej grupy Luscious Jackson – „Faith”. Oparty na dźwięcznym motywie przypominającym w brzmieniu słynny „The Box” Orbitala, uwodzi eterycznym śpiewem wokalistki, zaskakując brakiem tanecznego podkładu rytmicznego. W następnych utworach Ada idzie podobnym tropem – „On The Mend” i „Likely” to właściwie zgrabnie podrasowany na popową modłę egzotyczny folk, w którym akustyczne partie gitary czy akordeonu, zostają podszyte bujającymi congami. Przypominają się dokonania Kings Of Convenience czy José Gonzáleza – z tym, że kobiecy śpiew nadaje tym piosenkom bardziej wdzięczny ton.

Na elektronikę trafiamy dopiero w „The Jazz Singer (Re-Imagined By Ada)”. Połamany podkład rytmiczny wprowadza tu wokalną ekwilibrystykę w stylu R&B – kolońska producenta uzupełnia ją jednak tęskną partią melodiki rodem z jamajskiego reggae i plastikowym motywem klawiszowym w stylu new romantic. Całość wybrzmiewa nadzwyczaj świeżo, zaskakując oryginalnym zestawieniem dźwięków.

Równie ciekawie wypadają dwa inne nagrania – „At The Gate” i „Happy Birthday”. Pierwszy zaczyna się od twardego bitu techno oplecionego rwanym loopem – potem niespodziewanie pojawia się subtelny motyw piano i puszczona od tyłu partia gitary. W efekcie klubowy killer przeradza się w psychodeliczną wycieczkę w stylu Animal Collective. Na podobnej zasadzie skonstruowana jest również druga z wymienionych kompozycji. Choć z początku „Happy Birthday” pulsuje miarowym rytmem kolońskiego minimalu rodem ze Studia 1, z czasem zaczynają oplatać go masywne partie klawiszy i wokalne efekty w stylu R&B, w efekcie czego zamienia się on w rozbujany deep house o euforycznym groovie.

Między tymi rozbudowanymi kompozycjami, jest miejsce na klimatyczne miniatury – wibrujące syntezatorowymi arpeggiami „Intro”, skoncentrowane na psychodelicznych odjazdach fletu „Interlude” czy wyśpiewane a capella na zakończenie płyty „2 Likely”. Choć to proste i naiwne granie – ma swój dziewczęcy urok, idealnie łączący wszystkie nagrania z krążka we wspólną całość.

Poszukiwacze klubowych killerów, znanych z winylowych wydawnictw Ady, nie mają tu czego szukać. „Meine Zarten Pfoten” to płyta zrobiona na przekór oczekiwaniom fanów – bo obsesyjnie sięgająca do piosenkowych fascynacji artystki, ciesząca introwertyczną celebracją intymnych nut, brzmiących w jej dawnych nagraniach jedynie dalekim echem.

www.pamparecords.com

www.myspace.com/wwwmyspacecomada

www.myspace.com/wwwmyspacecomada
Pampa 2011







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy