Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.



Lee Curtiss – Watergate 08


To znowu ta sama bajka. Kiedy młody Lee Curtiss przeprowadził się z jakiegoś zapyziałego miasteczka w Michigan do centrum Detroit, natychmiast rzucił w kąt gitarę i kupił zestaw dwóch gramofonów z mikserem. Zachowując sympatię dla soulu i funku, zapałał bezgraniczną miłością do house`u i techno, czego wyrazem stały się jego pierwsze didżejskie sety i własne produkcje. Tłumy, jakie zaczęły gromadzić się podczas imprez Curtissa sprawiły, że jego renoma dotarła szybko do Europy. Nie namyślając się długo, przeprowadził się więc do Berlina, wynajmując wspólne mieszkanie z kolegami po fachu – Sethem Troxlerem, Ryanem Crossonem i Shaunem Reevesem. W efekcie o jego nagrania upomniały się renomowane wytwórnie – Dumb-Unit, Spectral Sounds i Get Physical Music. Wydawane przez nie dwunastocalówki Curtissa przynosiły utwory reprezentujące coraz to inne gatunki: od house`u przez tech-house po minimal. Łączyła je jednak specyficzna zmysłowość – znak rozpoznawczy zarówno didżejskich setów, jak i własnych produkcji młodego artysty z Detroit.

Podobnie jest z jego miksem zamieszczonym na ósmej części z serii płyt publikowanych przez berliński klub Watergate. Już otwierający krążek głęboki męski baryton wprowadza nas w gąszcz mocno erotycznych brzmień („Drivin” Curtissa). Twarde bity uzupełnione pobrzękującymi akordami klawiszy i subtelnymi samplami akustycznej gitary („Beth & The Gamma Ray`s Fields” Jazzlera), wiodą przez energetyczne rytmy stylizowane na wczesne disco wsparte zdubowanymi dęciakami („Fallin” Maceo Plexa) oraz indie-popowe wokalizy podrasowane house`owym groovem („The Thing That Last Forever” Footprintz) wprost do centrum setu, który eksploduje seksualną energią niesioną przez ekstatyczne loopy („After Party” tria dOP) i pulsujące ukłucia żrącego acidu, wyciskane ze słynnego syntezatora TB303 („The Favourite Game” Footprintz).

Wbrew temu, czego można by się spodziewać po fazie odprężenia, temperatura miksu wcale nie spada po tym euforycznym wybuchu. W drugiej części płyty, nie rezygnując z wokalnego house`u („Make My Day” Alexa Smoke`a czy „Your Sex” dOP), amerykański didżej sięga również po mniej oczywiste utwory – chociażby flirtujący z rockową energią „Every Minute Alone” tria WhoMadeWho. Dopiero właściwie sam finał zestawu przynosi upragnione uspokojenie – w postaci detroitowych utworów „Forward Motion” Hot Natured feat. Ali Love i „What You Need” Kim Ann Foxman (to ta drobna dziewczyna z Hercules & Love Affair), które w zgrabny sposób przywołują klasykę tanecznego techno-soulu w rodzaju prekursorskiego dla tego gatunku „Your Time Is Up” Yolandy Reynolds z udziałem Underground Resistance z 1990 roku.

Pod palcami kręcącego winylami Lee Curtissa muszą przeskakiwać iskry – taką naładowaną elektrycznością atmosferę kreuje jego didżejski miks zaserwowany przez klub Watergate. Jeśli trafilibyście kiedyś na jego imprezę, pilnujcie bacznie swe partnerki – sety amerykańskiego didżeja muszą działać obezwładniająco na kobiety.

www.water-gate.de

Watergate Records 2011

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Paweł

    Yezior – miałeś nie czytać moich tekstów! 😉

  2. Yezior

    Ostatecznie nie głupie…jak na propozycje Pana Pawła 🙂