Wpisz i kliknij enter

Muzyka stała się płynnym zjawiskiem

Już za tydzień kolejna edycja Unsound Festivalu w Krakowie. Nie mogliśmy więc odmówić sobie przyjemności rozmowy z jego szefem – Matem Schulzem.

– Ubiegłoroczna edycja Unsound Festivalu po raz pierwszy została podporządkowana jednemu tematowi. Miało to swoje mocne i słabe strony. Jakie wnioski wyciągnęliście z jej organizacji, które wykorzystacie podczas tegorocznej edycji?

– Ja postrzegam tylko pozytywy. Sądzę, że temat przewodni jest pod wieloma względami pomocny. Przede wszystkim buduje unikatowy program oraz wizualną stronę festiwalu i pomaga lepiej go promować.

– W tym roku motywem przewodnim jest hasło „Future Shock”. Dlaczego sięgnęliście po tę ideę, zaczerpniętą z książki Alvina Tofflera z 1970 roku?

– Dziś w muzyce obserwuje się powrót do przeszłości w poszukiwaniu inspiracji, choćby przez użycie elektronicznych instrumentów starszej daty. Częstym motywem jest też apokaliptyczny klimat. Możemy mówić więc o połączeniu pesymistycznej wizji przyszłości z nostalgią za tym, co minęło. Chcieliśmy zbadać temat głębiej i nadać mu oryginalny kontekst, sięgnęliśmy więc po Tofflera. Jego książka jest niesamowita z dzisiejszego punktu widzenia. Wiele z tego, co przewidywał w roku 1970, sprawdziło się: nadmiar informacji czy nietrwałość relacji międzyludzkich. Mamy nadzieję, że częściowo udało nam się przekazać te treści w programie festiwalu i że zachęcimy ludzi do ponownej lektury „Szoku przyszłości”.

– Seniorem wśród artystów zaproszonych na Unsound Festival jest Morton Subotnick. Na ile jego wizja muzyki elektronicznej sprzed niemal pół wieku okazała się profetyczna w stosunku do obecnego kształtu tego nurtu?

Morton Subotnick należy do grona prawdziwych pionierów muzyki elektronicznej. Jest nie tylko założycielem San Francisco Tape Music Center, ale również przyczynił się wraz z Donem Buchla do budowy jednego z pierwszych syntezatorów analogowych. Na syntezatorze Buchla stworzył „Silver Apples of The Moon” wydany w Nonesuch – prawdziwy bestseller i bardzo wpływową kompozycję. Szczególnie znacząca była ona dla muzyki tanecznej. Ponieważ wcześniej muzyka elektroniczna była bardzo abstrakcyjna, rytm się aż tak nie liczył. Subotnick przełamał tę tradycję. Na Unsound usłyszymy „Silver Apples” wykonany na żywo na syntezatorze Buchla – to rzadka okazja zobaczenia występu prawdziwej legendy. Morton Subotnick ma dziś niemal 80 lat.

http://www.youtube.com/watch?v=B8DwthVf-Wg

– John Foxx i duet Chris & Cosey przeżywają dzisiaj drugą młodość. Co sprawiło, że ich futurystyczne nagrania synth-popowe sprzed trzech dekad okazały się tak ważne dla dzisiejszej generacji dwudziestolatków?

– Myślę, że to również spadek po ich wizjonerskiej twórczości z tego okresu, która nadal ma wpływ na współczesnych twórców i słuchaczy. Zjawisko to łączy się z zainteresowaniem dawnymi wizjami przyszłości, które nie tracą na inspirującej wartości kolejne kilka dekad później.

– Sensacją będzie występ innych weteranów – Model 500.

– Bardzo się cieszę, że udało nam się pozyskać projekt Juana Atkinsa na festiwal. Tym bardziej, że będzie to grający „na żywo” zespół, w którym towarzyszyć mu będą znani twórcy z kręgu detroitowego techno, w tym sam Mad Mike z Underground Resistance. O roli tych artystów dla rozwoju współczesnej elektroniki nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

– Jednym z bardziej kontrowersyjnych artystów, jacy pojawią się na Unsound Festivalu jest Leyland Kirby. Czy niemal dosłowne cytowanie fragmentów nagrań dawnych orkiestr na jego płytach można jeszcze nazwać tworzeniem własnej muzyki?

– Leyland Kirby tworzy w ramach wielu różnych projektów, pod własnym nazwiskiem i jako The Caretaker. The Caretaker, którego dotyczy pytanie, ma swój koncept – mówi o przemijaniu i znikaniu. Dlatego albumy te są jego własną pracą. Tworzenie nowych dzieł ze znalezionych elementów ma długą tradycję. Jeśli nikt nie podważa tej praktyki w sztukach plastycznych, dlaczego nie miałoby dotyczyć to również muzyki?

– Zdecydowanie ciekawsze wydają się dekonstrukcje jazzowych nagrań z katalogu EMC dokonane przez Ricardo Villalobosa i Maxa Loderbauera. Czy na żywo uda im się udać kontemplacyjny charakter muzyki z ich albumu „Re:ECM”?

– Przekonamy się po koncercie. Dotychczas wykonali ten materiał na żywo tylko raz – w berlińskim Berghain. Przestrzeń kościoła św. Katarzyny nadaje się o wiele lepiej do takiego występu. Nie mogę się doczekać tego koncertu również dlatego, że nie wiem, czego mam się spodziewać. To znacznie ciekawsze niż przewidywalny występ.

– Po raz pierwszy pojawi się na Unsound Festivalu reprezentant wytwórni Raster Noton. Dlaczego wybraliście właśnie Kangding Raya z jego albumem „OR”?

– Jesteśmy fanami Raster Noton, ale ich artyści grają teraz często na festiwalach na całym świecie. Chcemy, by Unsound był wyjątkowy na gruncie polskim i światowym, dlatego zaprosiliśmy Kangding Ray, który nie występuje tak często. Wiemy, że jego występy na żywo są bardzo dobre – gra z całym zespołem. No i jego najnowszy album doskonale pasuje do klimatów „Szoku przyszłości”.

– Większość producentów, którzy wystąpią podczas klubowych wieczorów w Łaźni Nowej zagra „na żywo”. Skąd nacisk na ten element występu podczas tegorocznego festiwalu?

– Próbowaliśmy tego rozwiązania również w zeszłym roku. To po prostu ciekawszy sposób prezentacji materiału, który wymaga więcej od artysty niż tylko odtworzenia przywiezionych ze sobą nagrań, co szczególnie zmienia postać rzeczy, gdy korzysta on również z instrumentów analogowych.

– Ciekawie zapowiada się występ Andy Stotta, który na swych najnowszych nagraniach zaproponował nową wizję muzyki klubowej – określaną terminem „knackered house”. Czy mamy rzeczywiście do czynienia z narodzinami odrębnego gatunku czy raczej z poszerzonym spojrzeniem na pomysły brzmieniowe Actressa?

– Przy pierwszym odsłuchu najnowszy materiał Andy’ego Stotta faktycznie mocno przypomina Actressa, ale sądzę, że im więcej się go słucha, tym więcej zauważa się jego własnych pomysłów. Stott jest jednym z najlepszych, ale i najbardziej niedocenionych producentów w UK. Wprowadził dubstep do house i techno, zanim stało się to powszechne. Jego inne projekty, takie jak HATE, również są bardzo dobre.

– Sporo się pisze w angielskich mediach o odświeżającej wizji muzyki elektronicznej w wykonaniu artystów z wytwórni Not Not Fun i 100% Silk. Ale czy możemy naprawdę traktować to babranie się w dźwiękowym śmietniku na poważnie?

– Myślę, że zdradzasz swój wiek tym pytaniem, Paweł.

(śmiech) Jeśli wiedza muzyczna może przeszkadzać w uznaniu tych artystów za oryginalnych – to rzeczywiście, poddaję się!

(śmiech)

– Wyjątkowo przemyślaną propozycją wydaje się być twórczość Morphosis – która jawi się jako zaskakująca inkarnacja dawnej kosmische musik (lub kraut-rocka) w formule współczesnego techno. Czy to nowa droga dla rozwoju tego gatunku?

– Faktycznie, materiał Morphosis to jedno z najciekawszych wydawnictw tego roku. Zdecydowanie się wyróżnia, ale czy wskazuje nowy kierunek w techno? Trudno powiedzieć.

– Czy to właśnie brytyjska scena basowa, która zdominuje „Mutations 2” jest najwyraźniejszym przykładem wcielenia w sztukę idei Tofflera – „zbyt dużo zmian w zbyt krótkim czasie”? Czy to pozywane czy negatywne zjawisko?

– Muzyka stała się bardzo płynnym, nieuchwytnym zjawiskiem. Dawniej pewne płyty ogłaszano klasykami, miały swoje stałe miejsce, dziś wszyscy poszukują coraz nowszych brzmień na stronach internetowych i blogach. Szczególnie wyraźne jest to na scenie basowej. Tworzy się atmosfera szaleństwa. Utwory, zwykle w formacie cyfrowym, pojawiają się i znikają na przestrzeni roku. Technologia sprawiła, że tworzenie niezłej muzyki elektronicznej stało się łatwe. To nic wybitnego. Po prostu niezłe rzeczy. Mamy zatem mnóstwo średnich nagrań tworzonych przez dwudziestolatków, którzy nagrywają dopiero od kilku miesięcy – ale wśród nich znajdują się prawdziwe talenty. Łatwo zniechęcić się w takiej sytuacji i dojść do wniosku, że jesteśmy skazani na banalne powtórki, ale z drugiej strony możemy też potraktować ją jako punkt wyjścia dla nowej, zaskakującej odmiany muzyki.

– Po pewnej przerwie wraca na Unsound szersza prezentacja artystów z Europy Wschodniej. Co zdarzyło się ciekawego w ich twórczości, że znów pojawią się w Krakowie?

– Muzyka z tej części Europy od zawsze nas interesowała –  prezentujemy ją na nowojorskiej edycji Unsound oraz w Krakowie, kiedy tylko możemy.

– Nie zabraknie również prezentacji rodzimych artystów na Unsound Festivalu. Czy jest coś wspólnego, co łączy improwizacje Macio Morettiego, industrialny hip-hop Napszykłat i neo-klasykę Jacaszka, że możemy mówić o jakimś wspólnym „polskim brzmieniu”?

– Nie jestem pewny – na pewno udowadniają oni, że ambitna polska muzyka rozwija się zdrowo w różnych kierunkach.

Więcej informacji: www.unsound.pl

Foto – Mat Schulz już rozgląda się za kolejną edycją Unsound Festivalu w Nowym Jorku.

Dla naszych Czytelników mamy 2 zaproszenia na „Mutation 1: Techno Rebels” i 2 zaproszenia na „Mutations 2 – Overload”. Otrzymają je Ci, którzy jako pierwsi napiszą w najbliższy poniedziałek o godz. 20. maile na adres pawel.gzyl@dziennik.krakow.pl i odpowiedzą poprawnie na pytanie: którzy z didżejów występujących na tegorocznym Unsound Festivalu reprezentują nurt juke (lub inaczej footwork)?







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy