Wpisz i kliknij enter

O ile się nie pozabijamy – wywiad z Sinusoidal

Album „Out Of The Wall” duetu Sinusoidal to jeden z ciekawszych debiutów na polskiej scenie muzycznej w tym roku. Rozmawialiśmy z wokalistką projektu – Adrianną Styrcz.

– Wrocław ma chyba najsilniejszą scenę elektroniczną w kraju. Jak to możliwe?

– Być może tutejsi artyści poszukują otwartych przestrzeni w muzyce – a zawierają się one właśnie w elektronice. Wszyscy się dobrze znamy, współpracujemy ze sobą, pomagamy sobie wzajemnie. Ja mam najlepszy kontakt z Jackiem Dojwą z Husky i Agimem Dżeljilji z Öszibaracka.

– Jak trafiliście na siebie z Michałem Siwakiem?

– We wrocławskim klubie Kalambur. To centrum działań twórczych, w którym spotyka się mocno paląca śmietanka towarzyska. (śmiech)

– Co sprawiło, że postanowiliście razem tworzyć?

– Właściwie poznaliśmy się dopiero podczas pracy nad albumem. Oboje mamy silne charaktery – ja jestem niezależna, a Michał lubi trzymać przy swoim. Cóż – jesteśmy zodiakalnymi Baranami, co oznacza sinusoidalną współpracę, raz ogień, a raz wodę. I to oczywiście przekłada się na naszą muzykę. Michał lubi psychodeliczne dźwięki, trochę retro, takie, których wcześniej nie znałam. Ja jestem „wszechstronnie” osłuchana, od trzeciego roku życia gram na fortepianie, znam więc klasykę, dzięki bratu – metal, a dzięki siostrze – punk. Kiedy odkryłam elektronikę poczułam, że to mój tor w muzyce. Ale słucham też dużo klasycznego soulu. Mamy jednak z Michałem kilku wspólnie ulubionych wykonawców – Little Dragon, Coco Rosie, Massive Attack, Toro Y Moi, Boards Of Canada, Bonobo czy Buriala.

– Początkowo działaliście w projekcie Siwak. Czym różnił się on od Sinusoidal?

– Nie, najpierw był Sinusoidal, w którym Michał współpracował z inną wokalistką – Magdą Pasierską. Wykonywali podbarwiony soulem hip-hop, a Magda śpiewała scatem, bo jest w tym świetna. Działali w sumie cztery lata, ale nie udało im się nagrać płyty. Michał powołał więc do życia nowy projekt – Siwak. Współpracowało z nim paru artystów z Wrocławia, ale kolaborował także z innymi znanymi i znaczącymi muzykami z kraju i zza granicy. Właśnie wtedy i ja się z nim poznałam. Zaczęliśmy nagrywać razem, myśląc, że skończy się na kilku kawałkach, ale zanim się obejrzeliśmy okazało się, że mamy tyle materiału, że wystarczy na… całą płytę. Postanowiliśmy ją jednak opublikować jako Sinusoidal, bo nazwa była już promocyjnie rozhulana i odpowiadała charakterowi projektu.

– W międzyczasie wzięłaś udział w X-Factorze. Skąd ten pomysł?

– Z kosmosu jak X w factorze! Zawsze byłam przeciwna tego typu programom, bo uważałam, że są pójściem na łatwiznę. Rodzina i przyjaciele uważali jednak, że mam potencjał i trzeba zwrócić na siebie uwagę szerokiej widowni. Dla mnie było to trochę traumatyczne doświadczenie, pełne niezrozumiałych wtedy perturbacji: przez cały czas programu chorowałam, stres nieustannie przełożył się na zaburzenia psychosomatyczne. Ale dzisiaj uważam, że to było dobre doświadczenie – bo dowiedziałam się wiele o sobie: kim jestem, czego właściwie chcę i dlaczego. Nie spotkałam się z żadnym negatywnym komentarzem w związku z tym wydarzeniem. Ludzie po prostu wyczuli we mnie prawdę, szaleństwo i bezkompromisowość w działaniu.

– Jak tworzyliście materiał na „Out Of The Wall”?

– W dużej mierze osobno – każdy u siebie. A potem łączyliśmy nasze pomysły. Najciekawsze efekty powstawały wtedy, kiedy zaczynaliśmy od mojego wokalu – wtedy Michał nagle zaskakiwał mnie jakimś ciekawym aranżem, jakiego zupełnie bym się po nim nie spodziewała. Finalne wersje nagrań powstały oczywiście w studiu – a tam wiadomo, sekwencja po sekwencji, korygowanie i poprawianie.

– Jak śpiewało Ci się do elektronicznych podkładów Michała?

– To zupełnie inna opcja. Chyba bardziej wymagająca. Kiedy jest się z „żywym” muzykiem na scenie, trzeba się wczuwać i wsłuchiwać w siebie nawzajem. W przypadku elektroniki jest się zdanym tylko na siebie. Ale z drugiej strony to otwiera nowe możliwości – bo można sobie pozwolić na wszystko!

– Michał potem mocno wyedytował i poprzetwarzał Twoje wokale. Jak na to zareagowałaś?

– Odbieram to jako element jego improwizacji. I cechę charakterystyczną naszej muzyki. Michał tnie i klei, tak jak czuje. W ten sposób wyraża swoje emocje. To po prostu jego styl.

– Powstała bardzo różnorodna płyta – bo jest na niej miejsce zarówno na mroczny trip-hop, jak również abstrakcyjny IDM czy organiczny nu-jazz.

– To dlatego, że choć w studiu pracowaliśmy tylko dwa miesiące, cały materiał powstawał przez niemal półtora roku. W tym czasie wydarzyły się różne sytuacje, targały nami różne emocje, pojawiły się różne kolory. To wszystko miało wpływ na naszą muzykę.

http://www.youtube.com/watch?v=9ggJPUez-tQ&feature=related

– W których utworach czułaś się najlepiej?

– Najlepiej śpiewa mi się do ciepłych aranży. Bo dają one możliwość ujścia moim najbardziej autentycznym uczuciom. Chcę bowiem dawać ludziom pozytywną energię, nadzieję na przyszłość, wiarę, że warto ciągnąć to wszystko dalej. Ale spełniłam się też w bardziej smutnych nagraniach. „I`m Nobody” to wręcz moja psychiczna wiwisekcja. Michał napisał do niej idealną muzykę, pełną niepewności, obaw, tkliwości, nijakości – wtedy, kiedy słońca brak.

– No właśnie: skąd w Waszych piosenkach tyle smutku?

– Michał taki jest, to jego droga. Jego ulubionym zespołem jest Radiohead, a to mówi samo za siebie. To spokojny człowiek, co ma też odzwierciedlenie w muzyce, którą tworzy. Ja staram się tylko wpasować w jej klimat, nie zepsuć zbyt wiele. Lubię dać wyraz ekstremalnym emocjom, ale mam nadzieję, że potrafię też odnaleźć się w spokojnym klimacie.

– Wydajesz się jednak być osobą bardzo energetyczną.

– To prawda! Niedawno śpiewałam na house`owej imprezie pod Wrocławiem u przyjaciół i wszyscy byli tym zaskoczeni. Bo trafiłam tam prosto z koncertu promocyjnego Sinusoidala. Przed chwilą dryfowałam w mroku i oniryzmie, a w dwie godziny potem serwowałam hit za hitem z prawdziwym przytupem. Znajomi powiedzieli, że jestem… zwierzęciem scenicznym! Myślę, że kiedyś pokażę światu i tę stronę swojej osobowości. Bo uważam się za pozytywną wariatkę, może nie z pogranicza, bo lubię balans w życiu, ale taka właśnie jest moja nieobliczalna natura!

– Na razie dopiero rozwijacie skrzydła – „Out Of The Wall” to przecież dopiero Wasz debiut. Masz jednak jakąś wizję przyszłości Sinusoidal?

– Nasza płyta to zlepek nagrań z różnych okresów czasowych. Chcielibyśmy w przyszłości zmienić z Michałem tryb pracy. Planujemy odizolować się od świata zewnętrznego, zamknąć w studiu i zrobić coś razem w krótkim terminie. Myślę, że o ile się nie pozabijamy, to… powstanie coś ciekawego. (śmiech) Kiedy inni artyści tak robią, tworzą rzeczy wyjątkowe, będące esencją ich twórczości. Myślę, że my też mamy taką szansę.

– I na koniec odrobina prywatności: jesteście z Michałem parą w życiu, tak jak na scenie?

(śmiech) Nie, absolutnie! To nigdy by się między nami nie udało, bo mamy skrajnie odmienne charaktery. Narzeczona Michała jest naszą menedżerką. Mamy więc opiekę z zewnątrz. Ale jesteśmy przyjaciółmi – przynajmniej tak mi się wydaje. I myślę, że bez tego raczej nigdy nie stworzylibyśmy razem nic ciekawego.

Fot. A&Mextra2

http://www.myspace.com/sinusoidalpoland

http://pl-pl.facebook.com/sinusoidalpoland







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Nasz wywiad z Sinusoidal » […]

trackback

[…] pobytu w Polsce, zafascynował się sam Tricky – to chyba niezła rekomendacja. Niedawno rozmawialiśmy a Adrianną, a dziś prezentujemy Wam tegoroczne rekomendacje Michała. Zebrała Kamila […]

Polecamy