BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



The Whip – Wired Together

Swojego czasu Fatboy Slim i jego wytwórnia Southern Fried Record włożyli sporo energii w promocję The Whip. Norman Cook należy do osób, którzy szanują swoje nazwisko i raczej nie wspiera byle kogo, więc na brytyjski zespól uwagę zwróciła dziennikarska brać, a za nią szeroka publika. The Whip szybko wydał debiutancki album, który został dobrze przyjęty zarówno przez krytyków, jak i bywalców nocnych klubów zachodniej Europy. Później o zespole zrobiło się cicho. Dzisiaj w całkiem niezłym stylu powracają z „Wired Together” i ponownie robią wokół siebie zamieszanie.

Pamiętacie Primal Scream i wydany w 1991 roku album „Scramadelica”? To właśnie wtedy rock’n’roll wszedł w romans z acid house , muzyką gospel i dance. Bobby Gillespie i jego kompani byli wspierani w studiu przez producenta Jagza Koonera, który miał spory wpływ na ich ówczesną stylistykę. Nie dziwi zatem fakt, że The Whip sięgnęli właśnie po niego. I jak się okazało, była to bardzo dobra decyzja. Brzmienie „Wired Together” w porównaniu do debiutu uległo złagodzeniu. Zupełnie jakby Klaxons spiknęli się z Cut Copy na jakiejś imprezie i dorwali się do sprzętu muzycznego. Na przestrzeni całego albumu można wyczuć też ducha New Order. Zwłaszcza elegancki bas przypomina to, co wyprawiał na swoim instrumencie Peter Hook.

http://youtu.be/uep_mJfuzzg

Anglicy załadowali na swoją taneczną łajbę ciężkie ładunki popu, indie czy electro i nie zatonęli od nadmiaru wagi! Wręcz przeciwnie – wypłynęli na szerokie wody i rozkręcili niezłą dyskotekę. Otwierający album „Secret Weapon” pulsuje radośnie w takt przestrzennych klawiszy, wyjętych żywcem z lat 80. Dochodzi do tego świetny, wpadający w ucho refren, który nucić będziecie pod prysznicem. „Shake” z kolei to zadziorne, frapujące electro przywołujące na myśl wczesne wcielenie Digitalism. Bardzo ciekawie wypada „Movement”, w którym początkowa oszczędna partia pianina zostaje przygnieciona przez dyskotekowy rytm i (jakże by inaczej) świetną linię basu. Warto zwrócić także uwagę na rozedrgany i przy tym euforyczny, pełen energii, kawałek „Master Of Ceremony” oraz na naiwny w swojej formie, zagrany  na modłę New Order, „Slow Down”.

The Whip nadal są w świetnej formie i nie wygląda na to aby mieli ją w najbliższym czasie utracić. Brytyjczycy sporządzili muzyczny koktajl, który smakuje wybornie, i którego wciąż ma ochotę się próbować. Ja proponuje brać naprawdę duże, orzeźwiające łyki – na dłużej ugasicie pragnienie.

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.