Wpisz i kliknij enter

The Whip – Wired Together

Swojego czasu Fatboy Slim i jego wytwórnia Southern Fried Record włożyli sporo energii w promocję The Whip. Norman Cook należy do osób, którzy szanują swoje nazwisko i raczej nie wspiera byle kogo, więc na brytyjski zespól uwagę zwróciła dziennikarska brać, a za nią szeroka publika. The Whip szybko wydał debiutancki album, który został dobrze przyjęty zarówno przez krytyków, jak i bywalców nocnych klubów zachodniej Europy. Później o zespole zrobiło się cicho. Dzisiaj w całkiem niezłym stylu powracają z „Wired Together” i ponownie robią wokół siebie zamieszanie.

Pamiętacie Primal Scream i wydany w 1991 roku album „Scramadelica”? To właśnie wtedy rock’n’roll wszedł w romans z acid house , muzyką gospel i dance. Bobby Gillespie i jego kompani byli wspierani w studiu przez producenta Jagza Koonera, który miał spory wpływ na ich ówczesną stylistykę. Nie dziwi zatem fakt, że The Whip sięgnęli właśnie po niego. I jak się okazało, była to bardzo dobra decyzja. Brzmienie „Wired Together” w porównaniu do debiutu uległo złagodzeniu. Zupełnie jakby Klaxons spiknęli się z Cut Copy na jakiejś imprezie i dorwali się do sprzętu muzycznego. Na przestrzeni całego albumu można wyczuć też ducha New Order. Zwłaszcza elegancki bas przypomina to, co wyprawiał na swoim instrumencie Peter Hook.

Anglicy załadowali na swoją taneczną łajbę ciężkie ładunki popu, indie czy electro i nie zatonęli od nadmiaru wagi! Wręcz przeciwnie – wypłynęli na szerokie wody i rozkręcili niezłą dyskotekę. Otwierający album „Secret Weapon” pulsuje radośnie w takt przestrzennych klawiszy, wyjętych żywcem z lat 80. Dochodzi do tego świetny, wpadający w ucho refren, który nucić będziecie pod prysznicem. „Shake” z kolei to zadziorne, frapujące electro przywołujące na myśl wczesne wcielenie Digitalism. Bardzo ciekawie wypada „Movement”, w którym początkowa oszczędna partia pianina zostaje przygnieciona przez dyskotekowy rytm i (jakże by inaczej) świetną linię basu. Warto zwrócić także uwagę na rozedrgany i przy tym euforyczny, pełen energii, kawałek „Master Of Ceremony” oraz na naiwny w swojej formie, zagrany  na modłę New Order, „Slow Down”.

The Whip nadal są w świetnej formie i nie wygląda na to aby mieli ją w najbliższym czasie utracić. Brytyjczycy sporządzili muzyczny koktajl, który smakuje wybornie, i którego wciąż ma ochotę się próbować. Ja proponuje brać naprawdę duże, orzeźwiające łyki – na dłużej ugasicie pragnienie.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy