Wpisz i kliknij enter

Benicewicz – Fujarki

Nostalgia niejedno ma imię. Słuchając albumu wydanego w Reqiuem Records przypomniały mi się czasy, gdy ponad dziesięć lat temu zacząłem odkrywać różne oblicza muzycznego eksperymentu – w gąszczu odniesień zorientować pomagali się wówczas redaktorzy niszowej „Anteny Krzyku”. To tam dużą estymą cieszyła się muzyka Coil, grupy otoczonej nimbem alchemiczno-narkotycznej magii, której dźwięki rozlewały się od ambientu, przez epicką elektronikę, ku rytualnemu transowi.

Sporo miejsca w kolejnych numerach zinu zajmowały dokonania z kręgu post-industral, w Polsce reprezentowanego przez takie wydawnictwa jak OBUH, Nefryt/Malachit, Requiem. Ostatni z wymienionych labeli konsekwentnie dokumentował najnowsze dokonania rodzimych twórców (m.in. Job Karma, Nemezis, One Inch Of Shadow), zbierając ich nagrania na szesnastu częściach składanki „City Songs”.

Mniej więcej w tym czasie Wojciech Benicewicz rozpoczął pracę nad właśnie sfinalizowanym albumem „Fujarki” – przywołany kontekst początków pierwszej dekady XXI wieku zdaje się trafnie określać jego zawartość. Związany z projektami takimi jak Inire, The Embryonal Position, Christblood, działający również na polu sztuki multimediów, autor kreuje tu wyrazisty ambient, odwołujący się do estetyki spod znaku Coil.

Na krążku można usłyszeć epickie kompozycje, w których syntetyczne brzmienia elektroniki uzupełniają partie aerofonów. Przetworzone motywy, grane na instrumentach akustycznych, ożywiają eteryczną całość – czasami wpadającą w drażniącą pastelowość. Muzyka Benicewicza przypomina ścieżkę dźwiękową do filmu (zapewne z gatunku fantasy), jednak na szczęście jej ilustracyjny charakter przełamują tracki ze zdecydowanym tematem, jak „trąby” w „Running Thought The Clouds”.

O recyklingu klisz gatunkowych, czyli zjawisku opisywanym przez Simona Reynoldsa w „Retromanii”, w przypadku „Fujarek” nie może być mowy. Ezoteryczna elektronika, czy też dark ambient, sytuują się w niszy, w której raczej unika się gier z konwencją, a ramy poetyki traktuje dość poważnie. Nostalgia w tym przypadku ma charakter osobisty. Choć ten rodzaj muzyki nie jest mi w tej chwili szczególnie bliski, potrafię docenić zaangażowanie i pasję artystów takich jak Benicewicz. I z przyjemnością sięgam po kasety i CDR-y sprzed dekady, odkurzając wspomnienia z nimi związane.

Requiem Records | 2012







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

Ron Wright & Neil Webb

„Burning Pool” to soundtrack do filmu o Sheffield w wykonaniu dwóch weteranów tamtejszej sceny elektronicznej.