Wpisz i kliknij enter

Ricardo Villalobos – Dependent And Happy

Minimal umarł? Bzdura. Wystarczy posłuchać nowego albumu chilijskiego producenta. To jednoznaczna deklaracja – nie ważne jaki styl muzyki uprawiasz, bo jeśli masz prawdziwy talent, to i tak stworzysz dzieło wybitne. I tak dokładnie jest w tym przypadku.

Pozornie wydawałoby się, że kruche brzmienie wypracowane przez Villalobosa w minionej dekadzie należy do przeszłości. Bo przecież jego najlepsze płyty – choćby debiutancka „Alcahofa” czy wizyjna „The Au Harem D`Archimede” – złożyły podwaliny pod rozwój klasycznego minimalu. Gwałtowny krach tego nurtu wydawał się mieć również wpływ na twórczość Ricardo – bo od czterech lat nie wydal on nowego albumu. Ale niedawno to się zmieniło – i już pierwsze przesłuchanie wszystko wyjaśnia.

W sumie Villalobos nie zmienia wiele w swym brzmieniu na „Dependent And Happy”. Zaczyna łagodnie – od plemiennego rytmu wyznaczanego archetypowym klaskaniem („Mochnochich”). Dopiero potem uderza konkretny bit – lekko cykający hi-hatami, o subtelnym tonie, wsparty zmysłowym pochodem basu („Timemorf”). Ten hipnotyczny puls prowadzi nas przez kolejne nagrania – by dopiero znacznie później złapać inne metrum.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/462782-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=462782-01″ allowscriptaccess=”always”]

W połowie płyty Ricardo wprowadza bowiem subtelne breaki – oplatając je tribalowymi perkusjonaliami („I`m counting”) i samplami jazzowych bębnów („Samma”). Potem niespodziewanie otrzymujemy podszyte funkowym groovem mięsiste electro („Tu Actitud”). A finał należy do tech-house – o wzmocnionej energii, ale i tak wpisanej w ramy seksownego minimalu („Koito”).

W warstwie aranżacyjnej jest jeszcze ciekawiej. Chilijski producent splata z syntezatorowych dźwięków i poszatkowanych sampli prawdziwy gąszcz egzotycznych brzmień. Czego tu nie ma! W „Timemorf” łagodne akordy latynoskiej gitary zgrabnie korespondują z wibrującymi pląsami jazzowych klawiszy. „Grumax” opiera się na loopie skręconym z basowych uderzeń synkopującego kontrabasu. Przejmujący chór kobiecych głosów podszytych szeleszczącymi perkusjonaliami przynosi „Ferenc”. Dubowe akordy niosące latynoski śpiew słychać w „Samma”. A monumentalny „Koito” – zachwyca urzekającym połączeniem wokoderowej wokalizy z ambientowymi pasażami syntezatorów.

Wszystko to zrealizowane z fascynującą dbałością o detal – ale tchnące jednocześnie świeżą energią niemal jazzowej improwizacji w stylu free. To potrafią tylko najwięksi. Ricardo potwierdza swym nowym albumem, że należy do tego wąskiego grona. Czy to jeszcze minimal? Nieważne. To po prostu wspaniała muzyka.

Perlon 2012

www.perlon.net

www.facebook.com/pages/Perlon

http://www.facebook.com/ricardovillaloboscocoon







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy