Wpisz i kliknij enter

Daniel Rossen – Silent Hour/Golden Mile EP

Moda na gitarę akustyczną, będącą instrumentem wiodącym, wróciła definitywnie – zarówno w produkcjach undergroundowych, jak i radiowych. Wiadomo – niektórzy nigdy od niej nie odeszli, niemniej jednak pozycje okołofolkowe, obudowane wszelakimi pudłami rezonansowymi i dęciakami, sygnowane przez wytwórnie kojarzone głównie z elektroniką zawsze wzbudzały moją ciekawość. I tak właśnie jest w tym przypadku.

Słowem wstępu warto przybliżyć sylwetkę Rossena – 30latek z Los Angeles, znany przede wszystkim jako członek grupy Grizzly Bear. Wszechstronny multiinstrumentalista oscylujący wokół wytwórni Warp oraz 4AD, głównie przez niemały rozrzut gatunkowy, w jakim zwykło się zamykać jego twórczość.

Dlaczego warto? Dla przeplatanych partii dęto-smyczkowych w „Return to Form”, przy których każdy filmowy bohater z pewnością podniósłby się z ziemi. Dla beatlesowsko rozpisanych wokali w „Silent Song” z radośnie skrzeczącą, prawie że zdzierającą politurę głośników gitarą, a także dla wodewilowego posmaku „Golden Mile”. Rossen nie stawia na minimalizm, nie jest to kolejny brodacz z gitarą na kolanach. Kompozycje są pełne smaczków i instrumentalnych akcentów, przez co nabierają nie tylko ciekawszego kolorytu, ale także składają się na rys indywidualny tychże nagrań. „Silent Hour/Golden Mile” jest wyraźnie różne od poczynań Grizzly Bear i daleko mu od półgodzinnego wypełniacza poczynionego w przerwie między trasą koncertową, a wejściem do studia pod sztandarem formacji rodzimej.

Daniel Rossen, choć pod opieką giganta szczególnie przychylnego kablom, konsolom, kontrolkom i klawiszom, daje dobry pretekst dla wszystkich zniesmaczonych poczynaniami Mumford & Sons, niecierpliwie czekających na trzeci album studyjny Fleet Foxes, a także tych, którzy po raz ostatni w tym roku chcieliby poczuć słońce na twarzy nim definitywnie zamkną się na sezon jesień-zima w dźwiękoszczelnym bunkrze z masą elektroniki i ambientu. W talii folkowych artystów i gwiazdeczek EPka „Silent Hour/Golden Mile” jawi się jako solowy projekt z zadatkami na mocną kartę, może nawet i Króla. Możliwe, że wraz z topniejącymi śniegami poznamy odpowiedź na pytanie, czy przyjdzie nam kiedykolwiek ujrzeć coś ponad widoczną na okładce ścianę skał.

Warp | 20.03.2012







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy