Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Kamp! – relacja z koncertu w Eterze


Cykl koncertów spod znaku „City Sounds” na stałe wpisał się już w muzyczną przestrzeń Wrocławia. Smakosze szeroko pojętej elektroniki oraz ambitnego popu, z zachłannością małego dziecka wypatrują kolejnych imprez, organizowanych przez załogę niebiesko-białego loga. Nie ma się co dziwić, pozycje w karcie dań CS rzeczywiście sprawiają, że niektórym może polecieć ślinka. Tym razem do stolicy Dolnego Śląska zawitał Kamp! , grupa, która w bardzo krótkim czasie zdobyła sporą popularność i dzisiaj znajduje się w miejscu, o którym nie dawno chyba nawet nie marzyła.

Przy okazji święta 11 listopada z delikatnością słonia w składzie porcelany, media stawiały przed nami  pytanie o to, czym jest współczesny patriotyzm, jak się go powinno definiować, na jakiś zasadach go opierać i w jakie wartości wyposażyć. Cóż, widząc wypełniony po brzegi klub Eter, poczułem prawdziwą radość, że na nasz polski zespół, przyszło aż tylu ludzi. Zwłaszcza, że zespół ten nie gra wcale jakiejś oczywistej muzyki, przyciągającej mityczne „masy”. Pomyślałem sobie, że jarają mnie  takie sukcesy naszych rodzimych kapel, i w tym chyba przejawia się właśnie mój patriotyzm dla tego kraju.

Jednak zanim na deskach Eteru pojawił się Kamp!, ludzi rozgrzał, dość skutecznie, duet Rebeka, w którego skład wchodzą Iwona Skwarek wraz z Bartoszem Szczęsnym. Głęboki bas, zadziorne beaty, taneczne przesłanie dla świata. Niby wszystko ok, ale na dłuższą metę zaczęła mnie, nasza urocza parka, męczyć. Repertuar był dość jednostajny, a dźwięki – dobiegające głównie z syntezatora Casio – momentami nużyły. Tak czy inaczej, był to dość przyzwoity występ, i Rebeka, jako support wykonał swoją robotę w stopniu zadowalającym.

Prawdziwe szaleństwo rozpoczęło się dopiero, kiedy na scenie zameldował się Kamp! Melodyjny i stąpający electro-pop osiadł na publice niczym jakaś mistyczna substancja, wnikająca w ciała i wywołująca w świadomości potrzebę nieskrępowanego tańca. Koncert zamienił się w jedną wielką dyskotekę, a Michał, Tomek i Radek wcielili się w rolę, rozkręcających imprezę, DJów.


To była moc. Elektryczne krajobrazy, wśród których migotały ciepłe barwy klawiszy, przełamywane przez gitarę i różnego rodzaju przeszkadzajki, uwodziły i fascynowały. Całość nie grzeszyła jakąś specjalną oryginalnością, ale co z tego, skoro Kamp! potrafił dostarczyć nam tyle dobrej zabawy. Co ciekawe, ich muzyka ma w sobie tę niezwykle rzadką cechę, polegającą na tym, że zawiera zarówno propozycje dla niedzielnego słuchacza, jak i starych wyjadaczy elektroniki. Brawo chłopaki, Wrocław czeka na powtórkę!




 

Tekst: Kamil Downarowicz
Zdjęcia: Sebastian Martinez

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.