Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.



An Moku – Mononocle

12 grudnia ukazała się płyta jednoosobowego projektu An Moku – „Mononocle” nakładem wytwórni ETALABEL.

Dominik Grenzler (aka An Moku) to muzyk, którego głównymi zainteresowaniami jest eksperyment i pełen przestrzeni ambient. Wychował się na synth-popie lat ’80-tych i gitarowej muzyce wczesnych lat ’90-tych. Grał na basie w kilku niemieckich składach pochodzących z Zagłębia Ruhry. Występował również na koncertach supportujących takie gwiazdy jak Whitney Houston, Joe Cocker, Marla Glen oraz Daniel Denecke.

Zainspirowany wieloma podróżami po Szwajcarii, Japonii oraz Islandii, Dominik zaczął inaczej patrzeć na materię dźwiękową. W roku 2008 rozpoczął nagrywanie pod pseudonimem An Moku. Przestrzeń dźwiękowa jego nowego projektu jest tworzona poprzez użycie instrumentów akustycznych, syntezatorów, urządzeń zrób-to-sam, oraz najróżniejszych nagrań terenowych. W swoich kompozycjach Dominik stawia na akcentowanie poprzez klikające loopy i drony. Wynikiem jego poszukiwań jest ciekawy i nowatorski kolaż. Dosłowne tłumaczenie japońskiego słowa „Anmoku” to „milczące, przemilczane, ukryte”. Dobrze oddaje ono koncept mówiący, że pomysł czy myśl nie mogą zostać wyartykułowane, a są rozumiane podświadomie. Czerpiąc inspiracje z tego pomysłu, Dominik daje słuchaczowi dużo miejsca na zabawę wyobraźnią i interpretację swojej twórczości.

„Mononocle” wypełnia pięć kompozycji, które trwają ponad 70-minut. Utwór otwierający ten zestaw to „Melting Point”. Znajdziemy tu delikatny glitch i nakładające się na siebie trzaski, szmery i stuknięcia. Mamy dość chłodny i posępny klimat. Z mrocznej otchłani, przechodzimy do utworu „Eremit”. Początek bardzo kontemplacyjny, ambientowy, w dalszej części słyszymy, jak zgrabnie artysta przemyca do swojej muzyki dźwięki otoczenia, szarpie i popycha ten utwór w dwie różne strony. W prawym kanale słychać improwizujący kolektyw, a w lewym mamy kogoś kto siedzi za laptopem i generuje łagodne drony. Nic bardziej mylnego, tworzy to wciąż jeden człowiek.

Następnie fragment „Kodama”, gdzie przetworzone brzmienie skrzypiec i wiolonczeli zostało wymieszane z field recordingiem, mnóstwo tu różnych hałasów i niuansów dźwiękowych. Znów ujawnił się upiorny i chłodny klimat tej muzyki. W najdłuższej kompozycji na płycie „Stockwerk”, trwającej ponad 40-minut, Grenzler zabiera nas w długą i bardzo ciekawą podróż. Jest to set, który bardzo chętnie bym usłyszał na żywo, w ciekawej scenerii, niekoniecznie w otoczeniu naziemnych, industrialnych przestrzeni, lecz raczej pod ziemią – w jakiejś kopalni lub jaskini. Preparowany dźwięk instrumentów smyczkowych z czasem zostaje rozświetlony znakomitą partią fortepianu, następnie znowu wpadamy w niepokojący nastój – powracają trzaski i szmery. Siłą tej kompozycji jest nieustanny  dron, do którego artysta dokłada coraz to nowe, nieprzewidywalne struktury wydobyte za pomocą m.in. oscylatorów czy mikrofonów kontaktowych. Całość brzmi jak zagubiona kompozycja ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia.

W tym momencie album mógłby się skończyć, jednak Dominik zaproponował jeszcze nagranie „Oko”. Utwór, choć trzy razy krótszy od „Stockwerk”, intensywnością mu nie dorównuje. Myślę, że autor chciał wyciszyć materiał, stopniowo ujarzmiając nagromadzone wcześniej emocje.

David Shea kiedyś powiedział:

Praca kompozytorska nie polega na wymyślaniu, lecz na aranżowaniu. Cały dostępny materiał jest z definicji jedyny w swoim rodzaju i jednocześnie podskórnie powiązany. Tak więc strategia i sztuka łączenia pozwala stworzyć kreatywne dzieło.

Tak właśnie jest w przypadku Dominika Grenzlera, z precyzją łączy poszczególne dźwięki, nakładając na nie kolejne warstwy przetworzonych brzmień różnych instrumentów i rekwizytów. Aranżacje kompozycji na „Mononocle” zawieszone są pomiędzy dwoma punktami widzenia (słyszenia), następuje w nich bardzo szybki i częsty zwrot akcji. Mamy współgranie wielu dźwięków, nie ma mowy o jakiejś pustce czy braku pomysłów, kompozytor ciągle dopełnia i dba o przestrzeń słuchających. Grenzler ma własną strategię na dopasowywanie do siebie dźwięków, co z powodzeniem realizuje na płycie „Mononocle”.

ETALABEL | 2012

 

 

Oficjalna strona An Moku »www.ETALABEL.com »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »Słuchaj na Soundcloud »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. euwu

    swietny album. ‚stockwerk’ to naprawde kawal pieknej muzy.

  2. jaro

    Kolejny dobry wykonawca z Etalabelu.