The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



An Moku – Mononocle

12 grudnia ukazała się płyta jednoosobowego projektu An Moku – „Mononocle” nakładem wytwórni ETALABEL.

Dominik Grenzler (aka An Moku) to muzyk, którego głównymi zainteresowaniami jest eksperyment i pełen przestrzeni ambient. Wychował się na synth-popie lat ’80-tych i gitarowej muzyce wczesnych lat ’90-tych. Grał na basie w kilku niemieckich składach pochodzących z Zagłębia Ruhry. Występował również na koncertach supportujących takie gwiazdy jak Whitney Houston, Joe Cocker, Marla Glen oraz Daniel Denecke.

Zainspirowany wieloma podróżami po Szwajcarii, Japonii oraz Islandii, Dominik zaczął inaczej patrzeć na materię dźwiękową. W roku 2008 rozpoczął nagrywanie pod pseudonimem An Moku. Przestrzeń dźwiękowa jego nowego projektu jest tworzona poprzez użycie instrumentów akustycznych, syntezatorów, urządzeń zrób-to-sam, oraz najróżniejszych nagrań terenowych. W swoich kompozycjach Dominik stawia na akcentowanie poprzez klikające loopy i drony. Wynikiem jego poszukiwań jest ciekawy i nowatorski kolaż. Dosłowne tłumaczenie japońskiego słowa „Anmoku” to „milczące, przemilczane, ukryte”. Dobrze oddaje ono koncept mówiący, że pomysł czy myśl nie mogą zostać wyartykułowane, a są rozumiane podświadomie. Czerpiąc inspiracje z tego pomysłu, Dominik daje słuchaczowi dużo miejsca na zabawę wyobraźnią i interpretację swojej twórczości.

„Mononocle” wypełnia pięć kompozycji, które trwają ponad 70-minut. Utwór otwierający ten zestaw to „Melting Point”. Znajdziemy tu delikatny glitch i nakładające się na siebie trzaski, szmery i stuknięcia. Mamy dość chłodny i posępny klimat. Z mrocznej otchłani, przechodzimy do utworu „Eremit”. Początek bardzo kontemplacyjny, ambientowy, w dalszej części słyszymy, jak zgrabnie artysta przemyca do swojej muzyki dźwięki otoczenia, szarpie i popycha ten utwór w dwie różne strony. W prawym kanale słychać improwizujący kolektyw, a w lewym mamy kogoś kto siedzi za laptopem i generuje łagodne drony. Nic bardziej mylnego, tworzy to wciąż jeden człowiek.

Następnie fragment „Kodama”, gdzie przetworzone brzmienie skrzypiec i wiolonczeli zostało wymieszane z field recordingiem, mnóstwo tu różnych hałasów i niuansów dźwiękowych. Znów ujawnił się upiorny i chłodny klimat tej muzyki. W najdłuższej kompozycji na płycie „Stockwerk”, trwającej ponad 40-minut, Grenzler zabiera nas w długą i bardzo ciekawą podróż. Jest to set, który bardzo chętnie bym usłyszał na żywo, w ciekawej scenerii, niekoniecznie w otoczeniu naziemnych, industrialnych przestrzeni, lecz raczej pod ziemią – w jakiejś kopalni lub jaskini. Preparowany dźwięk instrumentów smyczkowych z czasem zostaje rozświetlony znakomitą partią fortepianu, następnie znowu wpadamy w niepokojący nastój – powracają trzaski i szmery. Siłą tej kompozycji jest nieustanny  dron, do którego artysta dokłada coraz to nowe, nieprzewidywalne struktury wydobyte za pomocą m.in. oscylatorów czy mikrofonów kontaktowych. Całość brzmi jak zagubiona kompozycja ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia.

W tym momencie album mógłby się skończyć, jednak Dominik zaproponował jeszcze nagranie „Oko”. Utwór, choć trzy razy krótszy od „Stockwerk”, intensywnością mu nie dorównuje. Myślę, że autor chciał wyciszyć materiał, stopniowo ujarzmiając nagromadzone wcześniej emocje.

David Shea kiedyś powiedział:

Praca kompozytorska nie polega na wymyślaniu, lecz na aranżowaniu. Cały dostępny materiał jest z definicji jedyny w swoim rodzaju i jednocześnie podskórnie powiązany. Tak więc strategia i sztuka łączenia pozwala stworzyć kreatywne dzieło.

Tak właśnie jest w przypadku Dominika Grenzlera, z precyzją łączy poszczególne dźwięki, nakładając na nie kolejne warstwy przetworzonych brzmień różnych instrumentów i rekwizytów. Aranżacje kompozycji na „Mononocle” zawieszone są pomiędzy dwoma punktami widzenia (słyszenia), następuje w nich bardzo szybki i częsty zwrot akcji. Mamy współgranie wielu dźwięków, nie ma mowy o jakiejś pustce czy braku pomysłów, kompozytor ciągle dopełnia i dba o przestrzeń słuchających. Grenzler ma własną strategię na dopasowywanie do siebie dźwięków, co z powodzeniem realizuje na płycie „Mononocle”.

ETALABEL | 2012

 

 

Oficjalna strona An Moku »www.ETALABEL.com »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »Słuchaj na Soundcloud »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. euwu

    swietny album. ‚stockwerk’ to naprawde kawal pieknej muzy.

  2. jaro

    Kolejny dobry wykonawca z Etalabelu.