Wpisz i kliknij enter

Jamie Lidell – Jamie Lidell

Jamie Lidell wraca do swoich początków, kiedy tworzył zdrowo popieprzone techno i IDM.

Była druga połowa lat 90. – Jamie Alexander Lidderdale działa solo i z Cristianem Vogelem, tworząc Super_Collider. Duet ma na swoim koncie kilka EPek i dwa albumy pełne szaleńczej i pokręconej elektroniki. Gdy rozeszli się na solowe ścieżki, Lidell w 2000 jeszcze produkował elektroniczne drgawki znamienne dla spółki z Vogelem („Muddlin Gear”, LP dla Warp Rec.) i wczesnych solowych nagrań. Jednak gdy minęło parę lat, zaczął śpiewać do bardziej instrumentalnych kompozycji. Elektroniczne zabawki idą w odstawkę. Jamie ubiera się teraz w funk. Soul. Jazz. Ubiera się i stroi – dosłownie, jak książę. Mówi się – po „Multiply” i „Jimie” – to nowy Prince. Prince elektronicznego funku.

W 2010 roku Warp, etatowo współpracują z Jamiem wytwórnia, wypuszcza „Compass”. Złożona i pełna płyta, miejscami brudna i psychodeliczna, miejscami słodka i liryczna, w pewien jednak sposób połączona z poprzedniczkami. Jamie się zakochał, zamieszkał w USA, lekko przyprawił awangardą czarne, instrumentalne granie, pełne czułych słówek. „Compass” to była inspirująca lekcja.

Ale teraz mamy 2013 rok i kolejny krążek – już sama nazwa wskazuje, że dzieje się coś dziwnego. Facet, który wydał 4 płyty, a nawet pięć (remiksy „Multiply”), jest uznanym twórcą, nazywa płytę jak debiutant.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/481189-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=481189-01″ allowscriptaccess=”always”]

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to nie wiadomo jak się powstrzymać. Myśli i odczucia same płyną do wcześniejszych znakomitości. W tym starciu „Jamie Lidell” wypada blado.

Wstęp przedstawiający początki Lidella miał przygotować do odsłuchu. Bo Ci którzy nie wnikali głęboko w jego twórczość, mogą się zdziwić. Jamie śpiewa głównie do brzmienia komputerowego, do linii melodycznych programowanych klikaniem myszki. Jeśli instrumenty pojawiają się, to tak jak trąbka w „Why_Ya_Why” – są zagubione w gąszczu elektroniki.

Płyta jest pełna eksperymentów z modulowaniem głosu, eklektycznych piosenek i dawno niesłyszanej pomysłowości w zabawie elektroniką. Jamie jest żywiołowy, energiczny i wokalnie niesamowity. Tło jednak sprawia, że prawie połowy zawartości nie rozumiem i nie potrafię słuchać – jakoś moje wrażliwe ucho (na marginesie, Lidell sam jest sobie winien, sam je rozpieścił) nie daje rady z tą kakofonią i pikselowym głosem.

Mimo wszystko, zestaw ma brawurowe i wręcz wizjonerskie momenty – witajcie w futurystycznym świecie songwriterów, cyfrowego funku i soulu, pełnym radosnej improwizacji. Jednak to tylko 3-4 utwory. Tym „Jamie Lidell” odróżnia się od poprzedniczek – słucha się go w kratkę.

Warp Records, 2013

Najlepsze momenty: „Do Yourself A Faver”, „Big Love”, „Blaming Something”







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
RAMbeat
RAMbeat
8 lat temu

Kolejna przeprodukowana płyta, która męczy pomysłami, smaczkami- miast wciągać siłą samych kompozycji. Chyba jestem dinozaurem – królestwo za dobrze skomponowane 5 numerów zamiast n-przeprodukowanych. 🙂

Polecamy