Wpisz i kliknij enter

Oliver Schories – Exit

„Exit” nie jest niczym nowym – ale w niemal perfekcyjny sposób realizuje najważniejsze założenia tech-house’owego kanonu.

Kiedy na początku minionej dekady popularność zaczęły zdobywać pierwsze nagrania publikowane przez koloński Kompakt, z czasem pojawiło się coraz więcej wytwórni i producentów łączących w swej twórczości dwa do tej pory rzadko kojarzone w nowej elektronice elementy – melodię i taneczną energię. I to właśnie w ten sposób rozpoczął się triumfalny pochód tech-house’u, którego najważniejszymi autorami byli wówczas artyści z Niemiec – choćby Mathias Schaffhauser, Rene Breitbach, Robert Babicz, Gabriel Ananda, Falko Brocksieper czy Frank Martiniq, nagrywający dla mniejszych lub większych wytwórni działających nad Renem w rodzaju Ware, Boxer, Treibstoff czy Sub Static.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło w tanecznej elektronice. Ale chociaż pojawiły się kolejne mody, opatentowany ponad dziesięć lat temu styl przetrwał nadal i ciągle cieszy się sporym powodzeniem, oczywiście przede wszystkim w Niemczech. Skąd ta długotrwała popularność? Spróbujmy na to pytanie odpowiedzieć na przykładzie nowej płyty młodego producenta z Hamburga – Olivera Schoriesa – który w swej dwuletniej zaledwie działalności kontynuuje najważniejsze wątki dla  klasycznego tech-house’u z końca XX wieku.

Jednym z najistotniejszych wyznaczników tego nurtu zawsze była jego elegancja. To nie mroczne i ciężkie techno dla ogolonych na łyso twardzieli, ale to też nie szorstki i brudny house, przyciągający wszelkiej maści seksualnych odmieńców. Tutaj rytmika jest stonowana, zgrabnie zbalansowana, o niemal sterylnym brzmieniu. Jeśli pojawia się energetyczny bas – to jest dopieszczony, że nie uderza warczącymi tonami, ale przyjemnie mruczy do ucha. I tak jest w utworach Schoriesa – choć raz bity zostają podrasowane na minimalową modłę („Intro State Of”), a innym razem – na bardziej chicagowską („Sunset”) czy nowojorską („Like You”). Tak naprawdę te zmiany są ledwo wyłapywalne – przez co wszystkie utwory pulsują w tym samym metrum, tworząc dla jednych monotonną, a dla drugich – hipnotyczną całość.


Kontrapunktem dla jednostajnych bitów jest w tech-house’ie wyrazista melodyka. Może ją znaleźć zarówno w instrumentalnej, jak i wokalnej części poszczególnych nagrań. Schories stosuje więc z jednej strony rozwibrowane dźwięki perlistych klawiszy („Exit”), a z drugiej – ciepłe tony organicznego Rhodesa („Go”) czy tęskne pasaże smyczków („But Maybe”). Niezwykle ważny jest w tym kontekście ludzki głos – może to być erotyczny szept tajemniczej kobiety („All I See”), fragment radiowego komunikatu („Only Good For Train”), ale też w pełni wyśpiewana soulowa partia („Another Day”) lub zapożyczony z indie-popu nastrojowy wokal („Sunset”).

Co ciekawe – to właśnie niemieccy producenci wprowadzili do postrzeganej wcześniej jako hedonistyczna muzyki klubowej wyraźny element nostalgicznej emocjonalności. Oczywiście pojawia się on najmocniej we wspomnianej warstwie melodycznej nagrań – szczególnie w partiach śpiewanych. Ten melancholijny sznyt sprawił, że na tech-house zwrócili uwagę nie tylko bywalcy tanecznych lokali, ale też preferujący domowy odbiór muzyki słuchacze alternatywy. Stąd ogromne sukcesy wykonawców potrafiących wpisać w taneczną formułę głębokie ludzkie emocje zakodowane w popowych melodiach. Oliver Schories też nieźle sobie z tym radzi – dlatego w ciągu tylko dwóch lat działalności zyskał on aż ponad trzydzieści tysięcy fanów na Facebooku.

W tym kontekście „Exit” oczywiście nie jest niczym nowym – ale w niemal perfekcyjny sposób realizuje najważniejsze założenia tech-house’owego kanonu. Dlatego to zaskakująco przyjemna płyta do domowego odsłuchu – w swej ujmującej monotonii wprowadzająca słuchacza w przyjemny nastrój oderwania od rzeczywistości.

Der Turnbeutel 2013

www.facebook.com/turnbeutel

www.facebook.com/OliverSchories







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy