SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Felicia Atkinson – Visions/Voices

Jeżeli ktoś mówi o artyście, że jest wszechstronny, to ciśnie się na usta popularna riposta – że jak coś jest od wszystkiego, to jest do niczego. Felicia Atkinson osiąga artyzm właśnie „we wszystkim”. Czas bliżej poznać tę panią, tym bardziej, że ma polskie korzenie.

Felicia urodziła się w Paryżu. Jej mama jest Polką. Na początku nic nie zapowiadało, że Felicia zajmie się sztuką. Ukończyła bowiem antropologię, jednak wciąż czuła niedosyt. Po studiach plastycznych w paryskiej szkole sztuk pięknych, zajęła się malarstwem (pastelowe, abstrakcyjne akwarele), sztuką performance, rzeźbą i poezją (artystka współtworzy oficynę wydawniczą Shelter Press) jednak jej kompulsywna natura, jak wspomina Felicia Atkinson w jednym z wywiadów, pchnęła ją jeszcze dalej – w stronę muzyki.

Artystka twierdzi, że jej egzystencja to sen, spacery i gotowanie. Wszystkie te czynności skłaniają do marzeń i właśnie po kilku godzinach takiego letargu Felicia budzi się i impulsywnie tworzy. Tak powstają głównie jej ekspresyjne obrazy, ale i eksperymentalne utwory muzyczne.

Felicia Atkinson lub Je Suis Le Petit Chevalier (występuje także pod tym pseudonimem) nagrywa od kilku lat. Początkowo były to głównie kasety, których dystrybucją zajmowało się niszowe wydawnictwo No Kings (genialne okładki kaset!). Z tego czasu pochodzi choćby jedna z lepszych taśm Felicii – „Discovering Mathematics 2”. W roku 2011 Atknison wydała w Home Normal album „Or-re-gon”. Od tego czasu w kręgach muzyki eksperymentalnej zaczęło być o niej naprawdę głośno. Płyta „Or-re-gon” powstała podczas rekonwalescencji Felicii po przebytej chorobie i została nagrana, jak na tę artystkę przystało, bardzo spontanicznie, bo w jeden dzień.

Wiosną tego roku oficyna Umor Rex pochwaliła się pięknie wydanym winylem Atkinson, który zwiera utwory z ostatnich trzech lat jej pracy. Nagrania zostały zremasterowane przez Jamesa Plotkina. Do dystrybucji trafiło tylko 500 egzemplarzy płyty, przy czym pierwszych 150 wytłoczono na zielonym, transparentnym winylu.

Zawartość albumu wydaje się być równie wysmakowana i delikatna jak i jej opakowanie. Słuchanie „Visions/Voices” mocno odrywa od rzeczywistości, zanurza w mglistym, ciemnym lesie, przez który przebija głos Felicii. I nie jest to bynajmniej głos przewodnika, ale głuche nawoływanie nierzeczywistej, obcej istoty. Towarzyszą temu dźwięki rozstrojonych instrumentów, stukanie i metaliczne echo.

Jeden z lepszych utworów na płycie – „Ballands” – spowija kurz, pajęczyny i ektoplazma. Dźwięki harfy wyłaniają się z głuchego tła – ze ściany, przez którą próbuje się przebić stłumiony chrobot (podobnie brzmi „Franny”, utwór rozdarty metalicznym dźwiękiem). Słychać tu inspirację Johnem Cage’em, twórczością Grouper czy Mount Eerie.

„Visions/Vices” sprawia wrażenie kompozycji różnorodnej dźwiękowo, mimo minimalizmu i ogólnego wyciszenia. Jednak środki jakich używa Felicia Atkinson dają się łatwo włożyć w trzy szuflady – pierwsza zawiera kompozycje oszczędne, instrumentalnie ascetyczne (gitara, harfa), gdzie dominantę stanowi głos artystki („Ballands”, „This Impermanent Gold”), w drugiej szufladzie mieszczą się takie utwory jak „Entomology” i „Instant Vamipire”, które brzmią jak próba chóru w nawiedzonej świątyni (pustka, grają szalone organy, a za kotarą ktoś nuci przypadkową melodię). „Hooves Drummed” i „All The Roads Are Circular” to kolejny rozdział – oba nagrania oparte są na kilku dźwiękach ewoluujących i rozrastających się w czasie. Można powiedzieć, że bolą od nich oczy – przed słuchającym wyrasta bowiem świetlisty, rozpychający przestrzeń kształt.

Wszystkie te dźwiękowe elementy są tożsame ze sztuką malarską Felicii Atkinson, wydaje się wręcz, że jej obrazy nie mogłyby istnieć bez muzyki i odwrotnie.

„Visions/Voices” Felicii Atkinson nie należy absolutnie do płyt, które was zrelaksują, jest owszem doskonałym tłem, ale przy tym albumie tak łatwo nie zaśniecie. Czekają was raczej niepokojące wizje i marzenia – te obce, ukryte, od lat nieodtwarzane…

Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.