BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.



Bonobo – Late Night Tales

Kto – jak nie Simon Green – miał nagrać jedną z najbardziej subtelnych kompliacji na elektronicznej scenie?

To był dobry rok dla Bonobo – powrót po trzech latach nowym krążkiem, pełny udanych koncertów w wielu krajach. Szczególnie u nas – jakoś wyjątkowa Polska ukochała go i odwdzięcza się zawsze pełnymi klubami. Delikatne, nu-jazzowo-chilloutowe nuty Greena idealnie trafiają w gusta nad Wisłą.

Ten dobry rok zaczął albumem, a kończy kompilacją – bo kto, jak nie on, miał nagrać składankę, która reklamuje się tytułowym czasem – zawieszonym w próżni, za późnym na sen, za wczesnym na normalny dzień pełny poważnych spraw. Czasem niczyim, bo ani dnia, ani nocy – wtedy i słońce wstaje, i księżyc jeszcze nie śpi.

„To piosenki, które od 15-20 lat puszczam sobie w domu”

Bonobo prezentuje 75 minut, które wyciągają z codziennego świata i zawieszają kilka centymetrów nad podłogą – jest jakby dyrygentem orkiestry klasyczno-nowoczesnej: pełno tu kawałków jazzu, funku, soulu, neoclassicalu, post-rocka, poskładanych z wielkim smakiem mistrzowską erudycją i mistrzowskimi momentami, takimi jak ekskluzywny, autorski cover na rzecz składanki – „Get Thy Bearings”. Znajdą się tu standardy z zakurzonej półki – Nina Simone, Darondo – które przynoszą nutę nostalgii i dekadencji. Dalej Floating Points remiksujący The Invisible, Lapalux i Shlomo, jako zaciąg najnowszy, dający kilka chwil dla bassu. Cały zestaw płynie niezobowiązująco, a jednak bardzo zajmująco. Wsłuchajcie się w końcówkę, przeciągniętą smyczkami (Matthew Halsall) i rozmytymi dźwiękami tła, wokali (Eddi Front) do kilkunastu minut – zapomnicie o świecie.

Jakby nie oceniać „The North Borders” (dla mnie album najsłabszy w dorobku Greena, choć i tak dobry), Bonobo to wciąż mistrz muzyki chwili, pełnej spokoju, uroku i ulotności. Od tego klimatu, który wytworzył na LateNightTales, światła same się przyciemniają, wino nalewa do kieliszka, a koc rozkłada…

LateNightTales, 2013

3,5/5

Najlepsze utwory: Eddi Front – Gigantic, Nina Simone – Baltimore, Bonobo – Get Thy Bearings, Peter and Kerry – One Thing, The Invisible – Wings (Floating Points Remix)

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.