Wpisz i kliknij enter

Young Fathers – Dead

Nie łatwo stworzyć swój styl, brzmiący jak nic dotychczas. Czy udało się to Młodym Ojcom?

Po dwóch porywających EP-kach trio z Edynburga powróciło pełnym, choć krótkim albumem (11 utworów, niecałe 35 minut) i już na dzień dobry można potwierdzić, że ta niełatwa sztuka ma tu swoje odzwierciedlenie.

„Dead” kontynuuje drogę łączenia przeróżnych stylistyk (rap, gospel, soul, noise, lo-fi), spajanych formułą afro-szkockiego eksperymentalnego hip-hopu. Pomimo, że uparci słuchacze odnajdą w twórczości Alloysiusa Massaquoi’a, Kayusa Bankole’a i Grahama „G” Hastingsa (wszyscy mają imiona po swoich ojcach, stąd nazwa grupy), ślady wczesnego bristolskiego trip-hopu, TV on The Radio, Death Grips czy nawet Busta Rhymesa to ciężko oszukać odczucie, iż obcujemy z czymś eklektycznie oryginalnym i niepowtarzalnym. Sami twórcy stwierdzili niedawno, że ich „celem jest tworzenie czegoś tak świeżego, by mogli to nieustannie powtarzać i by nigdy się to nie zestarzało”. Dobrą egzemplifikacją takiego podejścia jest chociażby to, że Kayus przyznaje się do niezapisywania swych tekstów, tylko rymowania/nagrywania ich z głowy, co niejednokrotnie powoduje ich przeinaczanie i powodowanie, że są „żywym organizmem”.

Wszystkie 11 numerów z „Dead” składa się na przemyślaną całość, gdzie pomimo przeważającego podziału zwrotka/refren odnajdujemy mnóstwo konceptów aranżacyjnych, ale też brzmieniowych czy rytmicznych. Osobną kwestią są teksty, napełnione enigmatyczną metaforyką, rapersko zadziorne, a z drugiej strony liryczne i otwarte na interpretacje. Trudno tu znaleźć słabszy moment.

„War” zaczyna zwrotka zarymowana a cappella w iście gangsterskim stylu, by po 30 sekundach przerodzić się w deklamację „antycznego chóru”, a następnie w kołysankę rodem z XIX-wiecznych amerykańskich pól bawełny.


Young Fathers – „War”

Najbardziej taneczny „Get up” osadzony jest na rytmie przypominającym rockabilly i pomimo, że nogi same ciągną na parkiet i nawet tekst refrenu zaprasza do imprezy,

„Come here and do the right thing
Get up and have a party”

to liryka zwrotek

„I’m the catalyst
For a revolution
(…)
All I got is my decadent credo
I don’t think that I could watch you posing dead”

oraz towarzysząca im totalnie zdysonansowana, psychodeliczna melodia przywodząca na myśl wypuszczanie synthpowietrza z jakiegoś elektrobalona, kierują odbiór utworu w zgoła inne rejony.


Young Fathers – „Get up”

Zaczynający się minimalistycznie i dusznie „Hangman” stopniowo rozwija się kolejnymi melodiami, klaskami, szmerami, krzykami i śmiechami, a piękny zaśpiew refrenu z każdą sekundą wprowadza nas w kolejne kręgi transu, by skończyć się dość nagłym wyciszeniem przed 3 minutą.

Długogrający debiut Młodych Ojców to konsekwentne poszerzanie granic, bezkompromisowe wyrzucanie się z porządkujących szufladek, ukazywanie prawdziwych nerwów na zewnątrz, skupienie na spontanicznym momencie tworzenia, z którego nigdy nie wiadomo co wyjdzie. A, że wychodzi genialne? Tylko się cieszyć.

03.02.2014 | Anticon/Big Dada

Young Fathers już niedługo w Polsce:
26.02.2014 – Jazz Club Hipnoza | Katowice
27.02.2014 – Cafe Kulturalna | Warszawa

recenzja Young Fathers – „Tape Two” autorstwa Magdy Penar tutaj

www.young-fathers.com
www.facebook.com/youngfathers
www.twitter.com/youngfathers
www.soundcloud.com/youngfathers







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy