Wpisz i kliknij enter

Daniel Spaleniak – Dreamers

Czyżby album roku na scenie alternatywnej? Na pewno debiut roku i potencjalna czołówka końcoworocznych podsumowań. Czapki z głów!

Nowy rok, pierwszy dzień stycznia anno Domini 2014. Polska trzeźwieje i odsypia słuchając znanego już na pamięć Topu Wszechczasów. Debiutant publikuje w Internecie utwór, którego zazdrościć może mu niejeden weteran. „My name is wind” opisywane było tu i ówdzie, jako zgrabne połączenie The xx i mocnego głosu. Bardzo udanemu kawałkowi towarzyszył klimatyczny, mroczny teledysk autorstwa Weroniki Izdebskiej. Wszystko na tak wysokim poziomie, tak przemyślane i tak dobre, że to nie może być robota debiutanta. Studenta drugiego roku. Mojego rówieśnika. A jednak.

Nie tracąc chwytliwości ambitnego popu, Daniel oparł się na brzmieniu gitary, gdzieniegdzie lekkim bicie, ambientowych plamach i swoim mocarnym głosie, komponując piosenki zahaczające o blues, alt-country, czy folk. Poczynając od instrumentalnego „Black Notebook”, wchodzimy w świat znany z okładki i teledysku – jest szaroburo, wietrznie, gałęzie drzew się kołyszą. „Full packet of cigarettes” brzmi amerykańsko, aż chciałoby się zapalić przy kawie.

Świetnie brzmi „House on fire”, w którym bit zlewa się gitarą i dodaje tempa i dynamiki, a także niemal westernowy „Nothing to do”. Album z jednej stronie brzmi bardzo przestrzennie, dając poczucie słuchania na świeżym powietrzu, a z drugiej strony, nagranie jest hermetyczne – zupełnie, jakby siedzieć w zadymionej piwnicy, a muzyk śpiewał tuż przy naszym uchu. Daniel doskonale łączy gitarę ze swoim głębokim głosem, czyniąc z perkusji, elektroniki i efektów niezauważalne, acz wiele wnoszące tło. W Polsce takie muzykowanie jakiś czas temu rozpropagował Skubas, grał jednak bardziej rockowo.

Melodia „Why” brzmi znajomo, ale to pozytywne skojarzenie. Podniosłe „Voice in your head” mogłoby trafić na album Nicka Cave’a, a „Smoking Again” ze swoją melancholijną melodią i rozmarzonym wokalem faktycznie przywodzi na myśl The xx. W ogóle – można na tym albumie odnaleźć echa Finka, Yoava, Skubasa, ale też Marka Lanegana, czy właśnie Nicka Cave’a. Można, ale wydaje mi się, że Daniel już teraz zasługuje na swoją własną szufladkę, nie wiem tylko jeszcze, jak opisaną.

„My name is wind” jest już znane i uznane. Powracają obrazy hałd, lasu, wiatru, chmur. Zastanawiam się, jaki wpływ na kompozycje (oprócz gustu muzycznego oczywiście) ma fakt mieszkania w Łodzi. Finałowe „Dreamers” to zabawa z elektroniką, podniosłe i radosne zakończenie (dlaczego ten album trwa tylko 40 minut?).

„Dreamers” to doskonale wyważonych 12 piosenek, doskonałych kompozycji, wypośrodkowanych pomiędzy bluesem czy country, a elektroniką. Rozmarzona muzyka od marzyciela dla marzycieli. Jest niepokojąco, jest duszno, jest wietrznie, ale słucha się tego niesamowicie dobrze. A jeśli dodać do tego głos… I fakt, że to debiut… Chapeau bas.

Trzymam kciuki, Danielu. Do zobaczenia podczas trasy koncertowej.

Profil na Facebooku »

Słuchaj na Soundcloud »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Michaelis
Michaelis
7 lat temu

Objawienie w muzyce alternatywnej?
Owszem, polubiłem – po trzecim wysłuchaniu.
A po kolejnych skłonny jestem przyznać: to świetna płyta.

Polecamy