The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Black Flower – Abyssinia Afterlife

Ktokolwiek słyszał ten już wie, czyli historie zza światów w jazzowym wydaniu.

Należałoby zacząć od tego, że nie będzie to historia Abisynii znajdującej się w powiecie tczewskim, ani też o ubogiej dzielnicy z lat 20. i 30. XX wieku mieszczącej się w pobliżu dworca kolejowego Sosnowiec Południowy. Wszystko będzie kręcić się wokół Etiopii, a dokładnie wokół jej dawnej nazwy, czyli Abisynii. Wyruszymy w podróż do średniowiecznej Abisynii, gdzie wówczas żył potężny i bogaty chrześcijański Kapłan Jan, mający zarządzać terenami dzisiejszej Etiopii. Ta mityczna postać stała się inspiracją dla Nathana Daemsa – lidera zespołu Black Flower, do wskrzeszenia pamięci o tym legendarnym władcy i jego królestwie.

Amerykańko-belgijski kwintet zadebiutował w 2012 roku dobrze zapowiadającą się EP-ką – „Independent”. W ciągu dwóch kolejnych lat projekt Black Flower odszedł nieco w cień, by móc odrodzić się w tym roku. Członkowie tego zespołu: Nathan Daems (saksofon altowy, tenorowy, barytonowy, flet poprzeczny, melodyka), Jon Birdsong (kornet), Simon Segers (perkusja), Filip Vandebril (gitara basowa, kontrabas) i Wouter Haest (instrumenty klawiszowe), to niezwykle utalentowani muzycy, którzy są zaangażowani także w masę innych ciekawych przedsięwzięć. W jeden z kompozycji wystąpił gościnne znakomity gitarzysta Smokey Hormel – nagrywający z takimi artystami jak Johnny Cash, Tom Waits, Norah Jones czy Marianne Faithfull.

Pomysłodawcą i twórcą wszystkich kompozycji, jakie znalazły się na płycie „Abyssinia Afterlife”, jest Nathan Daems. Wciągnęła mnie jego wyimaginowana opowieść, którą można przeczytać we wkładce dołączanej do albumu. A wszystko zaczęło się od grania w klubach jazzowych w Brukseli, gdzie Daems regularnie występował. Po jednym z takich nocnych koncertów ukradziono mu instrument, a w futerale zobaczył tylko stary obrazek Kapłana Jana, kartkę ze swoimi notatkami i wiadomość: „spotkaj się z nami w Brukseli w miejscu zwanym Kościołem abisyńskim”. Załamany tą sytuacją postanawia zgłosić sprawę na policję. Jak się okazało, funkcjonariusze nie słyszeli o takiej organizacji w Brukselii.

Daems stracił całkowitą nadzieję, że kiedykolwiek odzyska swój ukochany instrument. Sprawa zmieniła się diametralnie, gdy podczas spaceru Daems natknął się na obskurny budynek, a na nim zauważył napis „Kościół Abisynia”. Po czym wszedł do środka i zobaczył kapłana, który oznajmił mu, że czeka na niego już od dawna. Tenże kapłan zaczął wypowiadać jego imię w hipnotyzujący sposób z siłą tysiąca głosów. Daems przeniósł się do świata, gdzie natknął się na przedziwne istoty, a co najważniejsze, usłyszał harmonie, melodie i struktury muzyczne, jakich nigdy w życiu nie spotkał. Stracił przytomność i obudził się w opuszczonym magazynie, tuż obok swego saksofonu, z głową pełną melodii. Nie zastanawiając się zbyt długo, zaczął tworzyć muzykę.

Nathan Daems przygotował wraz z kolegami niezwykłą płytę – „Abyssinia Afterlife”, a na niej dziewięć transowych kompozycji z okolic jazzu, afrobeatu, psychodelii, muzyki improwizowanej i post-rocka. Całość otwiera fantastyczne „Solar Eclipse”, z nutką orientalnych brzmień, świetnych partii instrumentów dętych i perkusyjnych. W tym nagraniu nie zabrakło też wyciszenia w postaci improwizowanego fragmentu, po czym muzycy swobodnie wracają do podstawowego tematu, nieco przypominającego twórczość Matany Roberts. Takie utwory jak „Upwards” czy „I Threw a Lemon at That Girl” były wyraźnie tworzone pod wpływem dokonań Fela Kutiego, ale z drugiej strony należy też przywołać etiopskiego klasyka jazzu Gétatchèwa Mèkury’ego. Choć partie syntezatora w „I Threw a Lemon at That Girl” kojarzą mi się również z twórczością innego Etiopczyka Bahru Kegne.

Kompozycja „Jungle Desert” przenosi nas do lat 60. i 70., gdzieś w okolice Beninu, a dokładnie w świat afrobeatowej psychodelii bliskiej Orchestre Poly Rythmo de Cotonou. Kolejne minuty upływają w towarzystwie świetnego sola Nathana Daemsa zagranego na flecie poprzecznym („Winter”). Zapachniało ethno jazzem Pharoah Sandersa sprzed kilku dekad, a zwłaszcza z jego genialnych płyt „Karma” i „Pharoah” (czy ktoś pamięta jego nagranie „Harvest Time”?). Zaś melancholijny „Star Fishing” mógłby spokojnie pojawić się na krążku Roba Mazurka – „Calma Gente”. Z kolei „The Legacy of Prester John” to już powrót do jazzu rodem z Czarnego Lądu, ale z odrobiną chicagowskiej maniery. Afrobeatowy puls w „Again I Lost It” znakomicie połączył się z iście europejskim jazzem. Końcówka płyty należy do utworu „Abyssinia Afterlife”, w którym delikatnie zaznaczono arabskie wpływy, ale jak to bywa z zespołem Black Flower, muzycy niepostrzeżenie przechodzą do elektronicznego dronu wplecionego w kocioł podwojonej sekcji rytmicznej.

Nadal jestem w stanie transu i odrealnienia, ale wydaje mi się, że to prawidłowa reakcja z mojej strony, gdyż poziom zespołu Black Flower na „Abyssinia Afterlife” urósł do niesamowitego rozmiaru. Na pewno wyróżnia muzyków imponująca swoboda oraz świeżość. W każdej kompozycji słychać ogromne doświadczenie artystów, które udało im się zamienić w zestaw niecodziennych nagrań. Nieczęsto pojawia się taki materiał, jak album „Abyssinia Afterlife”. Jestem ciekaw ich kolejnej produkcji. Z pewnością twórcy nie pokazali jeszcze wszystkiego. Mam też wielką nadzieję, że Black Flower nie będzie sezonową rośliną.

31.03.2014 | Wasted Energy Record Factory

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Strona wytwórni Wasted Energy Record Factory »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.