KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.

Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.



Podsumowanie roku 2014 – Krystian Zakrzewski

Miniony rok był teatrem działań eksplodujących talentów, jak również kolejną wiosną niedoścignionych weteranów. Poniżej przedstawiam zestawienie albumów, które niczym naloty dywanowe, zostawiły trwałe zmiany w moim mózgu.

Kolejność nie odgrywa tutaj żadnej roli. Każda z tych płyt w swoim czasie zawładnęła moim czasem oraz rozumieniem estetyki.

1. Mondkopf – Hadès

Nie będę ukrywał, że przy odsłuchu tej płyty otarłem się o zrozumienie mitologicznego świata umarłych. Paul Régimbeau, w swoim czwartym wydaniu, pokazuje najlepsze strony francuskiej sceny elektronicznej.

Nasza recenzja jest tutaj.

2. Kiasmos – Kiasmos

Eklektyzm form, synergia brzmień, nieprzewidywalność i dowolność w interpretacji nadaje tej muzyce jedną z najważniejszych ról w możliwości kreacji czasu i przestrzeni. Doskonała produkcja! Mój kandydat na płytę roku 2014.

Nasza recenzja jest tutaj

3. FSOL – Environment Five 

Obecni na scenie od drugiej połowy lat osiemdziesiątych Garry Cobain oraz Brian Dougans, wrócili z metafizycznym i ważnym albumem.

Nasza recenzja jest tutaj

4. Pulshar – Blood & Mathematics

Jeden z lepszych chilloutowych albumów roku. Z recenzji Pawła Gzyla: „Płyta jest krótka – niczym klasycznym longplay sprzed kompaktowych czasów. To działa na jej korzyść – poszczególne utwory przyjemnie bujają dubowym pulsem i łagodnie uwodzą tęsknymi wokalizami. W sumie można by zaryzykować twierdzenie, że muzyka z „Blood And Mathematics” to… egzotyczny pop”.

Nasza recenzja jest tutaj

5. Phaeleh – Somnus

To spirytualistyczne przeżycie, będące wynikiem rejestracji dźwięków opuszczonego miasta, świątyń, podziemi, głębin, przestrzeni, przedmiotów, zjawisk atmosferycznych, ludzi, magów i innych źródeł, których odgadnięcie przychodzi przy kolejnych kontemplacjach albumu.

Nasza recenzja jest tutaj

6. Roman Flügel – Happiness Is Happening

Prawdziwa wędrówka po gatunkach muzyki elektronicznej, której towarzyszy bezapelacyjny profesjonalizm niemieckiego producenta. Ponownie z recenzji Pawła Gzyla: „Happiness Is Happening” urzeka swym wyluzowanym i nostalgicznym klimatem. Roman Flügel nie ściga się już ze swymi młodszymi kolegami, odpuszcza sobie rewolucjonizowanie elektroniki, nie ma też ambicji tworzenia klubowych killerów. Dzięki temu jego muzyka zyskuje głęboki oddech, stonowaną elegancję i dyskretne wyrafinowanie”.

Nasza recenzja jest tutaj

7. Nikosf – Collecting The Moments

Grecki producent Nikos Fragomanolakis, jest kolejnym dowodem na to, że relaksująca elektronika z uśmiechem w stronę dub techno ma się naprawdę dobrze.

Miłego!

 

 

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. rkd

    a mnie się wydaje, że Kiasmos jest banalny, jakoś tak już jest
    słuchałem parę razy, ale rytmy są bardziej niż standardowe, a piano tematy Arnaldsa to aż wręcz modern.classical pop – ograne do bólu, które mogliśmy słyszeć na płytach Frahma, Arnaldsa, Richtera i innych „wrażliwców” w ciągu paru ostatnich lat
    jeden utwór „bent” ma fajny drive i melodię, taki hicior jakby, ale nie ma w tej muzyce nic nowego
    taka standardowa płyta z modern.classical z dodaną elektroniczną rytmiką bez polotu
    produkcja tej płyty za to jest wyśmienita

    • Bartooki

      kwestia gustu

      • rkd

        nie jestem pewien, bardzo lubię płyty Arnaldsa, Frahma i im podobnych, po prostu tu elektronika z tymi classicalowymi elementami tu połączona jest zbyt tandetnie, to takie wyjście w szerszą publiczność z tego typu muzyką, tak po postrzegam, bardzo powierzchowne

    • Krystian Zakrzewski

      Zgadzam się, produkcja tej płyty jest po prostu znakomita. Jeśli zaś chodzi o wytypowanie „Kiasmos” do albumu roku 2014, to nie będę ukrywał iż wybór ten jest determinowany bardzo subiektywnym podejściem. Podobnie jak w przypadku Mondkopfa oraz ostatniej płyty Phaeleh, Kiasmos tworzy idealne mapy przestrzeni i światów, po których można wędrować. To wizja kompletna i zjawiskowa, gdzie moją jedyną powinnością (recenzenta), jest wzięcie czegoś do pisania i kilku kartek papieru, celem zapisania mojej podróży. Właśnie tak! Element zwizualizowanej podróży jest tutaj najważniejszy.