Wpisz i kliknij enter

Prairie – Like A Pack Of Hounds

Męska wizja post-rocka.

Marc Jacobs jest z pochodzenia Holendrem, ale od dwudziestu lat mieszka w Brukseli. Tam zajmuje się prowadzeniem galerii Bozar, a przy tym jest dyrektorem programowym festiwali Deep In The Woods oraz Brussels Film Festival. Już obszar zainteresowań zakreślony tymi ważnymi funkcjami wskazuje, że inspirują go przede wszytkim sztuki wizualne – co jednak przekłada na muzykę w swym projekcie Prairie.

Zadebiutował on dwa lata temu EP-ką „I’m So In Love I Almost Forgot I Survived A Disaster”. Przyniosła ona rozwichrzone brzmienie, łączące gitarowe pasaże z elektronicznymi tłami. Była w tej muzyce punkowa szorstkość zamieniona w transowe granie niczym u The Vipers („Bitch”), ale i momenty ambientowego uspokojenia, przełamanego noise’owymi eksplozjami dzikiego hałasu („Red To Drive In”).

Nagrania z EP-ki tak spodobały się szefowi wytwórni Shitkatapult – Marco Haasowi – że zaproponował on Prairie wydanie debiutanckiego albumu. W ten sposób dostajemy zestaw dziewięciu nagrań, w rejestracji których wzięło udział trzech muzyków z zespołu pod wodzą Marca Jacobsa. W jednym utworze („Elle See”) wsparła ich przy mikrofonie francuska wokalistka – Lucille Calmel.

„Like A Pack Of Hounds” odsłania przed nami post-rockowy krajobraz przeorany przez wpływy pokrewnych gatunków – od muzyki dronów po preparowane glitche. W pierwszej części płyty dominuje brutalne granie przywołujące na myśl wręcz muzykę Swans – ze względu na tektoniczne salwy bębnów i agresywne akordy gitar („End Of”). Potem do głosu dochodzą metalowe ciągoty muzyków – ale raczej te spod znaku Nadji niż Sun O))) („Looking Back My Sweet”). Grupa demonstruje również, że stać ją na odrobinę subtelności – siegając po tkliwe dźwięki o akustycznym tonie („Hell & Fix”).

W miarę trwania płyty muzyka formacji nabiera coraz większych rumieńców. Szczyptę egzotycznej melodyki z Dzikiego Zachodu wnosi do zestawu „Elle See”, przywołując wspomnienie soundtracku Neila Younga z jarmushowskiego „Truposza”. W „On Minoan Lines” odżywa duch rozpasanej psychodelii z końca lat 60. – atakując skowyczącymi partiami wściekłych gitar. „A Demon Will Hurt You” łączy dronowe warkoty z glitchowym efektami, a „Disarm Your” przypomina smutnymi akordami piano „Who Killed Mr. Moonligt?” Bauhausu.

Jedyną w pełni tego słowa znaczeniu piosenką na krążku jest „Closed For Thirty Midnights”. Nie robi ona zbyt dobrego wrażenia – ze względu na nazbyt mięczacki wokal samego Jacobsa. Ten słaby moment Praire wynagradzają nam finałową kompozycją. „California” to chmurny ambient poprzeszywany kakafonicznymi wejściami noise’wych gitar, w którym jest również miejsce na ciekawie wpisane ludzkie głosy.

„Like A Pack Of Hounds” doskonale ilustruje obecny stan post-rockowej estetyki. O ile w poprzedniej dekadzie wydawało się, że ugrzęźnie ona w kiczowatych realizacjach w stylu Jónsiego i Sigur Rós, całe szczęście okazało się, że dzięki asymilacji metalowych i noise’owych wpływów, nabrała ona nowej mocy. Jeśli więc tęsknicie za męską wizją tego gatunku (choćby spod znaku wczesnego Mogwai) – sięgnijcie po album Priarie. Nie będziecie zawiedzeni.

Shitkatapult 2015

www.shitkatapult.com

www.facebook.com/pages/Shitkatapult/14285029649

www.facebook.com/prairehounds







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Grad
5 lat temu

Lubię obu Marców Jacobsów 😉

Polecamy