Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.



I Dream Of Wires

Burzliwa historia analogowych syntezatorów.

Od kilku lat obserwujemy narastającą modę na analogowe dźwięki. Nie dość, że kupujemy coraz więcej winyli (a nawet kaset), to mnóstwo muzyki powstaje nie na komputerach, ale z wykorzystaniem modularnych syntezatorów. Nic więc dziwnego, że dwaj twórcy – Robert Fantinatto i Jason Amm (znany jako Suction) – postanowili przyjrzeć się dokładnie zjawisku.

Zrealizowany przez nich dokumentalny film „I Dream Of Wires” to barwna opowieść o ponad pół wieku historii analogowych instrumentów. Twórcy prowadzą narrację w linearny sposób – zaczynając film tuż po II wojnie światowej. Rozpoczęto wtedy na amerykańskich uczelniach pierwsze badania nad generowaniem elektronicznych dźwięków. Z czasem okazało się, że prym wiodą dwa ośrodki – Nowy Jork i San Francisco.

Pierwszy reprezentował Robert Moog, który widział praktyczne zastosowanie (i komercyjne zyski) w pomyśle na instrumenty tworzące muzykę elektroniczną. Drugi – podchodzący w bardziej wizyjny sposób do tematu Don Buchla (rzucił NASA, aby zostać hipisem). Kiedy w latach 60. obaj panowie opatentowali swe wynalazki, jeden wyraźnie różnił się od drugiego. Syntezator Mooga miał klawiaturę, a Buchli – nie.

Ten pierwszy z instrumentów szybko zaproponowano artystom z ówczesnej sceny popowej i rockowej – już podczas słynnego festiwalu w Monterey w 1967 roku kupiło go ponad dziesięć zespołów, co słychać potem było na płytach choćby The Beach Boys. Drugim z instrumentów zainteresowali się wywodzący się z hipisowskiej kontrkultury eksperymentatorzy skupieni wokół kolektywu Tape Music Center.

Syntezator Buchli wykorzystał po raz pierwszy Morton Subotnick na płycie „Silver Apples Of The Moon”. Z kolei po syntezator Mooga sięgnął po raz pierwszy Walter Carlos, nagrywając na nim album „Switched-On Bach”. Obie płyty różniły się w swym podejściu do instrumentu – Subotnick chciał wykreować dźwięki, których nie dało się uzyskać na innym instrumencie, a Carlos – imitował istniejącą już muzykę, wykonując ją na syntezatorze. Oczywiście popularność zdobył tylko ten drugi.

Przełomowym momentem w historii syntezatorów okazało się skonstruowanie MiniMooga, czyli przenośnej wersji instrumentu amerykańskiego naukowca. Niższa cena i poręczne wymiary sprawiły, że zrewolucjonizował on w latach 70. muzykę popularną – objawiając się zarówno z rocku progresywnym, jak i w post-punkowym synth-popie.

W połowie lat 80. wydawało się, że syntezatory analogowe czeka niechybna śmierć. Na rynku pojawiły się bowiem pierwsze cyfrowe syntezatory – przede wszystkim wszechobecny w ówczesnym popie i rocku Fairlight. Dopiero eksplozja acid house’u w Chicago sprawiła, że analogowe maszyny perkusyjny znów wróciły do łask.

Od początku następnej dekady datuje się moda na modularne systemy. Początkowo nieliczni zapaleńcy odkupywali za bezcen stare maszyny – tak robił choćby Vince Clark z Erasure czy Trent Reznor z Nine Inch Nails. Problemem były jednak awarie – naprawa i części kosztowały fortunę. Potrzeba okazała się jednak matką wynalazku – i niebawem zaczęły powstawać firmy produkujące nowe syntezatory analogowe (jako pierwsza – niemiecki Modcan)

Mimo rozwoju technologii cyfrowej, która sprawiła, że większość muzyków ma swe ulubione dźwięki w komputerach, fascynacja starymi maszynami nie opadła. Przyczyniła się do tego popularność muzyki sprzed lat – kraut rock, kosmische musik, new age czy minimal wave. Nic więc dziwnego, że w „I Dream Of Wires” możemy obejrzeć wielu znanych artystów, którzy opowiadają o swej fascynacji tymi instrumentami – od Daniela Millera i Carla Craiga po Legowelta i Jamesa Holdena.

Film jest warty zobaczenia – Fantinatto i Amm zrobili dokładny research, potrafili opowiedzieć o fenomenie analogów w pasjonujący sposób, a na dodatek opatrzyli swój obraz świetną muzyką. W bonusowych dodatkach można obejrzeć wywiad z Trentem Reznorem i Alessandro Cortinim, rozejrzeć się po wypasionym studiu Vince’a Clarka (niewiarygodne – wygląda jak naukowe laboratorium!) i zerknąć na nowe teledyski Suctiona. A po tym wszystkim – na pewno w nocy przyśnią się nam… kable.

Film można kupić lub obejrzeć odpłatnie klikając poniżej:

www.vimeo.com/ondemand/idreamofwires 

Monoduo Films 2015

www.monoduofilms.com

www.idreamofwires.org

www.facebook.com/idreamofwiresdocumentary

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.