Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.

Claro Intelecto – In Vitro – Volume 1 & 2
Paweł Gzyl:

Piękna, ale niemodna muzyka.

Paweł Doskocz / Vasco Trilla – Hajstra
Jarek Szczęsny:

Nieprawidłowości w działaniu zmysłów.

Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.



Nowości z Gusstaff Records

Polski label wydał właśnie koncertowy album Hugo Race’a z lat 90. i nową płytę rodzimego songwritera Petera J. Bircha.

HUGO-RACE-LIVE-IN-BRUSSELS-1992

Hugo Race and The True Spirit – „Live in Brussels 1992” (30.10.2015 | Gusstaff Records)

Australijski muzyk, wokalista, poeta i producent cały czas jest bardzo aktywny. Dodam, że to on niegdyś był członkiem-założycielem zespołu Nicka Cave’a Bad Seeds. Choć w 1985 roku założył także kultową art-punkową formację The Wreckery. Od wielu lat nagrywa wraz ze swoją grupą The True Spirit. Znamy Race’a również z formacji Dirtmusic (tworzy ją razem z Chrisem Eckmanem z The Walkabouts) i wielu innych przedsięwzięć. Ostatnio współpracuje z belgijską skrzypaczką i wokalistką Catherine Graindorge, a ich projekt nosi nazwę Long Distance Operators, którego debiutancka płyta ukaże się na początku 2016 roku.

Teraz – dzięki oficynie Gusstaff, otrzymujemy koncertowy materiał Race’a – „Live in Brussels 1992”. Jak sami wydawcy podkreślają, że te nagrania pokazują najbardziej mroczne, bluesowe i psychodeliczne wcielenie artysty. Trudno nie zgodzić się z tymi słowami. Race zwinie porusza się pomiędzy rockiem, eksperymentem a psychodelią, choć na tym krążku wyraźnie słychać, że Australijczyk wychował się na rock’n’rollu, soulu czy bluesie (partie harmonijki Johna Molyneuxa sprawiają, że delta Missisipi jest na wyciągnięcie ręki). Kompozycje z „Live in Brussels 1992” są niezwykle energetyczne, żywiołowe, dzikie i prawdziwe.

Hugo Race często odwiedza Polskę. W listopadzie pojawi się w towarzystwie The True Spirit na kilku koncertach:

19.11. – Kraków, Alchemia

20.11. – Wrocław, Firlej

21.11. – Warszawa, Dzik

22.11. – Poznań, Meskalina

PETER_J_BIRCH_THE_SHORE_UP_IN_THE_SKY

Peter J. Birch – „The Shore Up In The Sky” (30.10.2015 | Gusstaff Records / Borówka Music)

Piotr Brzezińki, nagrywający jako Peter J. Birch, wydał swoją debiutancką EP-kę „In My Island” w 2010 roku. Trzy lata później pokazał na krążku „When The Sun Is Rising Over The Town”, że takie gatunki jak avant-country i folk są mu bardzo bliskie. Z kolei w 2014 roku na płycie „Yearn” w znacznym stopniu eksperymentował z elektroniką.

Pamiętam doskonale jego koncert, jaki widziałem kilka lat temu w małym klubie (było to po albumie „When The Sun Is Rising Over The Town”). Wszystko się zgadzało: gitara akustyczna, długa broda, koszula w kratę, wytarte dżinsy i odpowiednie okulary. No ale najważniejsze jest to jaki ma wokal – przede wszystkim pozbawiony pretensjonalnej maniery i sztuczności.

Peter J. Birch wciąż poszukuje świeżych patentów, co też można zauważyć na „The Shore Up In The Sky”. Materiał został nagrany na tzw. „setkę” wraz z muzykami z poznańskiego zespołu Two Timers: Ernest Kałaczyński (gitara), Łukasz Rudnicki (bas) oraz Max Psuja (perkusja). W kilku miejscach gościnnie pojawili się także Ania Brachaczek (Biff), Gosia „Siara” Witkowska i CeZik. Tym razem słychać, że jednym z mistrzów Petera J. Bircha jest postać Johnny’ego Casha (posłuchajcie utworów „Memphis Blues”, „Black Tombstone”, „Old Fashioned Hollywood”), zaś w nagraniu „New Prince” znakomicie zbliża się do Williama Oldhama (Bonnie „Prince” Billy).

Nie brakuje też numerów bardziej dynamicznych: „Wake Up Louisiana!” (okolice rhythm’n’bluesa) czy „Self-identity State Of Memory” (bardziej w stylu Graveyard Tapes). „I’ve Got This Train” to miniatura bluesowo-fingerpickingowa, która prowadzi nas do ballady „Everyday Chances” spod znaku Neila Younga. W „Ownbackyard” J. Birch ociera się o wokalną melancholię bliską Thoma Yorke’a

Całość zamyka rozbudowana (ponad 20-minutowa!) kompozycja, gdzie po zaplanowanym przerywniku w postaci ciszy, muzycy powracają do wspólnego jamowania. A robią to jak prawdziwi rockowi wyjadacze z USA, aż czuć w tym fragmencie unoszące się tumany psychodeliczno-bluesowego kurzu, którego gęstość i nasycenie sprawiają, iż członkowie zespołu Petera J. Bircha mogliby stanąć na jednej scenie tuż obok ekipy Crazy Horse.

 

Strona Gusstaff Records »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.