Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Paranoid London – Paranoid London

Prosto i surowo – ale jaka energia!

Wyobrażacie sobie jak smakuje sukces po ponad dwudziestu latach działalności w muzycznym podziemiu? To przypadek brytyjskiego producenta Quinna Whalleya, który od czasu debiutu w 1993 roku zaliczył chyba wszystkie możliwe gatunki nowej elektroniki – od trance’u, przez techno, po breakbeat. Realizował je samemu i w różnych kolaboracjach, by wreszcie trafić na młodszego od siebie kolegę po fachu – Gerardo Delgado.

Powołany przez nich do życia trzy lata temu projekt Paranoid London był z góry przedsięwzięciem undergroundowym. Kolejne tworzone przezeń nagrania ukazywały się wyłącznie na winylu, muzycy wydawali je własnym sumptem, nie dbając o jakąkolwiek promocję. Ku ich zdziwieniu surowa i brudna muzyka duetu szybko zaczęła zdobywać coraz większą popularność. W efekcie wydany w zeszłym roku debiutancki album Whalleya i Delgado wraca teraz w pełnej glorii na kompakcie i w cyfrze.

Dziesięć nagrań z zestawu odwołuje się w prostej linii do pierwotnego house’u tworzonego w drugiej połowie lat 80. w Chicago. Poszczególne utwory porażają swą celową prostotą – oto otwierające album „Light Tunnel” czy „Transmission 5” składają się jedynie z szorstkich uderzeń automatu perkusyjnego, warczących linii basu i mrocznych melorecytacji niesionych głosem Mutado Pintado. Kiedy indziej rozbrzmiewają industrialne perkusjonalia („Headtrack”) czy oszczędnie dozowane klawisze („Lovin’ You – Ahhh Shit”).

Od czasu do czasu Whalley i Delgato zwracają się ku jeszcze mocniejszemu graniu. Efektem tego jest zwalisty hard house rozpięty między twardymi bitami a acidowymi efektami wyciskanymi z Rolanda TB-303. Nic więc dziwnego, że „Machines Are Coming” czy „We Ain’t” przypominają surową wersję muzyki Underground Resistance opublikowaną w 1992 na krążku „Acid Rain”. Nieco zmysłowego wdzięku wnoszą na płytę wokalizy Paris Brightledge – ozdabiające kompozycje „Paris Dub 3” i „Paris Dub 1”.

I właśnie cały urok ten muzyki polega na jej prostocie i surowości. Whalley i Delgate bowiem tak splatają ze sobą te kilka klasycznych dźwięków, że nagrania buchają ognistą energią o tanecznym charakterze, że z trudem można przy nich usiedzieć na miejscu. Te same zasady rządziły niegdyś pierwszymi realizacjami Marshalla Jeffersona, Adonisa czy Farleya Jackmastera Funka – na jak najtańszym sprzęcie trzeba było stworzyć jak najbardziej ekspresyjną muzykę. Dzisiaj brytyjscy producenci robią to samo – i efekty są równie porywające.

Paranoid London 2015

www.paranoidlondon.com

www.facebook.com/paranoidlondon

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.