Wpisz i kliknij enter

The Max Graef Band – Dog

Najpierw Von Oswlad, potem Delay, a teraz Grief.

Berliński didżej Max Graef objawił swe producenckie talenty dwa lata temu, łącząc w pomysłowy sposób rożne odmiany „czarnej” muzyki tanecznej, od house’u, przez hip-hop, po disco w spójną całość. Dowodem tego okazał się jego finezyjny debiut – „Rivers Of The Red Planet” – zrealizowany dla duńskiej wytwórni Tartelet.

Fascynacja niemieckiego twórcy korzennym graniem zza oceanu, kojarzyła go w naturalny sposób z lokalnym środowiskiem jazzowym. Nic więc dziwnego, że Graef idąc w ślady swych starszych kolegów, Moritza Von Oswalda i Vladislava Delaya, założył w końcu własny zespół. Efektem pierwszego roku jego działalności jest album „Dog”.

Tym razem berliński producent zwraca się bezpośrednio w stronę różnych odmian ognistego funku. Najpierw rozbrzmiewa jego taneczna wersja, momentami ocierająca się o grany na żywych instrumentach korzenny house („Dog”). Niemal klasyczną wersję gatunku wywiedzioną z ekstatycznych nagrań Jamesa Browna otrzymujemy w „Der Weisse Vogel Part 1” . Wątek ten kontynuuje „Tangerine” stawiając na pulsujący bas w roli głównej.

W „Mathilda Lilith Emilia” przenosimy się do krainy „czarnej’ psychodelii spod znaku Sly & The Family Stone. Tutaj prym wiodą transowe bębny, łącząc się z plemiennymi perkusjonaliami i hipnotyczną partią Rhodesa. Dla odmiany „Die Elektrische + Der Weisse Vogel Part II” wnosi znów do zestawu powiew hosue’owego żaru – zwalniając jednak w finale ognisty pochód perkusji i basu.

Kolejną wyjątkowo rozbudowaną kompozycją w zestawie jest „C.G.I.” Tym razem sekstet Graefa stawia na klimatyczne granie, łącząc połamany podkład rytmiczny z giętym pochodem basu i psychodelicznym solem na gitarze. Jeszcze bardziej odjechana muzyka rozbrzmiewa w kończącym album „Der Weisse Vogel Part III”. To jakby ambient zagrany na żywych instrumentach – trzepoczący rozedrganymi perkusjonaliami i uwodzący łagodną elektroniką.

„Dog” na pewno nie osiąga poziomu ekstatyczności dostępnego dla Vladislav Delay Quartetu, ani nie tworzy tak organicznego brzmienia jak The Moritz Von Oswald Trio. Z nagrań na albumie emanuje jednak czysta radość grania, przełożona na swobodne improwizacje, nie pozbawione jednak tanecznego szkieletu. Słucha się więc tego nieźle – czerpiąc z utworów sekstetu Maxa Graefa pozytywną energię.

Money Sex 2015

www.soundcloud.com/money-ex-records

www.facebook.com/max.graef.1







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy