Wpisz i kliknij enter

Ulli Bomans – Sort By Dragging

Wędrówka po umierających metropoliach.

Niemiecki producent objawił nam swój autorski album dopiero dwa lata temu. Zanim jednak ukazał się „Riven”, brał on udział w dwóch projektach Marco Haasa – koncertowym składzie electro-punkowego T.Raumschmere i eksperymentalnym duecie Shrubbn. W solowych dokonaniach, firmowanych najpierw szyldem Schieres, a potem własnym imieniem i nazwiskiem, Ulli Bomans celebrował raczej energetyczne techno, choć zdarzały mu się też bardziej ambientowe wycieczki.

Na okładce jego nowego albumu widnieje fragment taśmy filmowej – i to już wskazuje, że będziemy mieli do czynienia z odsłoną bardziej ilustracyjnej muzyki pochodzącego z Bremy artysty. Tak jest fatycznie – trzynaście nagrań z „Sort By Dragging” wiedzie nas od Detroit do Berlina, układając się w chmurny i niepokojący portret współczesnych metropolii. A niemiecki producent daje przy okazji upust swej fascynacji eksperymentalną stroną elektroniki.

Zaczyna się od dubu – ale w jego najbardziej smolistej i mrocznej wersji, bliższej nowojorskiemu illbientowi niż jamajskim korzeniom. Rytm jest więc wyjątkowo spowolniony, nakładają się nań żałobne partie szczątkowych dęciaków, z dala dobiega tęskne piano zanurzone w przemysłowych odgłosach („Detroit Tape Noise”, „Leech With Deed” czy „Nicotine”). Potem uderzenia bitu ustają, a muzyka staje się jeszcze bardziej ilustracyjna, inkorporując dźwięki garażowej gitary („Truth Or Dare”).

Centrum płyty to najmocniejsze utwory. Niczym jego brytyjscy koledzy z Demdike Stare, niemiecki producent sięga po porażające skowyty warczących dronów, podszywając je industrialnymi szumami i chrzęstami („Sort By Dragging” czy „Sweep Your Floor”). Kiedy wraca dub, ma bardziej zredukowany charakter, zestawiając ze sobą przesterowane basy, skorodowane klawisze i nastrojowe piano („Cheap Seats” czy „One Piece Missing”).

Stąd już tylko krok do ambientu – i zostaje on uczyniony w finale albumu. W wykonaniu Bomansa muzyka ta ma jednak mocno industrialne brzmienie – zagłębione w fabrycznych odgłosach, nadających całości psychodeliczny klimat i mechaniczny puls. („Browser”). Dopiero na sam koniec chrzęsty i stuki powoli cichną, dając dojść do głosu tęsknej partii fortepianu – ale i tak poddanej cyfrowym deformacjom i podszytej kroczącym basem („Screensaver”).

Trzeba przyznać, że tym razem Ulli Bomans stworzył wyjątkowo sugestywną muzykę. Wiedzie nas ona przez mroczne zakamarki wielkich miast, prowadząc ostatecznie i tak przed ekran wygaszonego komputera. Wędrówce tej towarzyszą obrazy rozpadających się budynków i brudnych ulic, pustych fabryk i wymarłych blokowisk. Wszystko to wskazuje, że znów mamy przed oczami post-apokaliptyczny pejzaż – jakże często inspirujący producentów współczesnej elektroniki.

Shitkatapult 2016

www.shitkatapult.com

www.facebook.com/pages/Shitkatapult

www.ullibomans.com







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Polecamy:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy