Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.

Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.



Ansome – Stowaway

Czysta radość dzikiego hałasowania.

Jedną z najmocniejszych dwunastocalówek minionego roku, był debiutancki zestaw czterech nagrań brytyjskiego producenta o pseudonimie Ansome dla wytwórni Perc Trax. „The White Horse” zwracał na siebie uwagę nie tylko brutalną muzyką, ale również zabawną okładką z wizerunkiem wiktoriańskiego ekshibicjonisty autorstwa cenionego londyńskiego tatuażysty Liama Sparkesa.

Choć autor płyty jest obecny na elektronicznej scenie zaledwie dwa lata, ma już w swym dorobku dziesięć wydawnictw, które opublikowały mu wytwórnie specjalizujące się w agresywnym techno – od Mord po Mindcut. Powody są zapewne dwa: Kieran Whitefield robi dobrą muzykę, ale też jest wesołym kompanem, którego powszechnie lubi się w klubowym środowisku. Jakby wbrew tej ostatniej opinii – jego nagrania to prawdziwa eksplozja wściekłości i hałasu.

„Stowaway” od razu uderza ziarnistym noise’m podszytym pochodem grobowego basu, który z czasem rozbija miażdżący bit o marszowym metrum („Chemical Kenny”). A potem od razu rusza z kopyta bezlitosna galopada w stylu hard techno, taranująca wszystko na swej drodze przesterowanym rytmem, uzupełnianym fabrycznymi stukami, zgrzytami i szumami, splecionymi w gęstą sieć industrialnych efektów. Jednak za każdym razem zza tej ściany brudnego dźwięku wyłaniają się bardziej muzyczne motywy – czy to funkowy bas („Blackwater”), czy to hipnotyczny loop rodem z katalogu Tresora („Poldark”)

Jeszcze lepsze efekty Ansome osiąga, kiedy nasyca swą muzykę elementami elektroniki z późnych lat 80. Tytułowy „Stowaway” i umieszczony tuż obok „Pain Train” zaskakują zbasowanymi akordami klawiszy rodem z EBM, a w „Vyken” trafiamy na acidowe dźwięki wyciśnięte z Rolanda TB303. W połowie albumu ta machineria na chwilę zwalnia – i otrzymujemy znów powoli kroczący prepar, wypełniony odgłosami ciętych blach („Back Alley Sally”). Największe wrażenie robi jednak „Grave Digger Figure” – rozwijając się powoli od stłumionych krzyków i rozedrganego hałasu w stronę niepohamowanego hard techno o morderczym uderzeniu.

Jeśli najbardziej brutalne odmiany ekstremalnej elektroniki splatają się we wspólnym uścisku, poddając się naczelnemu dyktatowi klubowego rytmu, tworząc ciężką, ale energetyczną muzykę taneczną, to właśnie na tej płycie. Ansome nie ma żadnych zahamowań i sięga po typowo przemysłowe brzmienia (stukot żelaznych beczek w „Bad Blood” czy fabryczne stuki w „Stowaway” niczym u dawnego Einsturzende Neubauten), ale zamienia je w tak efektownie przycięte loopy, że wprost nie sposób przy stworzonych z nich nagraniach usiedzieć w miejscu. I bardzo dobrze – dzięki temu ciągle mamy tu do czynienia z techno.

Perc Trax 2016

www.perctrax.bandcamp.com

www.facebook.com/perctrax

www.facebook.com/myansome

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.